Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
751 postów 6178 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Future

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kolektywny mózg, władztwo sztucznej inteligencji, rządy starców – czyli ustroje przyszłości

 

 

Choć w wielu kręgach współczesna postać demokracji wciąż pozostaje niekwestionowana, to przyszłość może przynieść zupełnie odmienną formę rządu. Wśród „kandydatów” wymienia się władzę kolektywnego mózgu, panowanie sztucznej inteligencji, rząd światowy czy alternatywne postaci demokracji.

 

Nousarchia (rządy umysłu) przypominać mają platońskie rządy mędrców, gdyż główną funkcje odegra w niej rozum. W tym jednak przypadku nie chodzi o zwykły mózg, choćby najbardziej sprawny. Mowa bowiem o zjednoczonym umyśle ludzkości.

 

Ów mega-umysł, korzystający jednocześnie ze wszystkich poszczególnych umysłów podejmie się zarządzania światem. Ludzie staną się więc czymś na podobieństwo roju pszczół. Ceną za zwiększenie potencjału intelektualnego i zgodnego działania okaże się wyeliminowanie indywidualności – przynajmniej tej znanej dotychczas. Ludzie staną się poniekąd jednym plemieniem, ba – jednym organizmem.

 

Pomysł ten brzmi jak science fiction, jednak może w przyszłości okazać się technicznie wykonalny. Wszak w 2013 roku naukowcom udało się stworzyć połączenie telepatyczne między dwoma szczurami – zauważa George Dvorsky na io9.gizmodo.com [15.03.2013].

 

U ludzi okaże się to niewątpliwie trudniejsze, ale – twierdzą niektórzy badacze – możliwe. Etap wstępny to połączenie nas siecią Internetu czy telefonów komórkowych. Kolejnym może okazać się zespolenie za pomocą ultranowoczesnych urządzeń technologicznych, noszonych jako ubranie (wereables) czy ewentualnie wszczepianych do mózgu. Przekształcenie ludzkości w jeden quasi-organizm, na podobieństwo pszczelego roju jawi się jako spełnienie snu kolektywistów. To jedna z bardziej ponurych wizji przyszłości – jeśli wykluczyć na przykład rząd światowy pod dowództwem sztucznej inteligencji.

 

Rząd światowy

Idea rządu światowego od dawna przewijała się przez dzieje ludzkości. Znajdziemy ją bowiem w myśli stoików lub u Dantego. Jej realizację do tej pory utrudniały problemy techniczne i komunikacyjne. Tymczasem współczesna ekonomiczna i kulturowa globalizacja, tworzenie organizacji międzynarodowych sprawiają, że sen o globalnym rządzie staje się bardziej realny. Choć wielu wciąż postrzega go jako utopię, to nie brakuje też myślicieli uznających jego powstanie za niezbędne.

 

Na przykład James Hughes z Trinity College w Connecticut twierdzi, że istnieją pewne dobra, których nie są w stanie zapewnić ani jednostki, ani rządy krajowe. Jak zauważa na łamach io9.gizmodo.com [19.12.2012] chodzi tu o zakończenie rozprzestrzeniania broni jądrowej, zapewnienie globalnego bezpieczeństwa czy walkę ze zmianami klimatycznymi. Do ich realizacji potrzeba zatem jego zdaniem ogólnoświatowej władzy. Naukowiec idzie dalej, twierdząc, że tylko rząd światowy będzie w stanie przeprowadzić projekty tak drogie i szeroko zakrojone, jak kolonizacja nowych planet.

 

Zdaniem Nicka Bostroma natomiast [nickbostrom.com] istnieje spore prawdopodobieństwo, że „pochodzące z Ziemi inteligentne życie” stworzy jednolite państwo. Wszak historia świata pokazuje ewolucję społeczeństw od band zbieracko-łowieckich, po plemiona, państwa miasta, państwa narodowe aż po organizacje międzynarodowe. Logiczną konsekwencją dalszego trwania tego procesu jest więc utworzenie rządu singletonu – jedynego rządu na danym obszarze. Przyspieszą to nowe technologie: nadzór, kontrola myśli, ale także techniki komunikacyjne i sztuczna inteligencja.

