Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
860 postów 7056 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Dlaczego ludzie wierzą w teorie spiskowe?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Teorie spiskowe nie istnieją - Aleksander Berdowicz

 

 

Jakiś czas temu, pisałem o tym, że badania przeprowadzane wśród zwolenników teorii spiskowych wykazują, że ludzie ci bardziej szanują fakty niż ich przeciwnicy. Częściej też posługują się chłodną, pozbawioną emocji argumentacją.

A mimo to oni właśnie, a nie częstokroć zacietrzewieni konsumenci mainstreamowej papki informacyjnej, nazywani są „oszołomami”, „paranoikami”, „foliarzami” (tak w slangu internetowym nazywa się osobę wierzącą w teorie spiskowe).

Rozsądek foliarzy

Wspominałem wówczas, że strona internetowa HumansAreFree przedstawiła wyniki badań psychologicznych dotyczących teorii spisku. Podstawą analizy postaw były 2174 komentarze, które pojawiły się na stronach omawiających zamach z 11 września 2001 r. Do spiskowych zakwalifikowano 1459 wpisów, jako konwencjonalne potraktowano 715. Po przeprowadzonej analizie naukowcy doszli do wniosku, że „antyspiskowcy bardziej koncentrowali się na tym, aby dowieść, że to oni mają rację, niż starali się dowiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło 9/11 […]. Natomiast zwolennicy teorii konspiracji bardziej koncentrowali się na sekwencji kolejnych wydarzeń niż na tym, aby wyszydzać swoich polemistów”. Innymi słowy – spiskowcy koncentrowali się na analizie faktów, natomiast antyspiskowcy na obronie interpretacji wydarzeń podanej przez media oraz wyszydzaniu niedowiarków. Spiskowcy przyjęli postawy badaczy, a ich krytycy – pudeł rezonansowych. Ci pierwsi myśleli, ci drudzy – rezonowali.

Jednak najistotniejszy wniosek, jaki uczeni wyciągnęli z badań, mówi, że ludzie akceptujący poglądy mainstreamu byli agresywniej nastawieni do polemistów niż ci, którzy głosili opinie nazywane teoriami spisku. Ich wrogość wynikała z przeświadczenia, że to oni właśnie – bazując na popularnych i mających sankcje oficjalnych autorytetów informacjach – mają rację. I dlatego rację tę mogą i muszą forsować z pasją, nie analizując faktów i nie zważając na argumenty strony przeciwnej, które z góry uznają za niepoważne. „Natomiast ludzie, którzy chcą otworzyć twój umysł na prawdę, robią to w sposób subtelny, pragnąc przekonać, a nie pokonać”.

Kłamstwo ma wielu obrońców i liczne sposoby perswazji, natomiast do prawdy dochodzi się zawsze drogą indywidualną. A perswazja może być tylko jedna – przedstawianie faktów i argumentacja. „Dlatego określenie »teoretyk spisku«, w swej intencji dezawuujące, winno być odbierane jak nobilitacja”. Bowiem oznacza to, że człowiek obdarzony taką etykietą „pokonuje bariery istniejących systemów wierzeń [właśnie takich, jak wspomniana na wstępie, fałszywa świadomość – R.K.], w celu zrobienia miejsca dla poglądów szerszych i lepiej objaśniających rzeczywistość”. Większość ludzi boi się tego i gotowa jest wszelkimi sposobami bronić starych paradygmatów. Zwłaszcza że w tej postawie utwierdzana jest przez wszelkie możliwe oficjalne autorytety i media głównego nurtu, które są narzędziem propagandy rządzących. „Jeśli ktokolwiek będzie postponował twoje próby odkrywania prawdy, ignoruj to i rób swoje, bowiem tylko w ten sposób nasz świat będzie mógł wyrwać się z sieci fałszu i iluzji”.

