Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
812 postów 6538 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Lista

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Lista 10 kontrowersyjnych prywatyzacji III RP

Poniżej zupełnie subiektywna lista 10 prywatyzacji polskich przedsiębiorstw, które gdy spojrzymy przez pryzmat współczesnych standardów mogą budzić mniejsze lub większe kontrowersje.

 

 

10. Exbud, czyli jak Wejchert z Walterem pomnożyli majątek pod nadzorem Balcerowicza: Exbud był flagową spółką budowlaną z czasów PRL. Na początku III RP funkcjonowało prawo, zgodnie z którym aby prywatyzacja spółki Skarbu Państwa mogła dojść do skutku, trzeba było znaleźć jakiegoś „inwestora z zagranicy”. No i znaleziono – była to ulokowana w Luksemburgu spółka… ITI. Wkrótce okazało się, że dzięki prywatyzacji Exbudu przyszły założyciel TVN wielokrotnie pomnożył zainwestowany majątek.

9. Radomska Fabryka Łączników, czyli jak szukać okazji na wyprzedażach: W 2010 roku Ministerstwo Skarbu Państwa w rządzie Tuska postanowiło sprywatyzować radomską Fabrykę Łączników za 1,43 mln zł. Nowy właściciel zaciągnął mnóstwo kredytów i szybko zadłużył Fabrykę, a po roku ogłosił upadłość. Pracę w straciło około 400 osób. Syndyk masy upadłości, który przejął kontrolę nad fabryką po ogłoszeniu upadłości, oszacował jej całkowity majątek na… 40 mln zł (mimo, iż rząd sprzedał ją za 1,43 mln zł)!

8. Ciech, czyli doktor Jan kupuje polską chemię: W czerwcu 2014 r. rząd Donalda Tuska sprzedał spółce z Luksemburga należącej do Jana Kulczyka pakiet kontrolny 19,972 mln akcji zarządzanego przez państwo chemicznego giganta – spółki Ciech. Cenę za 1 akcję ustalono na poziomie 31 zł. W grudniu 2015 r. NIK publikuje raport na temat prywatyzacji tego chemicznego giganta. Kontrolerzy nie mają wątpliwości – Ministerstwo Skarbu Państwa zarządzane przez ekipę PO-PSL dopuściło się niegospodarności i braku należytej dbałości o interesy państwa polskiego podczas prywatyzacji ww. spółki. Ciech został sprzedany za zaledwie 619 mln zł. Piszę „zaledwie” bowiem w ciągu dwóch kolejnych lat firma ta wygenerowała dla swoich nowych właścicieli blisko 940 mln zł czystego zysku!

7. Zakłady Papiernicze w Kwidzynie, czyli zmodernizuj i sprzedaj za połowę wartości: W 1992 roku doszło do głośnej prywatyzacji należących do Skarbu Państwa Zakładów Celulozowo-Papierniczych w Kwidzynie. Zakłady te zostały wielkimi nakładami zmodernizowane i na początku lat 90-tych stanowiły prawdziwą perłę wśród wszystkich zakładów produkcyjnych w Polsce. Janusz Lewandowski zgodził się je sprywatyzować za 120 mln USD, mimo iż niektóre szacunki mówiły, iż są warte dwukrotnie więcej.

 

6. KWB Adamów, czyli jak Tusk sprzedał właścicielowi Polsatu kopalnię węgla: W 2012 roku ekipa Tuska sprzedała spółce ZE PAK (należącej do Zygmunta Solorza-Żaka) pakiet kontrolny akcji Kopalni Węgla Brunatnego Adamów S.A. za 67,3 mln zł, mimo że wartości księgowa tej spółki wynosiła 144,6 mln zł, nie była ona zadłużona, co roku przynosiła zyski i posiadała wolne środki obrotowe w wysokości 65,2 mln zł! Co ciekawe – Aleksander Grad, który jako minister Skarbu Państwa w rządzie Tuska rozpoczął proces prywatyzacji tej kopalni w 2016 r. został prezesem zarządu ZE PAK.

5. SPEC. Czy ludzie z PO naprawdę musieli wyprzedawać wszystko co cenne i przynosiło zyski? Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej (SPEC) było największą miejską firmą zajmującą się energetyką cieplną w całej UE. Zmodernizowana infrastruktura oraz duże nakłady inwestycyjne spowodowały, że jakość usług ciepłowniczych w Warszawie stała na bardzo wysokim poziomie, a ceny należały najniższych w Polsce. Co istotne – SPEC generował spore zyski. W 2009 r. było to 36 mln zł. Niestety, Hanna Gronkiewicz-Waltz podjęła wówczas decyzję (wbrew woli mieszkańców), aby to świetnie działające przedsiębiorstwo-monopolistę wyprzedać firmie z zagranicy. .

4. PKP Energetyka, czyli jak sprzedać „kurę znoszącą złote jaja”: PKP Energetyka to spółka kluczowa dla bezpieczeństwa kraju. Jest monopolistą w zakresie dystrybucji energii elektrycznej do kolejowej sieci trakcyjnej i jedynym właścicielem sieci zasilającej trakcję elektryczną linii kolejowych w Polsce. Będąc pod kontrolą Skarbu Państwa co roku notowała spore zyski (2012 – 65 mln zł; 2013 – 90 mln zł; 2014 – 49 mln zł). Niestety, rząd Ewy Kopacz wpadł na pomysł, aby PKP Energetykę sprywatyzować i tuż przed oddaniem władzy sprzedał ją prywatnemu funduszowi z Luksemburga.

3. Polskie Huty Stali, czyli jak modelowo zaniżyć ceny sprzedawanych akcji: W 2003 r. podjęto decyzję o prywatyzacji Polskich Hut Stali SA (huty w Krakowie, Dąbrowie Górniczej, Świętochłowicach i Sosnowcu). Rząd oraz ministerstwa skarbu i gospodarki (opanowane przez polityków SLD) zgodziły się wówczas na sprzedaż pakietu 22,1 proc. akcji tej spółki za kwotę 6 milionów zł (przy kilku warunkach). Późniejszy raport NIK stwierdził jednak, że na potrzeby prywatyzacji wycenę spółki zaniżono o blisko 2 miliardy zł, a najlepszym tego dowodem był fakt, że już w 2004 r. spółka miała 1,7 miliarda zł zysku na czysto!