Singleton niekoniecznie przybierze postać rządu globalnego w sensie władzy ludzi nad ludźmi. Równie dobrze może bowiem oznaczać władzę sztucznej inteligencji nad człowiekiem.

 

Niekoniecznie też ograniczy się do ziemi – może bowiem objąć także inne, skolonizowane planety.

Nick Bostrom [nickbostrom.com] przekonuje, że stworzenie singletonu pozwoli na:

 

* uniknięcie wyścigu zbrojeń z użyciem na przykład nanotechnologii.

* zapobieżenie wyścigu zmierzającego do kolonizacji kosmosu i związanej z nim nadmiernej eksploatacji obcych planet.

* uniknięcie skrajnej nierówności wynikającej ze zdobycia ogromnej przewagi technologicznej przez jedno z państw (np. wynalezienie superinteligencji).

 

Z drugiej strony brak konkurencji międzypaństwowej zwiększa szkody wyrządzone przez złą władzę. Jej szkodliwe działania odczuje bowiem jednocześnie cała cywilizacja. Kolejny problem to koszty biurokracji.

 

Stworzenie singletonu wiąże się również z ryzykiem konfliktów rozsadzających państwo od wewnątrz. Jednak, jak przekonuje Nick Bostrom, istnieje sposób na poradzenie sobie z zagrożeniami. Singleton pozostanie stabilny, jeśli odpowiednio rozwiną się „nadzór, kontrola myśli i inne technologie zapewniające bezpieczeństwo”. Brzmi groźnie.

 

Tymczasem naukowiec nie dodaje jednak, że zasilony ultranowoczesną technologią powszechny rząd to ryzyko totalitaryzmu na niespotykaną wcześniej skalę. Bez względu na to, czy na jego czele staną ludzie, czy maszyny. Nie bagatelizujmy też obaw o zniszczenie poszczególnych kultur wskutek ujednolicenia. Nowy światowy rząd, globalna synkretyczna religia, zanik tożsamości narodowych to ponure perspektywy.

 

Warto też pamiętać, że na czele nowego rządu niekoniecznie stanie człowiek. Równie dobrze może nią być „sztucznie inteligentna” maszyna albo transhumanistyczna elita udoskonalonych genetycznie ludzi. Człowiek – imago Dei – stworzony na obraz i podobieństwo Boże zostanie zepchnięty do roli niewolnika w tym kastowym, totalitarnym wszechpotężnym państwie przyszłości?

 

Inna, lepsza demokracja ?

Inne wizje rządów przyszłości mniej przypominają science fiction, jednak są równie interesujące.  Chociaż wciąż niewielu naukowców na współczesnym Zachodzie krytykuje system demokratyczny, to kwestia rodzaju tejże demokracji nie jest już bynajmniej oczywista. Jedną z zyskujących popularność propozycji jest lottokracja – a więc wybór przedstawicieli drogą losowania.

 

Jej zwolennik – filozof polityki Alex Guerrero – podkreśla, że wybory nie dają wszystkim równych szans na zwycięstwo. Przeciwnie, o ich wynikach decydują w znacznej mierze media, a na start pozwolić sobie mogą dobrze sytuowani kandydaci. Do tego dochodzi utrudnianie biednym wyborcom rejestracji (to poważny problem w USA) czy manipulacja granicami okręgów wyborczych (to już problem każdego demo-państwa).

 

Prawdziwą trudność stanowią zaś brak czasu i kompetencji obywateli do śledzenia zawiłych kwestii politycznych (finanse publiczne, służba zdrowia, kwestie militarne et cetera). Ludzie po prostu nie wiedzą, czy decyzje polityków leżą w ich interesie. Dlatego też zwycięzcami w wyborach często okazują się ludzie, za którymi stoją potężne interesy.