Ślepa wiara „sceptyków”

Jonathan Elinoff na stronie InfoWars zauważa, że często osoby, które drwią z teorii idących pod prąd mainstreamu, nazywając je spiskowymi, samych siebie określają mianem sceptyków. Problem w tym, że próbując zdezawuować poglądy alternatywne często sięgają po argumenty wyłożone w mediach głównego nurtu, wobec których akurat sceptyczni nie są. A przecież z istoty sceptycyzmu wynika krytyczna, a przynajmniej zdystansowana, postawa wobec poglądów dominujących. „To nie jest sceptycyzm tylko wygodny sposób na to, aby postrzegając rzeczywistość, tak jak robi to zindoktrynowana większość, uchodzić jednocześnie we własnym mniemaniu za krytycznie myślącego indywidualistę”. W dzisiejszym świecie roi się od konformistów, czy jak to niegdyś mówiono: filistrów, którzy choć zachowują się zgodnie z obowiązującym trendem i wygłaszają mainstreamowe banały, lansowani są na buntowników czy niepokornych. Często stosowanym sposobem na ośmieszanie wiadomości alternatywnych jest przedstawianie poglądów najbardziej skrajnych i najmniej poważanych wśród alternatywnych dziennikarzy jako reprezentatywnych dla całego środowiska. Tak było chociażby w przypadku 9/11, gdy wybrano z całej szerokiej palety poglądów podważających oficjalną wersję wydarzeń mniej niż 10 proc. najbardziej niewiarygodnych, a przez to łatwych do obalenia i wydrwienia opinii. „Uznano wówczas, że w ten sposób ostatecznie udowodniono, jak absurdalne są wersje próbujące przeciwstawić się zatwierdzonej narracji w sprawie 9/11. Wygodne, nieprawdaż?”

Jonathan Elinoff przytacza 33 przykłady opinii, które początkowo uważane były za wymysły szaleńców, a później pod wpływem niedających się już dłużej ukryć faktów, cichaczem, mainstream uznał je za oczywistość. I dziś nikt już nie kwestionuje prawdziwości tych „spiskowych teorii”.

Podobnie Jeri Simpson ze strony internetowej Top Secret Writers zwróciła uwagę, że nie wszystkie teorie spisku nie miały i nie mają pokrycia w rzeczywistości. „Niektóre teorie spiskowe okazały się prawdziwe. Bardzo wielu Amerykanów uważało, że ich prywatna komunikacyjna w komputerze czy telefonie komórkowym znajdowała się pod kontrolą służb specjalnych USA, ale dopiero gdy Edward Snowden ujawnił dokumenty NSA dotyczące nielegalnej inwigilacji, opinia publiczna miała solidny dowód. Nawet skandal Watergate był kiedyś uważany za tylko teorię spiskową”. O czym zresztą również już kiedyś pisałem.

Spisek przeciwko teoriom spisku

Jednak publikatory głównego nurtu nie byłyby sobą, gdyby odpuściły bezpardonowy atak na konkurencję. Wszak już samo istnienie alternatywnych źródeł informacji stanowi wyzwanie rzucone strukturze kłamstwa i iluzji, której rzeczone media magna pars sunt (są ważną częścią składową). Co pewien czas pojawiają się opinie deprecjonujące wartość alternatywnego postrzegania i opisu rzeczywistości. W 2014 r. na stronie internetowej Scientific American pojawił się artykuł Michaela Shermera Dlaczego ludzie wierzą w teorie spiskowe? Kto wierzy w teorie konspiracyjne – i dlaczego?.

Dziennikarz strony opiera się na badaniach dwóch politologów z uniwersytetu w Miami, Josepha E. Uscinskiego i Josepha M. Parenta. Efektem dociekań obu uczonych jest praca American Conspiracy Theories (Oxford University Press 2014). Pierwszy wniosek, jaki został wyciągnięty przez Uscinskiego i Parenta, głosi, że obywatele USA „w niepokojąco dużej liczbie” wierzą w opinie określane mianem teorii spisku. Około jedna trzecia Amerykanów na przykład wierzy w „białą” teorię spiskową, że Obama jest cudzoziemcem, tzn. urodził się poza granicami USA, a przez to w ogóle nie powinien był kandydować na urząd prezydencki. Dlatego osiem lat jego rządów należy uznać za nielegalne, a wydane w tym czasie przez administrację waszyngtońską rozporządzenia nie mają mocy prawnej. Mniej więcej tyle samo osób uważa, że 11 września był „wewnętrzną robotą” administracji Busha.