2. PZU, czyli prywatyzacja za którą trzeba było zapłacić wielomiliardową karę: W 1999 roku została podpisana między Skarbem Państwa a portugalsko-holenderskim konsorcjum Eureko umowa, zgodnie z którą ówczesny rząd Jerzego Buzka sprzedał 20 proc. akcji PZU za kwotę 2 miliardów złotych. Równocześnie 10 proc. akcji odsprzedano bankowi Millenium (wówczas BIG Bank Gdański). W aneksie do umowy prywatyzacyjnej podpisanym w 2001 roku zawarta została klauzula sprzedaży Eureko dodatkowych 21 proc. akcji przez Skarb Państwa. Klauzula pozostawała jednak niezrealizowana, co stało się przyczyną konfliktu pomiędzy Eureko (posiadającym łącznie 33 proc. akcji), a Skarbem Państwa (dysponującym 55% akcji). Eureko złożyło pozew do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Londynie. Ten wydał werdykt, zgodnie z którym Polska miała być odpowiedzialna jest za „opóźnienie prywatyzacji PZU na szkodę konsorcjum Eureko”. Finalnie rząd Tuska w 2009 roku zgodził się zapłacić 4,75 mld zł kary na rzecz Eureko, co finalnie zakończyło spór o posiadanie 21 proc. akcji PZU.

1. TPSA, czyli jak państwowego giganta sprzedać innemu państwowemu gigantowi (tyle, że z zagranicy) przy udziale doktora Jana: Telekomunikacja Polska SA (TPSA) pod koniec lat 90-tych była monopolistą na rynku telekomunikacyjnym w naszym kraju. Ta potężna firma obsługiwała nie tylko 10 mln klientów (stan na 2000 r.), lecz także zarządzała krytyczną infrastrukturą obronną kraju (na którą wydano wcześniej setki milionów złotych). Z jakiegoś jednak powodu rządzący nami politycy zdecydowali, aby TPSA sprywatyzować. Problem w tym, że prywatyzacja okazała się być pseudoprywatyzacją, bowiem TPSA kupiła państwowa spółka francuska, która weszła w układ z lokalnym oligarchą. Czytaj więcej – tutaj.

Robert Wyrostkiewicz

//niewygodne.info.pl/

W tekście oryginalnego artykułu znajduje się sporo linków – admin

Za: Dziennik gajowego Maruchy (2018-09-10) i www.bibula.com

KOMENTARZE

  • Krótki przewodnik po Leszku Balcerowiczu
    https://nczas.com/wp-content/uploads/2017/06/wolnosc24_balcerowicz_nczas-696x401.jpg

    Pierwszy minister finansów „wolnej i demokratycznej Polski” umiejętnie zjednuje dla siebie część środowiska polskich wolnościowców, dlatego wszystkim cierpiącym na kłopoty z pamięcią warto przypomnieć nieco jego sylwetkę.

    Konta Balcerowicza w mediach społecznościowych cieszą się ogromną popularnością. Były wicepremier łączy w nich swoją pustą, pozornie wolnorynkową retorykę, antypisowskie i antykaczystowskie ataki oraz obronę okrągłostołowego establishmentu. Mając zapewnioną stałą uwagę lewicowych mediów, Balcerowicz pozostaje wciąż jednym z najbardziej aktywnych postkomunistycznych polityków, który potrafi się odnaleźć nawet w tak nietypowych okolicznościach jak wykład na Przystanku Woodstock.

    Gwiazda Balcerowicza jako „wolnorynkowca” i „gospodarczego liberała” świeci wciąż dość mocno. Wstyd przyznać, że dzieje się tak również w środowisku libertariańskim, które najwidoczniej nie odrobiło lekcji z historii najnowszej. A tymczasem historia i udział w niej prof. Balcerowicza narzuca się niemal każdego dnia na jego twitterowym koncie, które pełni rolę swego rodzaju słupa ogłoszeniowego Komitetu Obrony Demokracji. Polityk odpowiedzialny za „transformację gospodarczą” PRL jeździ nieustannie po Polsce i spotyka się z lokalnymi działaczami KOD-u, mając duży wpływ na jego działalność.

    Jak dziś dobrze wiadomo, słynny Komitet zrzesza przede wszystkim osoby, które tęsknią do tego, „żeby było tak, jak było”. Na jednej z manifestacji pojawił się nawet nie kto inny jak zabójca ks. Jerzego Popiełuszki, Grzegorz Piotrowski, co oczywiście nie obciąża w żaden sposób Balcerowicza, lecz ilustruje dobrze to, z jakimi środowiskami sympatyzuje najsłynniejszy w Polsce profesor ekonomii.

    Środowisko

    A z kim sympatyzuje? Przyjrzyjmy się chociażby jego fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, która – o zgrozo! – od kilku lat bardzo umiejętnie penetruje środowisko polskich libertarian i wolnościowców przy pomocy różnego rodzaju konferencji, imprez oraz projektów. W skład rady fundacji wchodzi m.in. Łukasz Wejchert, a wcześniej należał do niej także jego ojciec, śp. Jan Wejchert. Niezorientowanym w temacie młodym wolnościowcom przypomnijmy w tym miejscu, iż klan Wejchertów związany jest ze spółką ITI, która w czasie transformacji ustrojowej nadzorowanej przez Balcerowicza w brawurowy sposób stała się udziałowcem prywatyzowanej właśnie nomenklaturowej spółki EKSBUD, aby później stać się wiodącym na polskim rynku podmiotem medialnym.

    Zgodnie z oficjalną wersją historii, ITI powstało jeszcze w 1984 roku jako mała firma importująca do Polski sprzęt elektroniczny i filmy na kasetach wideo. Jak powszechnie wiadomo, ogromna większość tego typu interesów w tym okresie powstawała w oparciu o kadry komunistycznych służb specjalnych. Nie miejsce tu, żeby opisać całą historię, w której pojawia się także wątek Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, lecz warto zastanowić się, dlaczego pierwszego rzekomo niekomunistycznego ministra finansów łączy obecnie tak wielka i serdeczna więź z władzami spółki, która w czasie jego rządów ubiła swój najlepszy interes w historii.

    Najbardziej irytujące w wypowiedziach Balcerowicza jest to, że choć w latach 1978-1980 pracował w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu, swoich politycznych wrogów oskarża najczęściej o postkomunizm. Co ciekawe, swoją działalność we wspomnianym Instytucie skupił na wykazywaniu błędów rządzącej ekipy Edwarda Gierka, co musiało zapewne spotkać się z pozytywną reakcją wojskowych służb, które wkrótce przejęły władzę w Polsce. Od tego czasu Balcerowicz nieustannie pojawia się w kontekście politycznym wskazującym na bliskie związki ze środowiskiem, które w latach osiemdziesiątych uzyskało kontrolę nad komunistycznym państwem

    Korekta, a nie demontaż komunizmu

    W kluczowym dla dalszych losów Polski 1989 roku Leszka Balcerowicza wykreowano na zbawcę polskiej gospodarki. Z dnia na dzień okazało się, że „dla planu Balcerowicza nie ma alternatywy”, gdyż rzekomo „nikt inny nie miał żadnego pomysłu”. W „Gazecie Wyborczej” rozgorzała nawet pseudodebata, z której wnioski brzmiały: albo Balcerowicz, albo komunizm.

