Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
746 postów 6156 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Kult celebrytów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kult celebrytów zmienia nas w marionetki Nowego Porządku Świata

 

 

Edward Bernays, twórcza współczesnej propagandy, pisał w 1928 r.: „Jesteśmy rządzeni, nasze umysły są kształtowane, nasze upodobania formatowane, nasze pomysły inspirowane głównie przez ludzi, o których nigdy nie słyszeliśmy”. Tym bardziej nie wybieraliśmy na swoich liderów, przewodników, mentorów. Obecność w naszym życiu politycznym i społecznym niewidzialnych, choć rzeczywistych przywódców, to skutek sposobu, w jaki zorganizowane zostało demokratyczne społeczeństwo. A właściwie samo się zorganizowało w wyniku swoistej ewolucji systemu. Nie ma tu nic spiskowego w tym sensie, że nie kierował tym procesem żaden „demiurg” – mason, iluminata, finansistaet caetera. Co najwyżej mógł ten proces dostrzec szybciej niż inni, wykorzystując do swoich celów.

 

Celebryci po raz pierwszy

System demokratyczny, w którym ciągłość władzy przerywana jest co kilka lat w wyniku wyborów, rozsypałby się, gdyby nie miał w sobie ukrytego rdzenia. Niezmiennego, mimo rotacji kadr formalnie rządzących. To dzięki poczynaniom osób ów rdzeń tworzących mimo pozornej żywiołowości, spontaniczności, różnorodności i nieprzewidywalności – cech „wrodzonych” demokracji i liberalizmowi – ogromne masy ludzkie współpracują ze sobą, żyjąc w zgodzie, generalnie. System działa, bowiem – jak już zostało powiedziane – jego „wrodzone” cechy są pozorne. Wszystko, od naszych „wolnych” wyborów zaczynając, a na „buntach” kończąc, dzieje się w ramach układu właściwego, ustalonego przez ludzi „rdzenia”. W ich rękach jesteśmy marionetkami niepotrafiącymi dostrzec oplatających nas zewsząd sznurków, a ponadto biorącymi wdrukowane w nas zachowania za przejaw nonkonformizmu.

Oni rządzą nami, dzięki naturalnym zdolnościom przywódczym, umiejętnościom tworzenia i dostarczania odpowiednich idei, usadowieniu się w strategicznych miejscach struktury społecznej. Niezależnie, jaką postawę przyjęlibyśmy wobec tego stanu rzeczy, faktem jest, że w prawie każdej dziedzinie naszego życia codziennego, czy to w sferze politycznej czy gospodarczej, czy w naszym zachowaniu społecznym czy też poglądach etycznych, jesteśmy zdominowani przez stosunkowo niewielką grupę osób […], która doskonale rozumie, jak przebiegają procesy myślowe i zachowania mas ludzkich. To właśnie ona pociąga za sznurki, za pomocą których kontroluje umysły i steruje zachowaniami. Wykorzystuje stare siły społeczne i tworzy nowe sposoby zaprzęgające świat do realizacji określonych przez siebie celów” (Propaganda 1928).

Ludzie kierujący zachowaniami społeczeństw, kreujący ich pragnienia, podsuwający im swoje pomysły, tak aby odnosili wrażenie, że sami na nie wpadli, działają wielotorowo, na wszystkich płaszczyznach życia społecznego. Cel mają jeden – uczynić z ludzi masę bezwolną, powtarzalną, przewidywalną. Niegroźną dla nich oraz ich głównej ambicji – zarządzania obywatelami i bogacenia się ich kosztem.

Bernays podaje drobny przykład takiego wpływu na ludzi i kierowania nimi poprzez sztucznie wykreowane pragnienia. Producent jedwabiu, poszukujący nowego rynku zbytu dla swych produktów, zasugerował dużemu producentowi obuwia, że damskie buty powinny zostać pokryte jedwabiem dopasowanym do sukienek. Zyskałby na tym producent jedwabiu, jak również producent obuwia, wypuszczając jako pierwszy model skomponowany z barwą sukienki. Idea została zaakceptowana i zaczęto pracę nad jej realizacją. „Zaangażowano popularną aktorkę, aby występowała publicznie w nowym typie obuwia pokrytego jedwabiem”. Nie trzeba było wiele czasu, aby zaobserwować, jak tabuny modnych dam przemierzały bulwary amerykańskich metropolii w szykownych bucikach dopasowanych do koloru stroju. Oczywiście każda z nich uważała, że wygląda niepowtarzalnie, oryginalnie, a jednocześnie modnie – czyli właśnie w sposób jak najbardziej przewidywalny.