Cóż, jeśli jedna trzecia obywateli uważa, że osiem lat historii USA to swoista „czarna dziura”, czas, kiedy Ameryką rządził uzurpator, i tyle samo sądzi, iż jeden z ich urzędujących prezydentów popełnił przerażającą zbrodnię na narodzie, to chyba nie najlepiej wróży integralności państwa. Pomijając oczywiście fakt, czy przekonanie tych ludzi pokrywa się z prawdą czy też nie.

Dziennikarza Michaela Shermera zdaje się martwić jednak zupełnie co innego. Bowiem w świetle książki doktorów z Miami przekonanie, że w oficjalnych przekazach istnieje jakieś drugie dno, ważniejsze od oficjalnych enuncjacji, nie dotyczy tylko garstki niedostosowanych społecznie osób, młodych mężczyzn, którzy w ten sposób odreagowują swoje frustracje. Badania przeprowadzone przez Uscinskiego i Parenta pokazują, że wiara w teorie spiskowe „przebiega w poprzek płci, wieku, rasy, jest niezależna od dochodów, poziomu wykształcenia i statusu zawodowego i społecznego”. Ludzie na lewicy i prawicy na przykład wierzą w konspiracje w przybliżeniu jednakowo, chociaż każda ze stron politycznego podziału wierzy w inne spiski.

Podobne wnioski wysnuła Jeri Simpson: „Choć powszechnie uważa się, że teorie spiskowe są zarezerwowane dla słabo wykształconych radykałów, ostatnie badania udowodniły, że jest inaczej. W rzeczywistości liczby są oszałamiające – 55 proc. Amerykanów wierzy w co najmniej jedną teorię spiskową. Badania, opublikowane w »American Journal of Political Science«, przeprowadzone przez naukowców J. Erika Olivera i Thomasa J. Wooda, wykazały, że zwolennicy teorii spisku różnią się wiekiem, statusem ekonomicznym, płcią, rasą i wykształceniem. Autorzy zwrócili uwagę, że wymienione czynniki mają wpływ na to, jakie teorie są preferowane”. Najbardziej istotny jest kontekst polityczny. I tak 45 proc. zwolenników republikanów uważało, że Barack Obama sfałszował swoją metrykę urodzenia po to, aby kandydować na urząd prezydenta USA. Natomiast aż 79 proc. zwolenników demokratów było zdania, że Bush kłamał, mówiąc, że dyktator Iraku Saddam Husajn posiadał broń masowego rażenia, czym usprawiedliwiano amerykańską inwazję na ten kraj.

Teorie spisku ponad podziałami

Lewica raczej podejrzewa, że media i partie polityczne są pionkami bogatych kapitalistów i korporacji, podczas gdy konserwatyści mają skłonność wierzyć, że to akademicy i lewicowe elity kontrolują media i partie. Teorie spiskowe dotyczące GMO są przyjmowane przede wszystkim przez osoby o poglądach lewicowych, które zarzucają na przykład Monsanto, że przeprowadzana przez tę korporację spożywczą modyfikacja genetyczna roślin zmierza prostą drogą do zniszczenia drobnych rolników, pisze Michael Shermer z Scientific American. Nawiasem mówiąc, to trudno w pełni zgodzić się z tą opinią Shermera, bowiem konserwatywni wyznawcy teorii spisku raczej uważają, że media i partie sterowane są przez korporacje, na które olbrzymi wpływ mają lewacy. Poglądy na kwestie polityczne i obyczajowe wielu mandarynów korporacyjnych niczym nie różnią się od tych wykutych w akademickich kuźniach postępu, w jakie przekształciły się uniwersyteckie kampusy. Podobnie nieporozumieniem jest kojarzyć lewicę z obrońcami „drobnych rolników”. Bowiem ich stosunek do „rednecków” jest dokładnie taki sam jak Donalda Tuska do „moherów”.