    W ten tani zabieg propagandowy uwierzyła niestety prawie cała Polska oraz cały świat – dokładnie w taki sam sposób, w jaki uwierzono w Lecha Wałęsę. W rzeczywistości główne założenia „planu Balcerowicza” przygotował przysłany do Polski za pieniądze George’a Sorosa prof. Jeffrey Sachs, a prawdziwy demontaż ustroju komunistycznego rozpoczął się jeszcze, zanim Balcerowicz wygłosił w telewizji swoje przemówienie do narodu. Pakiet 10 ustaw Balcerowicza nie demontował wcale komunizmu (gdyż wprowadzono m.in. słynny popiwek), lecz wprowadzał korektę do zmian, które zapoczątkowali sami komuniści jeszcze w latach 1987-1988.

    Balcerowicz nie dokonał wcale transformacji ustrojowej – uczynili to sami komuniści, wprowadzając jeszcze przed pierwszymi kontraktowymi wyborami ustawy przewidujące uwłaszczanie się na państwowym majątku, uchwalając ustawę o działalności gospodarczej oraz reformując system bankowy na wzór zachodni. Rola Balcerowicza była zgoła inna.
    Balcerowicz został zaproponowany na stanowisko ministra finansów jako przedstawiciel strony solidarnościowej, co miało uwiarygodnić wszystko to, co działo się w polskiej gospodarce w kolejnych miesiącach. Mając w rządzie Mazowieckiego za współpracowników takie osobistości jak Czesław Kiszczak czy Florian Siwicki, nie potrafił (nie chciał?) zapobiec tak spektakularnym aferom jak afera FOZZ, afera rublowa, afera Art-B czy też afera kantorowa.

    Młode pokolenie wolnorynkowców, które słabo pamięta minioną dekadę, nie wspominając już o latach dziewięćdziesiątych, jest pod wrażeniem Balcerowicza, gdy domaga się on m.in. prywatyzacji państwowego mienia. Ostatecznie tego typu postulaty nie padają zbyt często z ust polityków, nie wspominając już o naukowcach. Wiele z nadzorowanych przez przewodniczącego Rady Forum Obywatelskiego Rozwoju „prywatyzacji” okazało się jednak pseudoprywatyzacjami lub zakończyło się skandalami. Dobrym przykładem jest chociażby afera związana z prywatyzacją PZU SA, która przyniosła polskim podatnikom straty rzędu nawet 20 mld zł.

    Slogany zamiast czynów

    Wolnorynkowy zapał Balcerowicza jest wyjątkowo wybiórczy i niekonsekwentny. Z jednej strony potrafi krytykować PiS za finansowanie kultury ze środków publicznych, a z drugiej broni prawa Krystyny Jandy do pobierania dotacji na funkcjonowanie jej własnego teatru. Jego wieloletnie rządy obnażyły zresztą z całą mocą to, iż wolnorynkowe hasła są dla niego jedynie pustosłowiem. Zamiast zdemontować zbankrutowany system ubezpieczeń społecznych, wprowadził przymusowe oszczędzanie w ramach OFE. Choć jego usta są zawsze pełne frazesów na temat korzyści płynących z niskich podatków, to nie on, a komunistyczny premier Leszek Miller był jak do tej pory jedynym politykiem, który potrafił je znacząco obniżyć.

    Balcerowicz reprezentuje z pewnością wolnorynkowe i nieco bardziej liberalne gospodarczo skrzydło, lecz w ramach formacji, która nie ma nic wspólnego z wolnością. Upatrywanie w nim sprzymierzeńca wolnorynkowców jest więc wyjątkowo chybione, chociażby ze względu na to, że jako jeden z ostatnich broni wciąż Lecha Wałęsy przed niesłusznymi, jego zdaniem, zarzutami o współpracę z komunistyczną służbą bezpieczeństwa. Obrona Wałęsy po wszystkich jego autodemaskujących zachowaniach jest co najmniej kuriozalna, lecz w przypadku Balcerowicza chodzi o coś więcej.

    Upadek mitu Lecha Wałęsy oznacza bowiem jednocześnie upadek mitu Leszka Balcerowicza jako „Mojżesza polskiej transformacji ustrojowej”, a także całej formacji politycznej, która zapewniła mu światową sławę geniusza ekonomii oraz wolnorynkowego antykomunisty. Jest więc co najmniej przykre, że ów czołowy postkomunistyczny polityk, który od wielu lat odgrywa przed Polakami farsę wolnorynkowej retoryki, jest dziś czczony przez wielu libertarian jako bohater i wzór do naśladowania (w 2014 roku lewicowo-libertariański Instytut Katona przyznał mu nawet nagrodę im. Miltona Friedmana).

    Balcerowicz musi więc odejść, w każdym razie na pewno z panteonu polskich wolnorynkowców.

    https://nczas.com/2017/06/07/krotki-przewodnik-po-leszku-balcerowiczu/
  • Pytanie:
    Czy odpowiedzialnych za te przekręty należy rozstrzelać, czy powiesić.?