 

W lottokracji – przekonuje Alex Guerrero na Aeon.co – będzie inaczej. Zniknie problem korupcji przy wyborze reprezentantów. Ponadto wybrani staną się niemal dokładnym odzwierciedleniem społeczeństwa – mniej więcej taki sam odsetek żółtych, czarnych, białych, kobiet, mężczyzn, biednych i bogatych znajdzie się w parlamencie, co w społeczeństwie. Nie musząc przypodobać się wyborcom ani ubiegać o reelekcję (o niej i tak zadecyduje ślepy traf) będą mogli podejmować decyzji niepopularne, a na dłuższą metę konieczne.

 

Ludzie niebędący reprezentantami nie będą bowiem musieli poświęcać czasu na dogłębne śledzenie spraw politycznych – pozostawią to swym wylosowanym przedstawicielom. Co jeśli jednak ci ostatni nie zechcą na przykład przerwać swej dotychczasowej pracy i zająć się polityką przez kilka lat? Zdaniem lottokratów zachęci ich wysokie wynagrodzenie.

 

Lottokracja to niejedyny pomysł na zmodyfikowanie zasad dzisiejszej demokracji. Pojawiają się także pomysły pozostania przy wyborze przedstawicieli, przy radykalnej modyfikacji systemów wyborczych.  Na przykład „głosowanie rankingowe” w ramach którego zamiast wybierać jednego (lub kilku kandydatów) wyborca przydziela każdemu z nich (lub niektórym) punkty – na przykład w skali 1 do 10. Pozwala to na głębsze ujawnienie siły swoich poglądów niż tradycyjne głosowanie.

 

Alan T. Sherman, Warren D. Smith i Richard T. Carback III twierdzą na łamach technologyreview.com, że podobny system wykształciły pszczoły w toku 50 milionów lat naturalnej selekcji. Głosują one nad wyborem gniazda za pomocą tańca. Im bardziej intensywny, tym większa jest szansa, że zadecyduje o ostatecznym wyborze. W starożytnej Sparcie o sile głosu decydowało buczenie. Naukowcy przytaczają także wyniki symulacji komputerowej Warrena Smitha. Wykazała ona, że głosowanie rankingowe lepiej odzwierciedla preferencje wyborcze i bardziej zwiększa satysfakcję głosujących, niż jakikolwiek inny system.

 

Poliarchia

W wydanej w 1974 roku książce „Anarchia, państwo i utopia” filozof Robert Nozick postulował państwo minimum. Przekonywał, że w jego ramach znajdzie się miejsce dla praktykowania różnych eksperymentów społecznych, różnych „utopii”. Podobne, a nawet idące nieco dalej idee głosi dziś Zach Weinersmith w książce „Polystate: A Thought Experiment in Distributed Government”. Autor proponuje wyobrazić sytuację, gdy „państwa” nie pokrywają się z granicami geograficznymi. Ludzie przynależą do różnych państw bez względu na miejsce zamieszkania i wybierają prawo, jakiemu podlegają. Jeśli zmienią poglądy, to bezproblemowo zmienią też przynależność „państwową”.

 

Rządy starców i przyszłość jak prehistoria ?

Jak zauważa George Dvorsky na łamach io9.gizmodo.com [06.12.2014] niewykluczone, że w przyszłości powrócimy do „polityki prehistorycznej”. Jeśli bowiem dojdzie do jakiegoś kataklizmu, niszczącego cywilizację, to można wyobrazić sobie powrót do rządów prymitywnych. Systemy polityczne band starających się przetrwać w postapokaliptycznym środowisku nie będą raczej skomplikowane. Życie stanie się mówiąc słowami Thomasa Hobbesa „samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie”.

 

Inna opcja to gerontokracja – a więc rządy starców. Wydłużenie życia i mniejsza dzietność doprowadzą do przewagi emerytów w rządach przyszłości. Staną się oni siłą przeważającą w wyborach. Doprowadzi to zapewne do wzrostu wydatków na świadczenia dla starszych i służbę zdrowia. Ciężar dla młodszych pokoleń stanie się trudny do uniesienia. Tym bardziej że wielu emerytów przyszłości – przynajmniej tych zamożnych – będzie korzystać z technologii ulepszania człowieka. 300-letni transhumanista na czele rządu przyszłości? To niewykluczone.