Zauważono wówczas, że człowiek jest w stanie wykonywać czynności podobne tym, które wykonują miliony innych osób, nie tracąc jednocześnie złudzeń co do własnej oryginalności. Ale nie tylko zauważono, również zaczęto to wykorzystywać do celów politycznych i marketingowych. Dostrzeżono też, jak wielkie znaczenie dla popularyzowania przekonań, nie tylko w sferze mody, ma zaangażowanie celebrytów. „Mężczyzna podsuwający pomysł producentowi obuwia rządził kobietami w jednej sferze życia społecznego. Inni mężczyźni rządzą nami w innych dziedzinach naszego życia”, pozbawiał złudzeń tych, którzy jeszcze je mieli, Edward Bernays.

 

Tworzenie cywilizacji celebryckiej

George Packer w artykule Celebrating Inequality (Świętowanie nierówności), zamieszczonym w 2013 r. w „The New York Times”, przypomniał, że to właśnie „ryczące lata” 20. ubiegłego wieku są dekadą narodzin współczesnego kultu celebryckiego w Ameryce. Zjawisko to sygnalizuje książka Francisa Scotta Fitzgeralda Wielki Gatsby, którą przepełniają obrazy wielkiego świata, teksty popularnych piosenek, gwiazd kina, paparazzich, gangsterów, skandali – tych wszystkich wytworów współczesnej technologii, reklamy i public relations. Książka eksponuje jeden z fragmentów celebryckiego kodu: jest nim skandal, występność, kontestowanie zastanej obyczajowości, zastępując ją inną, wymyśloną przez reżyserów i scenarzystów nowego świata. „Fitzgerald wyczuł, że wraz ze śmiercią starych powściągliwych dziewiętnastowiecznych bóstw oraz wstrząsem, jaki przeżyło jego pokolenie podczas I wojny światowej, tracąc wiarę w człowieka, celebryci stali się nowymi duchami domowymi”. To na ich barkach, wywołujących grozę swą wątłością, spoczął porządek świata.

O celebrytach Parker pisze w sposób następujący: „Dominują w dzisiejszym krajobrazie, jak olbrzymie monumenty aspiracji, spełnienia i przesadnych ambicji. Są zarówno intymni jak wielcy, oferując siebie jako przedmiot kultu ludziom poszukującym odpowiednich obiektów czci”. Potrzeba ta jest tym większa, im bardziej spada zaufanie społeczeństwa do tradycyjnych instytucji – rządów, korporacji, szkół, prasy, instytucji wyznaniowych.

Kolejny wstrząs przyniosła II wojna światowa. Zmiany w mentalności, jakie dokonały się pod wpływem przerażających doświadczeń lat 1939–1945, przyniosły kolejne przetasowania w postrzeganiu świata. Coraz bardziej zaczął liczyć się kolektywizm. Indywidualizm kojarzył się z minioną tragiczną epoką. Słusznie czy nie, uznano, że odpowiada on za „kult wodza”, „kult jednostki”. Dlatego postawiono na uśrednianie, na realizowanie aspiracji zwykłych ludzi. Oryginalność, w dotychczasowym rozumieniu, została osłabiona przez potrzebę trafienia do jak najszerszego grona ludzi. Stąd również musiała ulec przeciętności. Musiała dopasować się do wyobrażeń plebejskich. A te łączyły oryginalność nie z nieszablonowością myślenia, ale z cudacznością zachowań. W końcu zawsze większą publikę miał cyrk, którego sednem był występ klaunów i jazda niedźwiedzia na rowerze niż sztuka teatralna. Bo teatr dawał do myślenia, nawet gdy wystawiano którąś z komedii Arystofanesa czy Moliera. Cyrkowe błazny wywoływał rechot. I on zwyciężył rozsądek i refleksję. Na tryumfie rżenia zbudowano celebrycką cywilizację.

Powoli, ale skutecznie gwiazdy pierwszej wielkości zaczęły być zastępowane podróbkami: „Istniały wprawdzie nadal, ale nie stanowiły esencji. Henry Fonda, Barbara Stanwyck, Bette Davis, Jimmy Stewart, Perry Como, Joe DiMaggio, Jack Paar, Doris Day, Dick Clark wyrośli wraz z Amerykanami, nie z nich”. To nie celebryci wylansowali przeciętność, to przeciętność ich wylansowała.