    Bo, że wyrok wykonać, to chyba nie ma wątpliwości!!!
  • Talbot teraz z mojej działki.
    Rzeki w Niemczech są uregulowane i generują gigantyczne dochody. U nas tylko nowe siedliska i tereny zalewowe. Okazuje się, że Polska ma jedną z największych flot barek do żeglugi śródlądowej w Europie. Problem w tym, że zdecydowana większość z nich pływa dziś po niemieckich rzekach dla niemieckich armatorów. Koszt transportu towarów barką na odcinku 100 km jest kilkukrotnie mniejszy od kosztu przewozu koleją czy TIR-em. Gdyby w naszym kraju została wskrzeszona żegluga rzeczna, to oszczędności sięgałyby kilku miliardów złotych rocznie! Komuś zależy jednak na tym, aby Polska nadal była pod tym względem zacofana, a liczba nieuregulowanych rzek była największa w Europie. W okresie przedwojennym port w Kędzierzynie-Koźlu rywalizował z portem w Duisburgu o palmę pierwszeństwa w wyścigu o miano największego portu rzecznego w Europie. A po wybudowaniu kanału "Hitler Kanal, dziś Gliwickiego, i portu w Gliwice-Łabedy tenże..Dziś ten pierwszy i ten drugi jest właściwie martwy dla żeglugi, a w Duisburgu przeładowuje się tyle, ile w sporej wielkości porcie morskim. Jaka jest tego przyczyna? Otóż po 1989 roku z jakiegoś powodu postanowiono rozwalić żeglugę śródlądową w Polsce. Istniejące szlaki wodne przestały być konserwowane, porzucono proces regulowania nowych odcinków rzek, a porty śródlądowe obumarły. W 2015 roku tylko po 214 kilometrach odcinków tras rzecznych w Polsce (5,9 proc. wszystkich tras) mogły pływać zestawy barek o ładowności do 1500 ton (klasa IV) i do 3000 ton (klasa V), bo głębokość wody sięgała 2,5 - 3 metrów. Niecałe 400 km dróg wodnych miało klasę III (o głębokości głównego nurtu wynosi 1,8 metra). Reszta (tj. ok. 3000 kilometrów tras rzecznych) nadawało się jedynie do uprawiania turystyki. Zamiast regulować rzeki i pogłębiać tory wodne zaczęto tworzyć coraz to nowe obszary chronione (siedliska ptaków, obszary "Natura 2000" itp.). O nie wyciąganiu wniosków z wielkich powodzi nawet nie będę wspominał. Co innego u naszych zachodnich sąsiadów, gdzie żegluga śródlądowa jest potęgą. Tylko w 2014 roku niemieckie rzeki przetransportowały 228,5 mln ton towarów (to jest mniej więcej tyle, ile przewiozły wszystkie pociągi towarowe razem wzięte). Tak gigantyczna skala transportu rzecznego wpływa bardzo pozytywnie na niemiecką gospodarkę. Co roku tamtejsza branża transportowa notuje z tego tytułu gigantyczne oszczędności (bezpośrednio wpływające na konkurencyjność). Szacuje się bowiem, że jeden litr paliwa pozwala na przeniesienie statkiem rzecznym (na odległość 1 km) ok. 127 ton ładunku. Dla porównania - transport samochodowy na tym samym dystansie pozwala przeniesie jedynie 50 ton na jednym litrze paliwa. To oznacza, że gdyby każdy ze wspomnianych 228,5 mln ton towarów przetransportowanych w 2014 roku niemieckimi rzekami, musiał jednak trafić na TIR-a i być przewieziony zwykłymi drogami na przykładową odległość 100 km, to na same tylko paliwo trzeba byłoby wyłożyć dodatkowe 277 mln euro (ok. 1,17 mld zł)! Jednego możemy być pewni, że gdyby w Polsce została wskrzeszona żegluga rzeczna, to oszczędności spokojnie sięgnęłyby kilku miliardów złotych rocznie! Komuś zależy jednak na tym, aby nasz kraj nadal był pod tym względem zacofany, a liczba nieuregulowanych rzek była największa w Europie. Zamiast rozwijać sieć połączeń rzecznych, modernizować szlaki i odbudować kluczowe porty śródlądowe, pielęgnuje się tereny zalewowe (tak bardzo niebezpieczne w przypadku powodzi) i zakłada coraz to nowe obszary chronione. Status quo musi zostać zachowane. Pytanie - dlaczego?
  • Talbot
    428 członków PO i ich kumpli zarobiło w państwowych spółkach 200 mln zł. Jak to wygląda w przypadku PiS? W 2007 roku Donald Tusk obiecywał, że pod jego rządami skończy się proceder "politycznego zawłaszczania spółek z udziałem Skarbu Państwa". Jak bardzo kłamał pokazały kolejne lata i setki członków PO, ich krewnych i znajomych którzy w państwowych spółkach zarobili setki milionów złotych. PiS będąc w opozycji chciał ograniczyć kumoterstwo i nepotyzm tworząc Centralny Rejestr Oświadczeń. Kiedy jednak przejął władzę w 2015 roku temat stworzenia wspomnianego rejestru nagle przycichł, a obecnie już nikt o nim zupełnie nic nie mówi. Ciekawe dlaczego...? Pod koniec 2012 roku "Puls Biznesu" ujawnił tzw. listę wstydu PO. Znajdowało się na niej 428 nazwisk działaczy Platformy Obywatelskiej, członków ich rodzin i znajomych, którzy w latach 2008 - 2012 zasiadali w spółkach i instytucjach państwowych. Gazeta informowała wówczas, że w okresie rządów PO do wymienionych na liście osób trafiło z państwowej kasy 200 milionów złotych (jako wynagrodzenia). Reakcją PiS na publikację listy wstydu PO było nawoływanie do utworzenia Centralnego Rejestru Oświadczeń. Rejestr ten miałby informować, kto z działaczy partii politycznej lub z członków ich rodzin jest zatrudniony w spółkach Skarbu Państwa, w ministerstwach, agencjach rządowych oraz jakie z tego tytułu pobiera uposażenie, premie czy nagrody. Dodatkowo, aby ograniczyć nepotyzm i kumoterstwo posłowie PiS twierdzili, że nowy Rejestr powinien zawierać informacje nie tylko o miejscu i formie zatrudnienia danej osoby będącej członkiem partii (lub rodziną członka partii), ale również informacje o wszelkich umowach cywilno-prawnych z nią zawieranych lub udzielonych jej zamówieniach publicznych. Ponadto jednostki administracji rządowej oraz samorządowej miałyby obowiązek upubliczniać informacje o wszystkich przepływach finansowych na rzecz osób zatrudnionych w administracji lub pełniących w niej jakiekolwiek funkcje (tu już przesłanka członkostwa w partii nie miała obowiązywać - obowiązek ujawnienia dochodów dotknąłby wszystkich urzędników). Niezłożenie oświadczenia przez danego polityka lub członka jego rodziny albo zatajenie w nim informacji skutkowałoby zwolnieniem z posady. Postępowanie wyjaśniające prowadzić miałoby Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA). Propozycja PiS wydawała się być bardzo przydatna dla zwiększenia transparentności życia publicznego w naszym kraju. Dlaczego zatem żaden z polityków partii Jarosława Kaczyńskiego dziś o tym nie mówi? To proste - gdy PiS przejął władzę, to sam powstawiał po spółkach Skarbu Państwa, ministerstwach, urzędach i agencjach rządowych setki (jeśli nie tysiące) własnych ludzi (członków partii, ich rodziny i znajomych). Pomysł z utworzeniem Centralnego Rejestru Oświadczeń nagle stał się niewygodny, gdyż zapisy tego rejestru mogły być wykorzystywane przez obecną opozycję. Przypomnijmy, że nepotyzm to faworyzowanie członków rodziny przy obsadzaniu stanowisk i przydzielaniu godności. Z kolei kumoterstwo, to wzajemne popieranie się ludzi związanych przynależnością do jakiejś grupy czy pokrewieństwem, zwykle dla osiągnięcia pozycji społecznej lub korzyści materialnych, nie opierające się na ocenie wartości tych osób, lecz na fakcie znajomości. Kumoterstwo jest pojęciem nieco szerszym niż nepotyzm, gdyż dotyczy nie tylko krewnych, ale znacznie częściej przyjaciół i znajomych. Czy obecne działania PiS w zakresie obsadzania stanowisk w spółkach Skarbu Państwa nie spełniają przesłanek powyższych definicji? W mojej ocenie spełniają w 100 proc. Sprawa razi po oczach tym bardziej, że ekipa rządowa, jaka pod koniec 2015 roku wymieniła ekipę Tuska, obiecywała nam że będzie się charakteryzowała pokorą, umiarem i roztropnością w działaniu, a na wielu sztandarach miała wpisane hasła walki z układem, nepotyzmem i kumoterstwem.