 

Wizje rządów przyszłości budzą z jednej strony zachwyt, a z drugiej (częściej) przerażenie. Nawet jednak najlepsze systemy polityczne nie pozwolą zbudować raju na ziemi. Dobry rząd jest ważny, jednak budowa doskonałego systemu i tak jest niemożliwa. Chrześcijańskie rozwiązanie jest ponadpolityczne. Opiera się nie na ideologii, lecz na Osobie. Wyznawca Chrystusa odnawia w Nim wszystkiego – a więc także, choć nie tylko, politykę.

 

 

Marcin Jendrzejczak


DATA: 2018-08-24 10:27
AUTOR: MARCIN JENDRZEJCZAK
 

KOMENTARZE

  • @
    Całe te konstatacje są bez sensu gdyż nie podnoszą podstawowych problemów na jakich oparty jest rozwój społeczności ludzkich.
  • @Krzysztof J. Wojtas 16:27:12
    Od rozwiązywania problemów, jest "Deep State"
  • Trump walczy z “deep state”..
    http://prawy.pl/wp-content/uploads/2017/05/donald_trump_2-300x148.jpg

    Świat kołysze się przed oczyma naszej wyobraźni, odbierając uderzenia z jednej strony od zwycięskich globalistów, usiłujących zdestabilizować świat tradycyjnych wartości, z drugiej – od zdesperowanych narodów próbujących ocalić własną tożsamość. Banksterzy wyraźnie przyspieszają, szczególnie po zwycięstwie w USA Donalda J. Trumpa i opuszczeniu przez Wielką Brytanię UE, wiedząc, że dalsze straty mogłyby zagrażać ich imperialnym planom.

    Dlatego ważne było zatrzymanie Wiosny Narodów wśród ciągle jeszcze nie potrafiących odnaleźć swojej odwagi i tożsamości Francuzów. Trudno, szkoda Francji poddanej procesowi powolnego podgrzewania żaby, szkoda jej historycznych pamiątek. Dziś Francję najlepiej reprezentuje wizerunek nowej pani prezydentowej, śmiało można podziwiać jej minione uroki, ale z tego młyna mąki już nie będzie. A może rację miał Charles de Gaulle narzekając, że trudno jest rządzić krajem, który ma aż 246 rodzaje sera…

    W USA na naszych oczach ma miejsce największa kampania dezinformacyjna przez “deep state”, Partię Demokratyczną i mainstreamowe media (MSN). Jej celem jest impeachment prezydenta Trumpa, a jeśli to niemożliwe – takie uwikłanie jego administracji, aby ją zdezorganizować i nie dopuścić do realizacji zapowiadanych reform. Trump codziennie jest pod koszącym ogniem totalnej opozycji, wszystko co robi, reformuje jest niebezpieczne i zagraża bezpieczeństwu państwa, prawom i wolnościom obywatela. Sytuacja do złudzenia przypomina walki postkomunistów wyznania magdalenkowego przeciwko będącemu u władzy patriotycznie nastawionemu obozowi PiS.

    Z paszczy światowych mediów wyłania się wiele niebezpieczeństw. W Korei Północnej totalitarny grubasek Kim uparcie krząta się przy rosyjskich i chińskich rakietach, w socjalistycznej Wenezueli obdarzonej olbrzymimi złożami ropy naftowej, jej socjalistycznemu przywódcy Nicolasowi Maduro zabrakło najwyraźniej oleju w głowie. Wypada przypomnieć, że kariera Maduro w swoich początkach podobna była do kariery Mietka Wachowskiego, obaj zaczynali jako kierowcy przyszłych prezydentów, tylko w Polsce socjalizm jakoś się zapowietrzył, a w Wenezueli ludzie nie mają już co jeść! Została tylko ideologiczna piana, której większość ma też już dosyć…