Jeśli chodzi o prawicę, to mniej zwraca ona uwagę na zagrożenia sprowadzane na społeczeństwo przez GMO, a bardziej na te, które są związane z teorią globalnego ocieplenia, czy szerzej mówiąc: zmianami klimatycznymi, których źródłem jest jakoby gospodarcza działalność człowieka. Konserwatyści traktują tę tezę jako spisek przeciwko gospodarce amerykańskiej, która musiałaby zwolnić tempo, aby uczynić zadość wymaganiom ekologów, opartym na ideologicznych przesłankach.

Ważnym czynnikiem jest również tożsamość grupowa. Czarni obywatele Stanów Zjednoczonych są bardziej skłonni uwierzyć, że to CIA zaczęła rozprowadzać od lat 60. XX w. narkotyki wśród Murzynów mieszkających w miastach, chcąc ich w ten sposób uzależnić od heroiny, koki czy innych środków odurzających. Z kolei biali częściej głoszą opinię, że rząd manipuluje podatkami na niekorzyść bogatszej części społeczeństwa, w celu przekształcenia Ameryki w kraj socjalistycznej utopii.

Uscinski i Parent dzięki swym badaniom ustalili, że edukacja ma wpływ na redukcję skłonności do myślenia konspiracyjnego: 42 proc. osób bez dyplomu ukończenia szkoły średniej ma wysokie predyspozycje do wiary w konspiracje, w porównaniu z 23 proc., które mogą się wylegitymować takimi dyplomami. „Oznacza to, że więcej niż jeden na pięciu wykształconych Amerykanów wierzy w najróżniejsze teorie spiskowe. Jako pedagog uważam to za niepokojące”, pisze Michael Shermer.

 

Strach ma wielkie oczy

Jednak najważniejsze czynniki, które powodują, że człowiek ma skłonność do ulegania myśleniu spiskowemu, znajdują się w nim samym. A ściślej w emocjach negatywnych wywoływanych przez przykre wydarzenia lub wysoce stresowe sytuacje życiowe. To one skłaniają ludzi do wymyślania, przyjmowania i powtarzania teorii spiskowych”. Niezależnie od stanu posiadania, pozycji społecznej, wykształcenia. Innymi słowy – jak trwoga, to do… teorii spiskowych. Być może właśnie dlatego ludzie z wyższym wykształceniem mają mniejsze skłonności do dawania wiary teoriom spisku, bowiem, przynajmniej w warunkach amerykańskich, ich sytuacja życiowa jest bardziej stabilna. Wystarczyłby jednak nawet niewielki przechył, aby również dyplomowani zaczęli reagować jak nawiedzeni foliarze. Przykładem może być reakcja środowiska naukowego na kosmetyczne w końcu i niewiele nowego wnoszące tzw. reformy szkolnictwa wyższego wicepremiera Gowina. A mimo to w poczuciu zagrożenia (którego zresztą nie było, nie ma i pod rządami „dobrej zmiany” na pewno nie będzie) środowisko wycharkało z siebie tyle teorii spisku, że można by nimi obdzielić niejedną społeczność likwidowanych zakładów pracy i pegieerów.

Dziennikarka z Top Secret Writers zauważa, że rosnąca w społeczeństwie amerykańskim wiara w teorie spiskowe, aczkolwiek niepokojąca, nie dzieje się bez powodu. Oprócz demaskatorów takich jak Edward Snowden, przyczynia się do tego fakt odtajnienia wielu do tej pory niejawnych dokumentów rządowych. A z wielu z nich jasno wynika, że niektóre teorie spisku oskarżające agencje rządu federalnego bądź to o działania nielegalne, bądź o takie, które wymierzone były w interesy obywateli, nie były przejawem myślenia paranoicznego, tylko – spostrzegawczości.

A skoro tak, to dziś należy przyznać, że „teorie spiskowe nie są już zarezerwowane dla tych, którzy noszą kapelusze z folii aluminiowej, a ponieważ wiele z nich zostało udowodnionych, nie dziwmy się, że coraz więcej ludzi wierzy w co najmniej jedną lub dwie takie teorie”.