    Źródło: PiS przeciwko nepotyzmowi: ujawnić wykaz polityków i członków ich rodzin zatrudnionych w państwowych spółkach (wPolityce.pl)
    Źródło: PiS zgłosi pakiet ustaw przeciw nepotyzmowi (Lex.pl)
    Źródło: Lista wstydu Platformy Obywatelskiej (Wprost.pl)
  • Talbot
    Krótka historia jak wydać 95 mln zł unijnej dotacji w coś, co potem przyniosło 150 mln zł długów. Miała być "sądecka dolina krzemowa" i ponadregionalny ośrodek badań i rozwoju w zakresie nowych technologii. Wyszły z tego wielomilionowe straty i huczna upadłość. Spółka "Miasteczko Multimedialne" w sierpniu 2010 r. otrzymała unijne dofinansowanie na realizację projektu w wysokości 94,9 mln zł. Za tą sumę wybudowano budynek, który dziś syndyk chce sprzedać za 35,5 mln zł. Ale nawet ta kwota nie pokryje wszystkich długów spółki, które obecnie wynoszą ponad 150 mln zł. Przypomnijmy - w sierpniu 2010 r., w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, spółka Miasteczko Multimedialne otrzymała unijne dofinansowanie w wysokości 94,9 mln zł na realizację projektu budowy "sądeckiej doliny krzemowej", czyli ponadregionalnego ośrodka badań i rozwoju w zakresie nowych technologii. Inwestycja została oficjalnie otwarta w 2014 roku. Za kwotę unijnej dotacji powstał nowoczesny budynek biurowo-laboratoryjny, w którym miały się rozwijać firmy z branży IT, telekomunikacji, grafiki i animacji komputerowej, technologii mobilnych oraz multimediów. Rzeczywistość okazała się być jednak biegunowo odmienna od planów i zamierzeń. Już w 2015 roku do sądu trafił pierwszy wniosek o ogłoszenie upadłości Miasteczka Multimedialnego. Złożył go wykonawca inwestycji, konsorcjum firm Cerbud-Pietras, które nie otrzymało całości pieniędzy za realizację budynku. Dwa lata później o upadłość wystąpiło same Miasteczko. W efekcie powyższego krakowski sąd w październiku 2017 roku ogłosił upadłość spółki. Okazało się skumulowana wartość długów to ponad 150 mln zł. Sama Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości zgłosiła roszczenia na ponad 130 mln zł. Wczoraj syndyk masy upadłościowej spółki Miasteczko Multimedialne ogłosił, że zamierza sprzedać budynek biurowo-laboratoryjny za kwotę 35,5 mln zł. Co prawda wartość tego budynku została oszacowana na 56,1 mln zł, ale syndyk chce go sprzedać w trybie tzw. sprzedaży wymuszonej (transakcja powinna nastąpić jak najszybciej). Stąd też znacznie atrakcyjniejsza cena. Reasumując - unijna dotacja wyniosła 94,9 mln zł. Jak dobrze pójdzie uda się odzyskać niecałe 40 proc. tej kwoty. Dobry deal.

    Źródło: Nowy Sącz - Syndyk chce sprzedać Miasteczko Multimedialne, które powstało za unijne fundusze (Stooq.pl)
  • Talbot
    Alstom chce 31,7 mln zł (!) za instalacje Wi-Fi na pokładach Pendolino. Francuski "złoty deal" trwa w najlepsze!

    http://niewygodne.info.pl/symbole-loga/pendolino-mat-prasowy-alstom_550.jpg

    W 2011 roku PKP Intercity zdecydowało się kupić od francuskiego Alstomu 20 pociągów Pendolino za 400 mln euro (~1,7 mld zł). Kolejne 265 mln euro (~1,1 mld zł) miało trafić na konta Alstomu w ramach umowy serwisowej. Aby zakup mógł dojść do skutku PKP Intercity musiało zaciągnąć spory kredyt bankowy poręczony przez Skarb Państwa. Okazuje się, że to nie jedyne koszty. Za instalacje Wi-Fi na pokładach Pendolino Alstom właśnie zażądał dodatkowych 31,7 mln zł! Tak więc gruby, "złoty deal" trwa w najlepsze, a zarząd PKP mówi o "dużym sukcesie" (sic!). We wczorajszym komunikacie prasowym PKP InterCity poinformowało, że na montaż instalacji Wi-Fi w pociągach Pendolino wyda 31,7 mln zł. Za instalację urządzeń Wi-Fi odpowiedzialna będzie spółka Alstom Konstal. "Nie ukrywam, że brak Wi-Fi w pociągach klasy premium to moja największa porażka" mówił na początku 2016 roku ówczesny prezes PKP InterCity, Jacek Leonkiewicz. No cóż nie było tej porażki, gdyby wcześniejsza ekipa nie zdecydowała się na zakup ultradrogich i nie w pełni przystosowanych do polskiej infrastruktury kolejowej pociągów Pendolino od francuskiej spółki Alstom. Warto wspomnieć, że kontrolerzy NIK w swoim raporcie z 2015 roku potwierdzili, iż kupno składów Pendolino było w zasadzie działaniem niegospodarnym. Tory w Polsce nie są bowiem przystosowane do pociągów, której jeżdżą ponad 200 km/h, a Pendolino w standardzie potrafi się rozpędzić do 250 km/h. Poza tym jego cena była dużo wyższa od cen pociągów jeżdżących z prędkością do 200 km/h, czyli najbardziej adekwatnych do polskiej infrastruktury kolejowej. O kosztach serwisowych nawet nie warto wspominać. Zdaniem kontrolerów utrzymanie pociągów wyprodukowanych w Polsce było by ponad dwukrotnie tańsze niż utrzymanie Pendolino. Zakup 20 Pendolino przez PKP Intercity to efekt przetargu z 2011 roku. Okazało się, że specyfikację warunków przetargu spełniła wówczas tylko jedna firma - francuski Alstom, który zaoferował drogie Pendolino. PKP Intercity francuską ofertę przyjęło. Została podpisana umowa na dostarczenie 20 składów za 400 mln euro (~1,7 mld zł). Kolejne 265 mln euro (~1,1 mld zł) ma trafić na konta Alstomu przez następnych 17 lat, w ramach serwisowania zakupionych składów. Aby zakup mógł dojść do skutku PKP Intercity musiało zaciągnąć poważny kredyt w Europejskim Banku Inwestycyjnym. Według szacunków Warsaw Enterprise Institute była to kwota 342 mln euro (~1,45 mld zł) poręczona przez Skarb Państwa (czytaj: podatnicy). Teraz do rachunku za Pendolino polski przewoźnik kolejowy będzie musiał doliczyć 31,7 mln zł za montaż tak oczywistej rzeczy jak internet Wi-Fi. Tymczasem Krzysztof Mamiński - prezes Grupy PKP - twierdzi, że to "duży sukces obecnego zarządu PKP Intercity". Zaiste - dziwne musi być rozumienie "dużego sukcesu" przez prezesa PKP, jeśli jego przykładem ma być wyciąganie kasy przez zewnętrzną spółkę za coś, co powinno być zrobione 5 lat temu.