    Patrzymy na obecny stan rzeczy na świecie przez pryzmat historycznego doświadczenia. Z szacunkiem i dumą wspominamy starożytny Rzym, szczególnie państwo-republikę respektującą prawa swoich obywateli i hamującą zapędy i apetyty domorosłych dyktatorów, królów i cesarzy. Widzimy ekspansję Rzymu, wzrost potęgi władzy centralnej, wzrost znaczenia arystokracji, ograniczenie praw obywateli, ówczesnej klasy średniej, napływ imigrantów (i niewolników) i upadek Rzymu, upadek imperium opartego na prawie. Potem doświadczyliśmy średniowiecza z silnymi ośrodkami władzy i pozbawionymi praw ludzkimi masami. W Rzeczpospolitej rolę buforu, swoistej ówczesnej klasy średniej stanowiła stosunkowo liczna szlachta. Dopiero rewolucja przemysłowa sprzed ponad 200 lat pozwoliła na powstanie klasy średniej, tworzącej bufor między władzą i nową finansową arystokracją, a ludźmi niższego stanu.

    Ciągle trwa przepychanka między super bogatymi elitami, a klasą średnią, która odwołując się głównie do konstytucji, chciałaby jednak utrzymać zasadę równości tak bogatych (arystokracja finansowa) jak i biednych wobec prawa.

    Wiemy z historii, że to światowe elity w pogoni za swoją utopią sięgnęły po utopię Karola Marksa (twórcy współczesnego czerwonego niewolnictwa), oraz uposażyły i poparły bolszewicki przewrót w Rosji. Wiemy też, że ten reżim za swojego największego wroga uznał klasę średnią i ludzi żyjących i prosperujących bez pomocy państwa. Tak powstają totalitarne państwa w których bezwzględnie rządzą elity nad pozbawionym swoich praw pospólstwem.

    Wielokrotnie elity próbowały (i dalej próbują) podporządkować sobie społeczeństwo obywatelskie w USA. W 1902 r. nawet Sąd Najwyższy uznał, że podatek od zarobków jest niezgodny z konstytucją i może doprowadzić do zniewolenia (ograniczenia wolności) pracowników i pozbawienia owoców ich pracy. Wtedy elity użyły podstępu (dziel i rządź) pozyskując i motywując biednych tym, że podatek jest dobry, bo będą go płacić tylko najbogatsi, poza tym będzie bardzo niski ok. 2-3%. Co więcej wpływy z podatku miały być przeznaczone właśnie na pomoc biednym.

    Innym sposobem uzyskania zgody do dobrania się do wypłat pracowników była wojna. Już w I wojnie światowej dorwano się do pieniędzy pracowników tyle, że te podatki trafiły do koncernów produkujących broń, od której ginęli właśnie ci z niższych warstw społecznych. Jedynymi zwycięzcami tej skomplikowanej operacji zostały finansowe elity w poszczególnych krajach. Podatek raz ustanowiony bardzo trudno wycofać. Podatek dotyczy głównie ludzi pracujących, elity posiadają swoje zdobyte, czy odziedziczone fortuny, armię cwanych księgowych i lobbystów inspirujących szczegóły ustaw podatkowych…

    Dzisiaj obserwujemy zapędy potężnych sił globalnych w walce o stworzenie społeczeństwa przyszłości według sowieckiego wzorca niszczącego religię, patriotyzmy, nacjonalizmy i rodzinę. Przeciwnikiem globalistów w realizacji ich celów jest wolność i niezależność jednostki dysponującej niezależnymi od silnego państwa zasobami pochodzącymi ze swoich talentów i pracy. Dlatego każda władza pragnąca powiększyć swój obszar kontroli nad obywatelem, aby odnieść sukces, będzie niszczyła klasę średnią, która jest skutecznym buforem przeciwko absolutnej władzy. Globaliści w pochodzie po pełną władzę eliminując niezależną klasę średnią pragną ją zastąpić (status finansowy) rozrastającą się, dobrze opłacaną i służebną wobec nich wasalską biurokracją.

    W naszej cywilizacji koncept wolności i niezależności sprzężony z odpowiedzialnością pochodzi z religii, z przekonania, że każdy człowiek otrzymuje przyrodzone prawo do wolności od stworzyciela Boga, a nie od władcy (wobec którego jesteśmy równi), czy komitetu ludzi. Dlatego każda władza o totalitarnych tendencjach zwraca się przeciwko takiej koncepcji człowieka i jego praw wywodzących się z religii.