Jeri Simpson wyraża też opinię, że niezależnie od tego, czy ktoś wierzy w teorie spisku czy je odrzuca jako przejaw myślenia paranoicznego, powinien przyznać, że zwolennicy spisków „dali światu cenną lekcję: nieufności wobec źródeł”. Z faktu, że gdzieś coś tam przeczytałeś lub usłyszałeś u cioci na imieninach, nie wynika, iż zasłyszana informacja jest całkowicie prawdziwa lub wprost przeciwnie. „Zebrane informacje powinny pochodzić z opublikowanych badań naukowych i wiarygodnych źródeł informacji, czyli takich, które podają, skąd zaczerpnęły swoją wiedzę”.

Spiski w sieci

Sieć jest wypełniona opiniami przedstawianymi jako fakty. Chociaż niektóre z pojawiających się w internecie sensacji mogą być oparte na dowodach, najlepiej będzie, jak sam sprawdzisz, czy są to dowody przekonujące, radzi Jeri Simpson ze strony Top Secret Writers.

O ile praca uczonych z Ohio polegała głównie na analizie ok. 100 tys. listów, jakie wysłane zostały do „The New York Timesa” w ciągu ostatnich 121 lat, o tyle inne prace nad zagadnieniem poruszanym przez Uscinskiego i Parenta za przedmiot badań obrały treści zdigitalizowane.

W 2015 r. grupa uczonych opublikowała w naukowym magazynie „PLOS One” artykuł dotyczący aktywności w mediach społecznościowych. Głównie chodziło o Facebook. Autorzy twierdzą, że teorie spiskowe i „nieuzasadnione plotki”, dotyczące na przykład iluminatów czy ludzi-jaszczurów (reptilianie), stanowią bardzo duży procent treści przekazywanych przez użytkowników tego typu mediów.

O ile inne wiadomości często polaryzują opinie zamieszczane w internecie, o tyle informacje na tematy spiskowe przyciągają uwagę i skłaniają do komentarzy głównie ich zwolenników.

Badanie wykazało, że ogółem 80,86 proc. komentarzy i 77,92 proc. polubień na Facebooku generowane jest przez użytkowników wchodzących na strony z teoriami spiskowymi. Stwierdzono również, że 91,53 proc. osób, które lubią posty pochodzące ze stron o spiskach, w znacznym stopniu angażuje się tylko w treści związane ze spiskami, obierając je za cel lektury, komentarzy i lajkowania.

Gabrielle Pickard, na stronie Top Secret Writers, podała, że wspomniany zespół badawczy, który opublikował wyniki swoich badań w magazynie „PLOS One”, zajął się treściami politycznymi, zarówno publikowanymi na stronach informacyjnych mainstreamu, jak też pochodzących ze stron alternatywnych. Doszedł on do wniosku, że wiadomości znajdujące się na stronach alternatywnych cieszą się większą popularnością niż pochodzące ze stron mainstreamu bądź stron zamieszczających informacje naukowe. „Otrzymują więcej polubień i większa liczba czytelników dzieli się nimi z innymi użytkownikami portali społecznościowych”. Badacze zwrócili szczególną uwagę na włoskie strony dotyczące spisków, zamieszczane na Facebooku. Autorzy twierdzą, że strony takie jak Lo Sai, Scienza di Confine i Concienza Sveglia promują „heterogeniczne treści, począwszy od obcych, chemtrails, geocentryzmu, aż po związki pomiędzy szczepieniami a homoseksualizmem”.

Badacze uznali, że nawet jeśli jakieś spiskowe twierdzenie nie ma wystarczająco mocnych dowodów i nie broni ich przekonująca argumentacja, to braki te są rekompensowane przez samą atrakcyjność poglądu, pasję, z jaką jest głoszony, i ciekawą narrację, za pomocą której teoria spisku jest wykładana. Całości dopełnia ogromna liczba komentarzy, polubień i „podzieleń”. Na widok takiego zainteresowania nawet do tej pory sceptycznie nastawiony użytkownik internetu zazwyczaj skłonny jest przyznać, że coś w tych teoriach jest.