George Packer nadmienia, że dziś celebryci opanowali wszystkie sfery życia społecznego. Nie tylko rozrywkę. Również te dziedziny, które wydają się mało efektowne, jak: sektor finansowy (Jamie Dimon), komputerowy (Sergey Brin), ekonomiczny (Jeffrey D. Sachs), świat nauk biologicznych (J. Craig Venter), mają swoich idoli. „Ich powierzchowna różnorodność w dalszym ciągu utrzymuje nas w złudzeniu, że w Ameryce wszystko jest możliwe, nawet kiedy amerykański sen cicho umiera”. Nowi, wewnętrznie puści, arystokraci spełniają bardzo pożyteczną rolę, przekierowując naszą uwagę ze spowalniającej wciąż gospodarki, z chronicznego zmęczenia na krzykliwe obiekty i zmieniające się jak w kalejdoskopie mody. Gdzieś w tyle pozostają takie problemy, jak: nierówność dochodów, szans oraz nagród. Świat staje się prostszy, ale my ubożsi – materialnie i duchowo. Pozbawieni diamentów cieszymy się szklanymi paciorkami, za który niegdyś cwani koloniści kupili od Indian wyspę Manhattan.

 

W jądrze ciemności

Dylan Charles, dziennikarz strony internetowej Waking Times, pisał, że „w samym jądrze ciemności obecnej kultury konsumpcyjnej znajduje się program stworzony po to, aby wymusić na masach konformizm, posłuszeństwo, jak też zaakceptowanie życia w matriksie”. Podstawą tego programu jest „kult celebrytów”, czyli ludzi, którzy nie mają nic do powiedzenia i dlatego tak dużo mówią. Na każdy temat. „Jest to as w rękawie tych, którzy chcą kontrolować nasze umysły, rozmyć naszą osobowość. Jest to lansowany uporczywie pogański kult współczesnych bożków i idoli, jest to uczta wampira, spożywającego nasze indywidualne i wspólnotowe marzenia. Kult ten podpowiada nam, kogo mamy kochać, kogo nienawidzić, do kogo chcemy się upodobnić”. Wystarczy teraz ten paradygmat „człowieka bez właściwości” połączyć z technologią mediów społecznościowych i można już zapomnieć o czymś takim, jak: indywidualność, osobowość, charakter. Własne życie stanie się uciążliwym balastem, własna biografia czymś zupełnie nieistotnym. Będziemy stale porównywać się do fałszywych ideałów, zaprojektowanych i wylansowanych przez kampanie marketingowe.

William Deresiewicz to amerykański autor, eseista oraz krytyk literacki. Latem 2008 r. w czasopiśmie „The American Scholar” zamieścił artykuł pod tytułem Wady elitarnej edukacji (The Disadvantages of an Elite Education) krytykujący elitarne uczelnie amerykańskie. Dziennikarz oskarża uniwersytety, że wypuszczają w świat absolwentów, którzy nie potrafią porozumieć się z ludźmi niepochodzącymi z tych samych środowisk co oni. Potrafią myśleć analitycznie, ale nie potrafią myśleć twórczo. Twórcze myślenie, tak niegdyś blisko związane z Ameryką, dziś zdaje się opuszczać USA, przenosząc się na inne kontynenty, głównie azjatycki. Absolwenci są dobrzy, a nawet bardzo dobrzy, w wąskich dziedzinach. Reszta to dla nich terra incognita, ziemia nieznana, mogą na niej hasać swobodnie różni macherzy od propagandy, „ustawiacze” ludzkiej świadomości, wobec których absolwenci elitarnych szkół są równie bezradni, zakleszczeni w swych wąskich specjalnościach, jak przeciętny absolwent przeciętnej amerykańskiej szkoły średniej. Na podstawie tego artykułu Deresiewicz napisał też książkę The Miseducation of the American Elite and the Way to a Meaningful Life (2014), która stała się bestsellerem „New York Timesa”.

 

William Deresiewicz również krytykuje kult celebrycko-aktorski, któremu, jak już zostało wspomniane, ulegają również mający obowiązek świecenia przykładem niezależnego, twórczego myślenia. Czerpania wzorców zachowań z o wiele poważniejszych lektur niż „Cosmopolitan”, „Vouge”, „Playboy” i innych kolorowych badziewi dla panów i pań modnych. „Kamera stworzyła kult celebrycki; komputer wykreował cywilizację bezpośredniej i natychmiastowej komunikacji”. Oba wynalazki wspierają się wzajemnie w propagowaniu cywilizacji obrazkowej, w której liczy się przede wszystkim forma, obraz, kolor i sugestia wzrokowa. Ten typ przekazu zabija żywą, kreatywną wyobraźnię. A taka jest potrzebna, aby twórczo odbierać tekst, treść, przekaz „bezobrazowy”. W którym liczy się nie to, kto mówi i jak pięknie przy tym wygląda, ale co mówi.