    Wyjątkiem od tej reguły, jaki dziś obserwujemy, jest stosunek super-państwa i jego elit do islamu, który łączy swoisty koncept władzy, religii i prawa. Islam oznacza i sprowadza się (podobnie jak komunizm) do posłuszeństwa poddanych obywateli wobec aparatu i jego ustanowionych elit. Zachłanny banksterski globalizm swoim totalitarnym apetytem przypomina właśnie średniowieczny islam, który ma ambicję w całości regulowania życia jednostki.

    Globalistom jest ogromnie nie w smak, że do obozu takich państw jak Polska, Węgry, Chiny, Rosja dołączyła Ameryka z zdroworozsądkowym i patriotycznym standardowym hasłem “America First”, dlatego ataki na państwa dążące do zachowania własnej tożsamości będą narażone na bezwzględne ataki sił globalistycznych.

    Lewica, która jest na służbie u globalistów, wcale nie chce wygrać debaty z konserwatystami. Lewica chce tę debatę skasować. Wygrać protestując i bijąc ludzi o innych poglądach, od kolebki wolnego słowa na Berkeley University w Kalifornii, do Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie. Coraz wyraźniej widać, że lewica, nawet ta intelektualna, humanistyczna jest przeciwna wolności słowa, jeśli ktoś nie reprezentuje jej poglądów. Wyraźnie widać jak bardzo ci lewicowcy są ubodzy, w sumie nie mają swojego programu (bądź wstydzą się go ogłosić), więc ich aktywność sprowadza się zwalczania programu i prac partii rządzącej.

    Dziś w Ameryce kolejny skandal, prezydent Trump zwolnił z urzędu dyrektora FBI, którym był James Comey. Comey w ostatnim roku osiągnął status primadonny, budując sobie w państwie pozycję arbitra i decydenta. Jeszcze tuż przed wyborami Comey w swojej słynnej wypowiedzi (lipiec 2016 r.) wyliczył listę sposobów i okoliczności poważnego naruszenia prawa przez prowadzącą w sondażach ówczesną kandydatkę na urząd Prezydenta, Hillary Rodham Clinton. Kiedy słuchający oczekiwali na logiczną konkluzję (wniosek o oskarżenie), Comey w ostatnim zdaniu powiedział, że nic strasznego się nie stało, bo choć Hillary dopuściła się tylu wykroczeń (i aktów kryminalnych, za które inni trafiają na długie lata do więzień), to według jego opinii, żaden prokurator jej nie oskarży, czyli założył dwie czapki: oskarżyciela i sędziego…

    Oczywiście w konsekwencji tej kontrowersyjnej wypowiedzi na prowadzenie wyszedł Donald J. Trump, dlatego Demokraci byli wściekli i domagali się wyrzucenia dyr. Comey’a, który w strukturze podlega zastępcy AG (Generalnego Prokuratora), oczywiście znajdował sympatię Republikanów. Tak na marginesie, to prezydent może zwolnić dyr. FBI, jeśli np. ten utraci jego zaufanie. Comey był jednak dobrym pianistą i grał na dwóch fortepianach, jednocześnie prowadząc głośne dochodzenia w sprawie słynnych powiązań ludzi kampanii Trumpa z Rosją. W ten sposób wyeliminowano gen. Flynna i tak jak Demokraci zwykle szaleli za Rosją, teraz uwierzyli, że Putin to diabeł, widocznie dawno nie spoglądali w lustro. Zapomnieli o skasowaniu tarczy obronnej w Polsce i Czechach, o resetowym guziku Hillary w Moskwie i tkliwym zapewnianiu Obamy, że po wyborach (2012) będzie go stać na większą elastyczność wobec Putina. Oczywiście “deep state” i służące mu media (MSM) za wszelką cenę próbują sytuację z wyrzuceniem Jamesa Comey, do sytuacji w której prezydent Nixon zrezygnował z urzędu…

    Harvard University na przełomie marca/kwietnia przeprowadził sondę w której pytał o stopień poparcia dla dyr. FBI Jamesa Comey’a. Wśród Republikanów tylko 17% poparło Comey’a, jeszcze gorzej było z Demokratami – jedynie 12% wyraziło się pozytywnie o ówczesnym dyrektorze FBI.