W 2013 r. Światowe Forum Ekonomiczne uznało „ogromne cyfrowe dezinformacje” za jedno z głównych zagrożeń dla współczesnego społeczeństwa. Czy oznacza to, że pod pozorem walki z „dezinformacją”, „mową nienawiści” i podobnymi „niebezpieczeństwami” dla ludzkości rządzący wprowadzą cenzurę do internetu, jeszcze bardziej bezwzględną, niż robi to Facebook, Google, YouTube, Amazon? Nie jest to rzecz nie do pomyślenia, zważywszy, że dziś wiele inicjatyw społecznych zaczyna się od przekazywanych sobie informacji w mediach społecznościowych. A obozy rządowe bardzo inicjatyw społecznych nie lubią, o czym mieliśmy okazję przekonać się niedawno, bo 11 listopada 2018 r., kiedy to polityczne pokurcze usiłowały przejąć Marsz Niepodległości – wspaniałą społeczną, obywatelską inicjatywę patriotyczną.

 

Napisane przez Dr Robert Kościelny

http://humansarefree.com/2014/11/scientific-study-conspiracy-theorists.html

https://www.infowars.com/33-conspiracy-theories-that-turned-out-to-be-true-what-every-person-should-know/

https://www.scientificamerican.com/article/why-do-people-believe-in-conspiracy-theories/

https://www.topsecretwriters.com/2015/07/conspiracy-theories-in-america-why-citizens-turn-to-alternative-news/

https://www.topsecretwriters.com/2015/04/researchers-say-conspiracy-theorists-are-highly-susceptible-to-misinformation-and-trolling/

https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0118093

https://www.wired.co.uk/article/how-conspiracy-theories-spread-on-fb

 

Teorie spiskowe nie istnieją - Aleksander Berdowicz

KOMENTARZE

  • Grudzień oznacza dziesiąty
    Grudzień (z łaciny, decem – dziesięć) – dwunasty miesiąc naszego kalendarza. Jak dziesiąty miesiąc stał się dwunastym – cała historia! I jak zwykle – sfałszowana historia!

    https://treborok.files.wordpress.com/2018/12/01-god.jpg

    To, że wcześniej w kalendarzu było 10 miesięcy, jest faktem. O tym, że tak było mówi sama nazwa miesiąca – december (grudzień), co oznacza „dziesiąty”. Faktem jest, że ten dziesiąty miesiąc stał się pewnego razu dwunastym. A to co zostało powiedziane o przyczynach zmiany dziesięciomiesięcznego kalendarza w dwunastomiesięczny – wygląda na kompletną dezinformację!

    Staje się to oczywiste, jeśli tylko o tym pomyślimy!

    https://treborok.wordpress.com/grudzien-oznacza-dziesiaty/?preview=true
  • Nawet przeczytałem, prawie w całości
    nie zgadzam się z klu i uważam je za zbyt prymitywne w świetle poprzedzającej treści.
  • @Talbot 09:50:16
    mi się nijak grudzień nie kojarzy z liczbą dziesięć.
  • @interesariusz z PL 10:02:32
    Tu aą łacińskie nazwy miesięcy: grudzień December decem - 10

    http://akopcinski.strony.wi.ps.pl/miesiace/nazwy-miesiecy.php
  • @Talbot 10:41:09
    jak widać, kiedyś mieliśmy swoją mowę, skoro nie mówimy desember
  • @interesariusz z PL 10:54:52
    Kiedyś nawet ludność półwyspu Apenińskiego była normalna (gdy korzystali z kultury Etrusków) i Nowy Rok obchodzili w marcu - w czasie wiosennego przesilenia. Pisałem o tym wszak niedawno w notce o Wigilii.
    Stąd marzec był pierwszym miesiącem , a grudzień 10.
  • @Talbot 10:41:09
    Nie ma teorii spiskowych tylko praktyki spiskowe.
    Teorie wymyślili "praktykanci" dla odwrócenia uwagi.
  • Putin Maładiec
    Rosyjska TV ujawnia: Putin wypowie wojnę globalnej elicie i Rothschildom powiązanym z NWO

    https://www.koniec-swiata.org/wp-content/uploads/2018/12/Putin-wojna-NWO-590x392.jpg

    ,,Na całym świecie działa przeciwko nam monolityczny i bezwzględny spisek, bazujący na ukrytych środkach, by rozszerzać swą strefę wpływów. Jest to system, który zgromadził ogromne ludzkie i materialne zasoby, dla zbudowania zjednoczonej i wysoce skutecznej maszyny, która łączy operacje militarne, dyplomatyczne, wywiadowcze, ekonomiczne, naukowe i polityczne. Jej przygotowania są ukrywane, a nie ogłaszane, jej pomyłki grzebane, a nie publikowane a jej przeciwnicy uciszani.’’