Dziś nie rozlicza się z pustosłowia, z – jak to kiedyś mówiono – mowy-trawy, dziś najważniejsza jest rozpoznawalność. I chcemy być rozpoznawalni, tak jak wielbimy i zazdrościmy tym, którzy rozpoznawali już są. „[Rozpoznawalność] to cecha, która nas potwierdza, która sprawia, że stajemy się rzeczywistymi dla siebie samych”, pisze William Deresiewicz.

Na stronie Waking Times dziennikarz Dylan Charles zauważa, że specjaliści od marketingu i propagandy potrafią doskonale posłużyć się ludzką psychiką, aby wykorzystać ludzką naturę do swoich celów. Nieobce są im badania psychologiczne. Sięgają po nie, aby uzyskać dostęp do naszej duszy. Manipulują naszymi zachowaniami, wykorzystując naukę do podsycania naszej niepewności oraz wyzwalania w nas niskich popędów. Ci ludzie mogą w ten sam sposób sprzedawać idee, styl życia, produkt lub wojnę. Twarzą tego „towaru” jest zawsze celebryta, z którym zdążyliśmy się utożsamić. Z jego manierami, sposobem widzenia świata, poglądami. Dlatego tak łatwo przekonać nas do każdej, nawet mało rozsądnej sprawy, posługując się człowiekiem znanym z tego, że jest znany.

Życie celebryty jest projekcją masowej, niewybrednej fantazji, którą podmieniono słynny „american dream”, zakodowane w umysłach przekonanie, że pracą i talentem można dojść naprawdę wysoko w Ameryce – wolnym kraju wolnych ludzi. Kult celebryty mówi co innego – do sukcesu, majątku, upragnionej rozpoznawalności można dojść na skróty. Wystarczy naśladować we wszystkim idola, robić to, co każą skryci za nim potentaci. Kochać, kogo uznają za stosowne obdarzyć uczuciem miłości, albo nienawidzić – na kogo wskażą palcem.

Zostajemy pozbawieni naszej siły wewnętrznej, którą wydobywa się z nas i ożywia wykreowaną kukłę – celebrytę. Ona karmi się naszymi mało ambitnymi marzeniami, nieciekawymi fantazjami, przyziemnymi pragnieniami. Nasi pierwsi rodzice chcieli być jak Bóg, dlatego strącono ich na ziemię. My chcemy być jak celebryci, a to niewyszukane pożądanie strąca nas w piekło niewoli, życia pod panowaniem byle kogo. Nawet nie zdając sobie z tego sprawy, tracimy możliwość kierowania swoim własnym życiem”.

 

Moskwa też ostrzega

Chris Hedges nie jest ciekawą postacią, bowiem ten autor książek, dziennikarz związał się z ruską propagandą, współpracując z nadającą z Moskwy wielojęzyczną rządową stacją telewizyjną Russia Today. Hedges bezpośrednio szkodził naszemu państwu. W tekście opublikowanym na łamach Truthdig.com już w okresie rządów Beaty Szydło pisał, że „polski rząd promuje ideologię neofaszystowską”. Wskazywał jednocześnie, że podobne ruchy rosną w siłę także na Węgrzech, we Francji, w Wielkiej Brytanii, Austrii, Danii, Szwecji i Grecji i określił je jako „wściekle ksenofobiczne, rasistowskie, islamofobiczne i homofobiczne”.

Jednak w tym momencie interesuje nas inna sprawa. Współpracownik moskiewskiej telewizji napisał w 2010 r. książkę krytykującą współczesną Ameryką: Empire of Illusion: The End of Literacy and the Triumph of Spectacle (Imperium iluzji. Koniec literatury i tryumf widowiska). Znalazły się tam słowa, z którymi akurat nie sposób się nie zgodzić: „Kultura celebrytów nie została zaprojektowana tylko dla rozrywki. Stworzono ją po to, aby wydrenować nas z emocji, zaburzyć poczucie tożsamości, abyśmy obwiniali siebie samych za doznawane niepowodzenia i krzywdy. Celebryci zmuszają nas do nieustannej pogoni za ułudą sławy i szczęścia, odciągają od walki z ułomnościami rzeczywistości”.

W tej grze chodzi o to, aby wykreślić ze słownika pojęć takie słowa, jak: osobowość, charakter, nieprzewidywalność, zastępując indywidualizm zachowaniem stadnym. Trud myślenia zastąpić stałą gotowością do przyjmowania za własne skonstruowane przez establishment szybolety – protezy pojęć. Skomplikowaną sieć relacji społecznych zamienić na kilka prostych zasad, obowiązujących w ludzkim ulu, pisze Dylan Charles, dziennikarz Waking Time.