    Zadaniowe media atakujące bezpardonowo prezydenta Trumpa są przez niego wodzone za nos. Tydzień temu najważniejszą sprawą była reforma służby zdrowia (jedna szósta amerykańskiej gospodarki) ObamaCare, wcześniej rosyjski wpływ na wynik prezydenckich wyborów, dziś wyrzucenie dyrektora FBI. Sfory dziennikarzy i komediantów codziennie brutalnie uderzają w Trumpa nazywając go faszystą, który na naszych oczach przeprowadza zamach stanu. W najnowszym ataku “The Washington Post” puścił oskarżenie, jakoby prezydent Trump na spotkaniu z rosyjskim min. spr. zagr. Sergejem Ławrowem i rosyjskim ambasadorem Sergejem Kisljakiem, miał ujawnić ścisłą tajemnicę odnoszącą się do amerykańskich źródeł informacji pomocnych w zwalczaniu ISIS. Oczywiście uczestnicy spotkania nie potwierdzają tej informacji…

    Grupa postępowych psychologów i psychiatrów (w tym z najlepszych uczelni w US) bez żadnych badań i oględzin ogłosiła, że prezydent Trump powinien ustąpić z urzędu, ponieważ jest zbyt niezrównoważony, a nawet chory psychicznie! Wystosowali oni list domagający się wobec tego ustąpienia Prezydenta, który podpisało już ok. 50,000 teoretyków i pracowników instytucji zajmujących się zdrowiem psychicznym.

    Coraz częściej zrozpaczona lewica w US dopuszcza się ulicznych burd, podpaleń i innych anarchizujących zachowań, tak aby dać upust dla własnego gniewu, frustracji i niezadowolenia. Istnieją grupy lewaków, którzy zapowiadają zorganizowanie takiego piekła i anarchii, aby w konsekwencji doprowadzić do ustąpienia Trumpa.

    Trump ze swojej strony ogłosił w udzielonych mediom kilku wywiadach, że rozważa zlikwidowanie na pewien czas (zawieszenie) konferencji prasowych swoich rzeczników prasowych w związku z tym, że media bardzo agresywnie szukają nawet drobnych nieścisłości między wypowiedziami prezydenta, a jego rzecznikami. Trump zagroził, że on sam będzie prezentował swoje poglądy, albo wręczał mediom pisane komunikaty. Wtedy media ogłosiły, że Trump chce zostać tyranem i despotą…

    Nie od dzisiaj świat jest kotłem, w którym smażą się rozmaite interesy. Globaliści, na co dzień wysługujący się lewicą, którym czasem jest po drodze z lobby zbrojeniowym, rozpętali kilka wojen na Bliskim Wschodzie (destabilizując z trudem wypracowany tam konsensus), których beneficjentem jest Izrael. Jeśli to ma być postęp i wyraz humanizmu, mierząc zniszczeniami, ludzką krzywdą i cierpieniem, to ja mam na imię Mohamed.

    Faktem jest, że wskaźniki ekonomiczne i optymizm Amerykanów poszybowały w górę, podobnie ma się z giełdą. Po prezydenckich wyborach sytuacja nie była jasna. W samej kampanii prezydenckiej tłuste koty z Wall Street przekazały Hillary Clinton $48 mln, zaś Trumpowi – tylko $19 tys.! Więc niby widać kogo w tej grze popierali banksterzy.

    Aby przynieść efekty zmiany ekonomiczne potrzebują czasu, otóż życie przeciętnego Amerykanina wyraźnie się poprawiło po objęciu prezydentury przez Trumpa. Weźmy takiego Baracka Husseina Obamę, który przez ostatnie 8 lat przeciętnie zarabiał ok. $400 tys. Obecnie tylko za jedno godzinne przemówienie do bankierów z Wall Street wyposzczony biedaczek zainkasuje $400 tys. Natomiast za wywiad dla A&E Network “History Makers Lunch” zainkasował następne $400 tys. Również w czasie występów na Global Food Innovation Summit w Mediolanie (według Eagle Rising), Obama zainkasuje kolejne $3,2 mln, a mówią przecież, że podróże bywają kosztowne.