    John F. Kennedy. Były Prezydent USA

    https://www.koniec-swiata.org/rosyjska-tv-ujawnia-putin-wypowie-wojne-globalnej-elicie-i-rothschildom-powiazanym-z-nwo/
  • @interesariusz z PL 10:02:32 mi się nijak grudzień nie kojarzy z liczbą dziesięć.
    I słusznie.
    Bo, jak na blog Talbota przystało, trzeba wykazać czujność.

    Patrzysz na "grudzień" i nie widzisz.
    A wystarczy trochę wysiłku i co mamy?

    GRU-dzień.
    Jasne?

    I nie ma co się dziwić, że w GRU-dniu powołano nowego szefa GRU.

    Wiceadmirał Igor Kostyukov został mianowany szefem głównej dyrekcji wywiadu (GRU) rosyjskiego sztabu generalnego

    http://tass.com/defense/1035212

    Ps.

    Nasi przodkowie przed wiekami antycypowali w nazwie GRU-dzień pojawienie się instytucji GRU.
  • cd.
    To jest spiskowa teoria dziejów.
  • cd.
    Teoria , jeżeli chodzi o grudzień.

    Spiskowa praktyka dziejów, jeżeli chodzi o dzień GRU.
    Każdy dzień.
  • @Zbigniew Jacniacki 12:19:03
    Legitymacja Stasi należąca do Władimira Putina znaleziona w Dreźnie

    https://wiadomosci.onet.pl/swiat/niemcy-w-archiwach-odkryto-legitymacje-stasi-wladimira-putina/tqx01d6
  • @Zbigniew Jacniacki 12:15:30
    "Patrzysz na "grudzień" i nie widzisz.
    A wystarczy trochę wysiłku i co mamy?"

    Ja wkładam bardzo dużo wysiłku żeby dojść do tego dlaczego GRU zastosowała w swej nazwie początkowe litery z naszego miesiąca, a nie swojego grudnia czyli dekabria czy jakoś tak.

    Proszę o pomoc.
  • @Jasiek 16:11:03
    Przecież to jest teoria spiskowa.
    GRU jest znane z ciągłej walki o pokój - dlatego powstają na ten temat takie teorie spiskowe, serwowane przez imperialistów.
  • @Talbot 16:35:52
    Niemcy odszukali legitymację Stasi Władimira Putina
    Legitymacja ma pieczątki potwierdzające jej ważność aż do końca 1989 roku. Została odnaleziona w archiwach Stasi - wschodnioniemieckiego odpowiednika Służby Bezpieczeństwa. Władimir Putin posługiwał się nią, gdy był rezydentem KGB w Dreźnie.
    Legitymacja pozwalała mu na swobodniejsze działania i rekrutację szpiegów, ponieważ dzięki niej nie musiał zdradzać, że służy w KGB - powiedział Konrad Felber szef drezdeńskiego oddziału urzędu opiekującego się aktami wschodnioniemieckiej bezpieki.

    Do tej pory wiadomo było o pobycie Putina jako agenta KGB w NRD. Obecny prezydent Rosji werbował tam tajnych współpracowników od 1985 roku. Oficjalnie pełnił funkcję dyplomaty. Jednak informacja, że był jednocześnie wciągnięty na listę pracowników Stasi, jest absolutną nowością - pisze "Bild", który opublikował zdjęcie legitymacji Putina.

    https://pbs.twimg.com/media/DuIMt5SX4AIHux7.jpg
  • @Husky 19:03:25
    "Oscar" z kumplem ze STASI...

    https://img3.demotywatoryfb.pl//uploads/201504/1428477377_ijg1d7_600.jpg

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

ULUBIENI AUTORZY