    Źródło: PKP Intercity wyda na Wi-Fi w Pendolino 31,7 mln zł (Stooq.pl / PAP)
    Źródło: PKP SA (Twitter.com)
    Źródło: NIK o funkcjonowaniu grupy kapitałowej PKP (Nik.gov.pl)
    Źródło: Zakup pendolino to poważny błąd. NIK bije w PKP (Dziennik.pl)
  • Talbot
    Ze strony Sejmu zniknęło kilka tysięcy oświadczeń majątkowych. Czego boją się posłowie? Okazuje się, że w ostatnim czasie Kancelarie Sejmu i Senatu usunęły bezpowrotnie ze strony internetowej Sejmu kilka tysięcy archiwalnych oświadczeń majątkowych parlamentarzystów z lat 1997 - 2011. Powód? - Centrum Informacyjne Sejmu uważa, że wspomniane kancelarie miały do tego prawo (powołuje się na ustawę o wykonywaniu mandatu posła i senatora). Decyzja ta wydaje się jednak dość dziwna, szczególnie że wcześniej nikt tego nie robił, a dodatkowo obniża ona transparentność życia publicznego w Polsce. W rankingu World Economic Forum za lata 2016-2017, w sekcji mierzącej transparentność życia publicznego oraz przejrzystość działań i decyzji rządów poszczególnych państw świata, nasz kraj zajął bardzo odległe - bo 109. - miejsce na świecie. Niestety, decyzja Kancelarii Sejmu i Senatu o tym, aby bezpowrotnie usunąć ze strony internetowej Sejmu kilka tysięcy archiwalnych oświadczeń majątkowych parlamentarzystów z lat 1997 - 2011, z pewnością nie przyczyni się do podniesienia transparentność życia publicznego w Polsce. Centrum Informacyjne Sejmu powołuje się na ustawę o wykonywaniu mandatu posła i senatora i uważa, że oświadczenia mogą być usuwane po upływie 6 lat od ich złożenia. W tym kontekście warto przytoczyć słuszną uwagę Izabeli Kacprzak z dziennika "Rzeczpospolita", która komentując tę sprawę słusznie zauważyła, że gdyby zastosować taką przesłankę wobec np. Pawła Adamowicza (odpowiada przed sądem za podawanie nieprawdy w oświadczenia majątkowych z lat 2010 – 2012), to dziennikarze mieliby bardzo utrudnione zadanie w zakresie weryfikacji tego, co legło u podstaw oskarżeń wobec prezydenta Gdańska. Decyzja o zniszczeniu kilku tysięcy oświadczeń majątkowych polskich parlamentarzystów wydaje się być jeszcze bardziej niezrozumiała, gdy uświadomimy sobie, że pomimo istnienia takich samych podstaw prawnych, nikt nigdy wcześniej nie zdecydował się na podobny ruch. Jakie zatem były rzeczywiste przesłanki do podjęcia tej decyzji? Czy komuś z obecnych parlamentarzystów przeszkadzają jego własne oświadczenia sprzed kilku lat?

    Źródło: Zniszczono tysiące oświadczeń majątkowych posłów i senatorów (Rp.pl)
    Źródło: The Global Competitiveness Report 2016–2017 (weforum.org)
  • Talbot
    http://niewygodne.info.pl/ludzie/schetyna-gabinet-cieni_PlatformaRP_CC-by-SA-2,0-550.jpg
    Kiedy rządził Schetyna nie sadzono drzew lecz betonowe słupy pod wyciąg dla kumpla, a chronione lasy karczowano. W nawiązaniu do konwencji PO, gdzie Grzegorz Schetyna odgrywał pierwsze skrzypce, warto przypomnieć nieco zapomnianą już historię nielegalnej wycinki chronionego lasu państwowego, by firma należąca do kumpla "Mira" i "Zbycha" mogła swobodnie postawić betonowe słupy pod prywatny wyciąg narciarski. O wszystkim wiedzieli i wszystko nadzorowali ważni przedstawiciele rządu Tuska (gdzie Schetyna był szefem MSWiA) oraz członkowie Platformy Obywatelskiej. By żyło się lepiej. Swoim. Firma "Winterpol", należąca do biznesmena z branży hazardowej Ryszarda Sobiesiaka (jednego z bohaterów afery hazardowej), w 2008 roku nie mając na to pozwolenia wycięła nielegalnie pół hektara państwowego lasu w Zieleńcu (gmina Duszniki-Zdrój) na chronionym obszarze krajobrazowym. Następnie firma ta sfałszowała dokument poświadczający prawo do dysponowania państwowym gruntem (z którego znikło wspomniane 0,5 hektara lasu) i na tej podstawie wyłudziła pozwolenie na budowę w tym miejscu wyciągu narciarskiego. Jak się okazało, co ujawniła "Rzeczpospolita", o sprawie legalizacji samowoli budowlanej i bezprawnej wycinki lasu doskonale wiedzieli politycy Platformy Obywatelskiej: Zbigniew Chlebowski (ówczesny szef Klubu Parlamentarnego PO), Mirosław Drzewiecki (ówczesny Minister Sportu) oraz Marcin Rosół (asystent Drzewieckiego). Zgodnie z stenogramami rozmów nagranych przez CBA - Chlebowski chwalił się np. Sobiesiakowi, że dyrektor Lasów Państwowych we Wrocławiu "melduje na bieżąco" w kwestii budowy wyciągu, w której miało być "narozrabiane". Marcin Rosół z kolei, miał osobiście zabiegać w Ministerstwie Środowiska o wydanie dla Sobiesiaka kluczowej decyzji dotyczącej pozwolenia na wycinkę lasu. Sobiesiakowi miał później powiedzieć: "My załatwiliśmy ci wycinkę, ale śniegu ci nie załatwimy". Warto też w tym miejscu przytoczyć jedną z rozmów Sobiesiaka z Drzewieckim, która została nagrana przez CBA 22/09/2008 roku:

    Ryszard Sobiesiak (RS): Dzień dobry, dalej zajęci? Sobiesiak się kłania.
    Mirosław Drzewiecki (MD): Cześć Rysia.
    RS: A cześć panie ministrze. No to kurde mol ja już myślałem, że ty już kurna nie chcesz... to nie chcesz mi tu pomóc... nie zrobię tego wyciągu na zimę no...
    MD: Proszę?
    RS: No nie zrobię tego wyciągu na zimę jak k...!
    MD: Słuchaj, już będę dzwonił, zaraz się dowiem, bo teraz przejeżdżam z jednego miejsca do drugiego (...)
    RS: Proszę cię bardzo, bo ja już tu chciałem panu Reinertowi (Alojzy Reinert, producent okien - red.) dać, żeby dzwonił, żeby dzwonił do ciebie, bo ty ode mnie nie odbierasz. Nic nie potrzebujesz od pana Alojzego?
    MD: Na razie nie, ale będę potrzebował okna jeszcze.
    RS: Będziesz potrzebował jeszcze okna jeszcze...
    MD: Duże takie jedno przesuwane, pięć metrów ponad. (...)
    RS: To dobra, to nie przeszkadzam, Mirek weź proszę cię dopilnuj to.
    MD: Dobrze, dobrze.

    Ostatecznie, po kilku miesiącach śledztwa, prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie nakłaniania przez Sobiesiaka, Chlebowskiego i Rosoła urzędników państwowych do popełnienia przestępstwa. Zgodnie ze stwierdzeniem prokurator Hanny Grzeszczyk z prokuratury apelacyjnej w Poznaniu: "Brak uzasadnionych dowodów, że popełnili zarzucane im czyny". Co ciekawe - prokurator nie zakwalifikował również wyrębu lasu jako przestępstwa przeciw środowisku (które jest ścigane z urzędu), lecz jako uszkodzenie cudzej rzeczy (ścigane na wniosek). Co za tym idzie, wyrąb lasu przez firmę Sobiesiaka w obrębie chronionego krajobrazu pozostał bez jakichkolwiek konsekwencji prawnych, bowiem Generalna Dyrekcja Lasów Państwowych złożyła do prokuratury pismo, w którym stwierdza, że: "nie czuje się pokrzywdzona, gdyż drewno trafiło do nadleśnictwa".

    Źródło: Afera wyciągowa. Upiecze się Sobiesiakowi i Chlebowskiemu (Rp.pl)
    Źródło: Drzewiecki chce wrócić. Co z aferami? (Rp.pl)
    Inspiracja tytułu: TadKapla (Twitter.com)
  • Talbot
    Sprzedali 22,1 proc. Polskich Hut Stali za 6 milionów zł. NIK stwierdziła, że wycenę spółki zaniżono o 2 miliardy zł!


    http://niewygodne.info.pl/miejsca/huta_im_t_sendzimira__Christopher-Walker-flickr-cc-by-2,0-550.jpg

    W 2003 r. podjęto decyzję o prywatyzacji Polskich Hut Stali SA (huty w Krakowie, Dąbrowie Górniczej, Świętochłowicach i Sosnowcu). Rząd oraz ministerstwa skarbu i gospodarki (opanowane przez polityków SLD) zgodziły się wówczas na sprzedaż pakietu 22,1 proc. akcji tej spółki za kwotę 6 milionów zł (przy kilku warunkach). Późniejszy raport NIK stwierdził jednak, że na potrzeby prywatyzacji wycenę spółki zaniżono o blisko 2 miliardy zł, a najlepszym tego dowodem był fakt, że już w 2004 r. spółka miała 1,7 miliarda zł zysku na czysto! Raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) z grudnia 2006 r. pt. "Informacja o wynikach kontroli prywatyzacji Polskich Hut Stali SA" nie pozostawia wątpliwości. Już w pierwszych jego zdaniach możemy przeczytać: "Ocena skontrolowanych zagadnień jest negatywna w odniesieniu do przebiegu i warunków finansowych prywatyzacji Polskich Hut Stali SA". Kontrolerzy NIK uznali przede wszystkim, że to "finansowe parametry umowy prywatyzacyjnej były niekorzystne dla Skarbu Państwa ze względu na zbyt niskie ceny wyprzedawanych akcji Polskich Hut Stali" (dalej: PHS). Ale po kolei...W raporcie NIK czytamy, że wycena PHS sporządzona przez Konsorcjum Doradcze BRE Corporate Finance SA i Evip International Sp. z o.o., była zaniżona o prawie dwa miliardy zł. Tutaj trzeba poczynić małą, acz istotną uwagę. Wspomniane konsorcjum zostało wybrane jako doradca prywatyzacyjny w trybie "niekonkurencyjnym", tj. z wolnej ręki. Z punktu widzenia legalności i gospodarności NIK negatywnie oceniła taki stan rzeczy, szczególnie, że wynagrodzenie za doradztwo wyniosło w tym przypadku aż 3,07 mln zł brutto. Kontrolerzy NIK zauważyli, że "nieprzestrzeganie przepisów dotyczących zamówień publicznych należy do typowych przejawów występowania zjawisk korupcyjnych". Tak jak napisałem wycena PHS została - wg NIK - zaniżona o prawie dwa miliardy zł. Jaki był tego powód? Kontrolerzy NIK stwierdzili, że Konsorcjum Doradcze BRE Corporate Finance SA i Evip International opierało się na zaniżonej prognozie wyników finansowych Spółki (co miało wielki wpływ na kwotę ostatecznej wyceny). Co jednak ciekawe - w opracowanym zaledwie trzy miesiące wcześniej "Biznes Planie" dla PHS, sporządzonym przez to samo Konsorcjum Doradcze (!), prognoza wyników finansowych była wyższa o 2,5 miliarda zł, a w aktualizacji tego "Biznes Planu" wykonanej w niespełna rok po wycenie – znowu była wyższa o 1,9 miliarda zł...Efekt tego był taki, że Skarb Państwa uzyskał za pakiet 23,5 mln akcji PHS (stanowiących w momencie podpisywania umowy 22,1 proc. istniejących wówczas wszystkich akcji tej spółki) kwotę niespełna 6 mln zł, a cena jednej akcji wyniosła zaledwie 25 groszy. Zdaniem NIK odpowiedzialność za wynegocjowanie i przyjęcie niekorzystnych warunków prywatyzacji ponosi ówczesny Minister Skarbu Państwa, a Rada Ministrów i minister właściwy do spraw gospodarki - za ich zaakceptowanie. Szefem Rady Ministrów był wówczas Leszek Miller, ministrami Skarbu Państwa byli Wiesław Kaczmarek (2001-2003), Sławomir Cytrycki (2003), Piotr Czyżewski (2003 - 2004) oraz Zbigniew Kaniewski (2004), natomiast ministrami właściwym d/s gospodarki byli Jacek Piechota oraz Jerzy Hausner.