    To jeszcze nic, za napisanie wspomnień, wspólnie z żoną Michelle otrzymają co najmniej $65 mln! Z powyższego niezbicie wynika, że stopa dochodu przeciętnej rodziny Afro-Amerykańskiej z dwójką dorastających dzieci wyraźnie podskoczy. Co prawda przemądrzały brytyjski polityk, pisarz i premier Benjamin Disraeli z XIX wieku powiedział, że statystyka jest największym kłamstwem…

    Jacek K. Matysiak

    http://prawy.pl/50844-trump-walczy-z-deep-state/
  • Trump: Izrael zapłaci za przeniesienie ambasady
    http://www.autonom.pl/wp-content/uploads/trump-izrael-flaga.jpg

    Amerykański prezydent Donald Trump powiedział, że Izrael w najbliższym czasie będzie musiał zapłacić „wysoką cenę” za decyzję z końca ubiegłego roku, kiedy Stany Zjednoczone zdecydowały się przenieść swoją ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy. Trump zaznaczył przy tym, iż teraz „Palestyńczycy dostaną coś bardzo dobrego, bo to ich kolej”, czym nawiązał do prób nawiązania kolejnych negocjacji pokojowych. Ponadto Amerykanie nie zamierzają na razie uznawać izraelskiej obecności na Wzgórzach Golan.

    Gospodarz Białego Domu przemawiając w Charleston w Wirginii Zachodniej zapowiedział, iż Izrael „zapłaci wyższą cenę” w rozmowach pokojowych z Palestyńczykami, co jest efektem spełnienia jego oczekiwań i przeniesienia amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy. Trump odnosząc się do przyszłych negocjacji pokojowych stwierdził, że „Palestyńczycy dostaną coś bardzo dobrego, bo to ich kolej”, natomiast samo zawarcie izraelsko-palestyńskiego pokoju byłoby według niego bardzo dobrym rozwiązaniem.

    Podobne sygnały płynęły od Trumpa już wcześniej, o czym wspomniał między innymi na początku roku podczas spotkania z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu. W maju syjonistyczny minister obrony Awigdor Liberman także mówił o konieczności zapłaty za przeniesienie amerykańskiej ambasady, przy czym dodawał, iż „to cena jaką warto zapłacić”. Jason Greenblatt, specjalny przedstawiciel Trumpa ds. negocjacji międzynarodowych, sygnalizuje z kolei, iż przygotowywany w Waszyngtonie plan pokojowy nie będzie w pełni zadowalał żadnej ze stron konfliktu.

    Dodatkowo Amerykanie nie zamierzają zmieniać swojego dotychczasowego stanowiska względem okupowanych Wzgórz Golan. Doradca Trumpa ds. międzynarodowych John Bolton powiedział podczas wizyty w Izraelu, iż mimo izraelskich nacisków jego państwo nie uzna aneksji tych terenów przez państwo syjonistyczne. Tym samym USA nadal będą uznawać Wzgórza Golan za terytorium syryjskie znajdujące się pod okupacją.

    Na podstawie: timesofisrael.com.

    http://autonom.pl/?p=23193
  • @Talbot 17:02:41
    "W naszej cywilizacji koncept wolności i niezależności sprzężony z odpowiedzialnością pochodzi z religii, z przekonania, że każdy człowiek otrzymuje przyrodzone prawo do wolności od stworzyciela Boga, a nie od władcy (wobec którego jesteśmy równi), czy komitetu ludzi. Dlatego każda władza o totalitarnych tendencjach zwraca się przeciwko takiej koncepcji człowieka i jego praw wywodzących się z religii."

    To bzdety.
    Władcy twierdzą w odwołaniu do religii, że ich władza od Boga pochodzi, a ludzie z tej racji mają się jej podporządkować.

    Jeśli to ma być "inteligencja twórcza" - to znaczy, że jesteśmy debilami za taką ją uznając.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

ULUBIENI AUTORZY