Ulepieni z gliny, w którą tchnięto ducha, jesteśmy bardzo podatni na manipulacje ukierunkowujące nasze myśli, kształtujące postawy, wyrabiające (a właściwie: wypaczające) poczucie smaku. „Wpływają na nas subtelne energie, mowa ciała, fale elektromagnetyczne, drgania promieni świetlnych, których nie może zarejestrować nasz wzrok, dźwięki o częstotliwości nieuchwytnej dla naszych uszu i tysiące innych ukrytych sygnałów z zewnątrz”. Kiedy człowiek zapatrzony jest w zewnętrznego bożka, przenosi na niego swoją moc tworzenia, poczucie odpowiedzialności za podejmowane działania. Znajduje też łatwe usprawiedliwienie dla nietrafnych wyborów, mówiąc, że postąpił przecież zgodnie z instrukcjami wypływającymi z ust idola. Dlatego podejmowane przez niego decyzje nie mogą być złe, podążając ścieżkami wytyczonymi przez celebrytów, nie będzie popełniał błędów. Zamiast zmuszać swój umysł do wysiłku, poszerzania horyzontów, pracuje nad tym, aby stać się doskonałym wykonawcą poleceń padających z telewizora oraz kolorowych magazynów. Przetapia swoją twórczą energię w puste rojenia o tym, że zdoła osiągnąć ideał, nieosiągalny dla nikogo, również, a nawet: zwłaszcza, dla podziwianych przez niego bożków-celebrytów, którzy właśnie dlatego zostali wytrząśnięci z rękawa macherów i wyniesieni tak wysoko, bo nic sobą nie reprezentują. Są tylko naczyniem, i to, jakże często, naczyniem nocnym.

Jon Rappoport zanotował na stronie Waking Time: „Jeśli myśl i jej przyswajanie mogą być przekazywane, kierowane, zmniejszane i osłabiane, wówczas niezależnie, co uczyniłby człowiek, aby uchronić się przed manipulacją i kontrolą swojego umysłu, i tak podąży błędną drogą. I tak będzie działał w wyznaczonych odgórnie ramach, na ograniczonym terytorium, w których to warunkach nie będzie w stanie wykorzystać tkwiących w nim: mocy i talentu”.

Zadaniem cywilizacji celebryckiej jest powstrzymywanie nas od zaakceptowania samych siebie jako wartościowych i doskonałych stworzeń Boga. Uniemożliwienia tego, abyśmy mogli skorzystać z drzemiącego w każdym z nas potencjału. To nie tylko przekształcanie nas w chciwych, materialistycznie nastawionych konsumentów. To nade wszystko okradanie nas z energii, przez to tam, gdzie byliśmy niegdyś silni i pełni nadziei, dziś jesteśmy bezradni, czerpiąc jedyną „radość” z obserwacji, jak świat nam umyka, a czas przepływa przez palce. Najniebezpieczniejsze dla każdego systemu kontroli jest poznanie przez człowieka własnej, indywidualnej siły oraz mówienie na temat świata w swoim własnym języku.

Chris Hedges ujął swoje przesłanie w ten sposób: „Nie posiadam telewizora… I staram się tak bardzo, jak potrafię, aby trzymać się z dala od kultury popularnej oraz mówić własnym głosem, a nie tym, który oferuje mi kultura masowa”. Ale żeby w tym celu współpracować z Moskwą? Dziwne! I, jak to się dziś mówi, przeciwskuteczne.

 Napisane przez Robert Kościelny

 

//www.wakingtimes.com/2018/03/03/smashing-cult-celebrity/

https://theamericanscholar.org/the-disadvantages-of-an-elite-education/#.WqOf-B3OWM8

//www.nytimes.com/2013/05/20/opinion/inequality-and-the-modern-culture-of-celebrity.html

//www.wakingtimes.com/2017/06/01/individual-beyond-collective-culture/

https://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/5562-kult-celebrytow-zmienia-nas-w-marionetki-nowego-porzadku-swiata

KOMENTARZE

  • @
    Czy TVN lub Polsat , odniesie się do swojej celebrytki /Celebryty , transwestyty "Rafalali" ! ?
    Oblał i popchnął , oraz zwyzywał nieletnią dziewczynkę , za to iż źle się spojrzała , czy też uśmiechała na jego/jej widok ...

    No trudno by zdrowa dziewczynka tak nie reagowała

    https://i.wpimg.pl/623x450/e5.pudelek.pl/80c9c06cf0fdc921b2cc15dd3e4838444a1228d4

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

ULUBIENI AUTORZY