    Źródło: Informacja o wynikach kontroli prywatyzacji Polskich Hut Stali SA (MSP.gov.pl)
  • Talbot
    ZUS chce mieć nowy system za miliard zł. Tymczasem raport dot. poprzedniej informatyzacji nadal pozostaje tajny!!! (pytanie dlaczego? czyżby kryto złodziei? - dop. mój)



    http://niewygodne.info.pl/gify7/raport-zus-550-v2.jpg
    Jeszcze za czasów Tuska Kancelaria Prezesa Rady Ministrów przeprowadziła kontrolę w ZUS dotyczącą "wybranych aspektów zarządzania systemami i zasobami IT w latach 2008-2013". Raport z tej kontroli powstał we wrześniu 2014 r., ale jedną z pierwszych decyzji Ewy Kopacz, jako nowego premiera, było utajnienie jego wyników. Nowa władza nic tutaj zmieniła. Raport nadal pozostaje tajny i nie wiemy dlaczego po jego sporządzeniu do dymisji podał się ówczesny prezes ZUS. Tymczasem dziś ZUS chce mieć nowy system informatyczny. Może kosztować od kilkuset milionów do nawet 1 mld zł! Przypomnijmy - Na początku 2014 roku Kancelaria Prezesa Rady Ministrów (KPRM) zleciła kontrole w ZUS-ie dotyczącą "wybranych aspektów zarządzania systemami i zasobami IT w latach 2008-2013". Raport z tej kontroli powstał we wrześniu 2014 r., ale jedną z pierwszych decyzji Ewy Kopacz, jako nowego premiera, było utajnienie jego wyników. Jaki był tego powód? - Możemy jedynie spekulować. Nieoficjalnie mówiło się, że kontrola wykazała poważne nieprawidłowości w funkcjonowaniu i kosztach obsługi systemu informatycznego w okresie, kiedy u władzy była ekipa PO-PSL. Nie wykluczone zatem, że ówczesny rząd panicznie bał się reakcji opinii publicznej na temat przekrętów i nieprawidłowości przy informatyzacji ZUS, na którą do dziś wydano już wiele miliardów złotych. To mogłoby tłumaczyć decyzję tamtej władzy o utajnieniu wyników kontroli w ZUS. Co ciekawe - do treści raportu miał dostęp szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego - Paweł Wojtunik. Po analizie wyników kontroli podjął on decyzję o przesłaniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do prokuratora generalnego. Niemal w tym samym czasie Zbigniew Derdziuk - ówczesny prezes ZUS - złożył dymisję. Jako powód swojej decyzji podał "wypełnienie misji". Ekipę Platformy Obywatelskiej przed ujawnieniem wyników kontroli mógł powstrzymywać paniczny strach przed reakcją opinii publicznej. Władza się jednak zmieniła. Cóż zatem stoi na przeszkodzie, aby wspomniany raport ujawnić? Szczególnie teraz, kiedy ZUS zamierza zbudować nowy system informatyczny, którego koszt wyniesie od kilkuset milionów do nawet 1 miliarda złotych.

    Źródło: ZUS będzie miał nowy system informatyczny. Jego koszt to nawet miliard złotych (businessinsider.com.pl)
    Źródło: Kancelaria premiera utajnia raport o ZUS (Bankier.pl)
    Źródło: Utajniona kontrola w ZUS. Czy kancelaria premiera obchodzi prawo ukrywając raport? (Money.pl)
    Źródło: ZUS wydaje 800 mln zł rocznie na utrzymanie systemu informatycznego (Zus.pox.pl)
  • @kula Lis 67 13:10:55
    Gumofilc czyli niezatapialny Struzik z Mazowsza zaapelował do rządu o pomoc finansową dla PKS, który został przez PSL sprzedany firmie mobilis, był konkurencją, a ta zlikwidowała większość połączeń. Tak wyglada Polska lokalna według urzędników PSL

    https://pbs.twimg.com/media/DnY608tXcAE1_D1.jpg
  • @kula Lis 67 13:15:48
    Jak to jest, że moja pralka ma 18 programów, a Platforma Obywatelska nie ma ani jednego

    https://pbs.twimg.com/media/DncilS3WsAAcMm1.jpg


    Jakby co to kadrowy może wystawić zaświadczenie, że ktoś jest warszawiakiem:
    - z krwi i kości 50 zł,
    - tylko z kości 30 zł,
    - tylko z krwi 20 zł.
    - sraczej kepy 10 zł

    PROMOCJA!
    Do każdego zaświadczenia tatuaż z henny z wizerunkiem Rafała Frasobliwego gratis!
  • prywatyzacja złodziejska
    A Syryjczyk (jedyny syryjczyk w rządzie Mazowieckiego) i Bochniarzowa co zrobili z polskim przemysłem elektronicznym (TEWA,Elemis,fabryki radiowo-telewizyjne w Białymstoku,Bydgoszczy,Dzierżoniowie,Warszawie,etc..
    A dworek w Smoszewie,kupiony za grosze przez Bieleckiego (oczywiście po remoncie i modernizacji), a mieszkanie Bieleckiego w domu bez kantów,podarowane przez Komorowskiego jako MON??!!Można by mnożyć, gdyby za to szli za kraty. A tak szkoda paliwa.
  • @excalibur 20:07:46
    Na pewno nie szkoda.
    Im więcej PRAWDY w Internecie (przy świadomości ludzi, mam nadzieję wzrastającej, bo jest nikła, że z Internetu można coś usunąć i potem czasem ciężko się do tego dokopać, stąd należy "perełki" przechowywać na własnych dyskach), tym większa szansa, że jak nie w więzieniu to "bohaterowie" tych dokumentów skończą na LATARNI!
    Polacy pokazali w dziejach, że potrafią się bronić, ale muszą móc "nazwać wroga", z imienia i nazwiska (no, plus adres i takie tam)...
  • Autor
    Jakiż tam "doktor Jan" z Kulczyka... kiedy po prostu "doktor Johann", ;-)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY