Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
781 postów 6333 komentarze

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

"Okrągły Stół" - inspiracja władz Związku Sowieckiego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Gorycz i okruchy mitu

 

Okrągły Stół nie był żadnym „przełomem” ani „dialogiem”. Był podjętym z inspiracji władz Związku Sowieckiego przedsięwzięciem odrzucanych przez społeczeństwo władz późnego PRL, mającym na celu ocalenie ile tylko możliwe z dotychczasowego, korzystnego dla nich systemu wpływów i uwarunkowań, z instrumentalnym wykorzystaniem części zdziesiątkowanej, zdezorientowanej i inwigilowanej opozycji.

Ponad rok temu pisałem o rozmowach Okrągłego Stołu jako wydarzeniu osadzonym w realiach upadającego systemu, a przez to niezdolnym do kształtowania nowej rzeczywistości bez wywołania niszczących konfliktów i fermentu. Spójrzmy teraz na zawartość puszki Pandory i odczuwalne do dziś kłopotliwe pozostałości anachronicznego „geszeftu”.

Strony rozmów: tzw. rządowa – ogarnięty kryzysem tożsamości lokalny odłam lewicy rewolucyjnej o korzeniach stalinowskich oraz tzw. społeczna czyli zaproszeni przez władze przedstawiciele zdziesiątkowanej wskutek stanu wojennego opozycji, w żadnej konfiguracji nie reprezentowały polskiego społeczeństwa, można więc było przyjąć, że im więcej wiążących, wywołujących trwałe skutki decyzji w sprawie przyszłego kształtu ustrojowego państwa raczą podjąć, tym większe nadużycie popełnią wobec nieobecnych, pozbawionych głosu obywateli.

Strona rządowa, dysponująca wojskiem, policją i bezpieką, miała możliwość selekcjonowania uczestników rozmów, ich zastraszania, nękania, wszelkich form nacisku. Bogate doświadczenie w tym zakresie miał sam gospodarz imprezy, gen. Kiszczak – wychowanek tzw. Informacji Wojskowej, organizacji zbrodniczej odpowiedzialnej za prześladowanie opozycjonistów z lat powojennych, formacji-córki stalinowskiego kontrwywiadu wojskowego „Smiersz”. Druga strona oczywiście takich możliwości nie miała, nawet jeśli dysponowała pewnym potencjałem szantażu w postaci swoich wpływów, które mogły w przyszłości przełożyć się na wynik wyborczy.

Sposób, w jaki urządzono Polskę na przełomie lat 80 i 90, z jednej strony utrwalił wiele patologicznych zjawisk i relacji mających początek jeszcze w PRL-u, z drugiej – uwolnił nowe, niemożliwe do szybkiego zwalczenia plagi systemowe.

 

Spadkobiercy „Republiki Śmierć”. Kwestia zbrodni komunistycznych i represji wobec opozycji

Krytykę totalną, „do ściany”, potępianie w czambuł tak złożonego zjawiska jak system polityczny, nawet represyjny, z jego wszelkimi konsekwencjami uważam za niedojrzałość. Czyste zło jest filozoficzną abstrakcją, a PRL siłą rzeczy stał się naszym krajem. Jednak naród polski w 1945 roku nie życzył sobie bolszewizmu. Polskie miasta nie wiwatowały na cześć Armii Czerwonej jak Sofia i Belgrad, a wolę ludu wyrazili nie ci, którzy stanęli po stronie ludobójcy – Stalina, lecz ci, którzy bezskutecznie zwrócili się przeciwko nowej władzy.

Dwie okupacje lat 39-45: niemiecka i sowiecka nie oznaczały „tylko” zmiany rządów i rozpętania terroru – skutkowały całkowitym przeoraniem struktury społecznej polskich ziem poprzez eksterminację milionów, zniszczenie elit (fizyczna likwidacja lub zmuszenie do opuszczenia kraju), migracje ludności wskutek zmian granic państwowych. Powojenne, kształtowane odgórnie struktury były siłą rzeczy stalinowskie: nie tylko armia i aparat terroru – ten matecznik Kiszczaków i Jaruzelskich, lecz także media, literatura, architektura. Polska przełomu lat 40 i 50 oddychała stalinizmem, przy czym „bratni” Związek Sowiecki, choć zafundował Polsce lepszy los od okupacji hitlerowskiej, był podobnie jak Rzesza, reżimem ludobójczym. To była Republika Śmierć.

Odwilż drugiej połowy lat 50-tych, umiarkowana destalinizacja i pewne zmiany pokoleniowe okresu powojennego przyniosły złagodzenie represji ale nie zmieniły struktur społecznych zasadniczo, w szczególności nie zmieniły charakteru i celów mundurowej wierchuszki. Jeszcze w 1983 roku Jaruzelski otrzymał od władz sowieckich platynowo-złoty Order Lenina.

Gdy poruszam temat bezpieki, nie mam pewności czy rycerze wolności z tzw. opozycji demokratycznej faktycznie siedzieli przy tym stole, czy tylko się pod nim dyskretnie przeczołgali, lecz pozostaje faktem, że funkcjonariusze służb PRL zajmujący się prześladowaniem tejże opozycji, w tym popełnianiem mordów politycznych, nie tylko nie ponieśli odpowiedzialności, ale uzyskali w tzw. wolnej Polsce na całe dziesięciolecia pozycję uprzywilejowaną, łącznie z prawem do „szwajcarskich” emerytur, co silnie kontrastowało z gwałtownym zubożeniem większości społeczeństwa na początku lat 90-tych.

O ile na temat sprawiedliwości i zasadności wyroków sądowych czasu PRL można burzliwie dyskutować, o tyle mord polityczny jest zawsze zbrodnią, którą normalny człowiek się brzydzi. Niechęć do rzetelnego wyjaśnienia tych tragicznych epizodów naszej historii obciąża wszystkie rządy RP po 89 roku. Zwiastunem wielkiej patologii był już fakt zacierania śladów zbrodni poprzez palenie dokumentacji MSW aż do – jak podaje kilka źródeł – stycznia 1990 roku, tj. w czasie wspólnych rządów Kiszczaka i Mazowieckiego. Smród tych palonych dokumentów uniósł się czarną chmurą nie tylko nad premierem Mazowieckim, ale nad całą tzw. III RP, ukazując czym w rzeczywistości była, a może „czym jest”.

Ostatnio, choć o ćwierć wieku za późno, uchwalono ustawę odbierającą przywileje emerytalne (nie „emerytury”!) funkcjonariuszom bezpieki PRL. Myślę, że wymaga doprecyzowania w formie nowelizacji, bo nie było chyba intencją ustawodawcy karanie bufetowych i sprzątaczek, które przepracowały miesiąc w jakiejś komendzie powiatowej. Natomiast w zakresie wyjaśnienia kwestii motywowanych politycznie zabójstw z lat osiemdziesiątych nie dzieje się nic, poza skądinąd godnymi uwagi występami i publikacjami historyków IPN i dziennikarzy śledczych.

Przywileje przedstawicieli aparatu represji PRL trzeba jednak rozpatrywać szerzej. Często okazywało się, że sama przynależność do prominentnej mundurowej rodziny otwierała drzwi, które w innej sytuacji pozostałyby zamknięte na głucho. Czy np. nie znający dobrze angielskiego funkcjonariusz wywiadu cywilnego PRL Sławomir Petelicki, szerzej znany z późniejszych niekwestionowanych osiągnięć w zakresie tworzenia wojsk specjalnych, był faktycznie najlepszym kandydatem na wicekonsula i zarazem rezydenta wywiadu w Nowym Jorku w latach 70-tych? No qualifications, no problem? To tylko pierwszy z brzegu przykład spośród wielu.

Dużo napisano na temat genezy i obsady mediów „głównego nurtu” w III RP. Zwłaszcza w mediach elektronicznych, tam gdzie – jak określił jeden z podwładnych prezesa Roberta Kwiatkowskiego – obowiązywała zasada „Jesteś czerwony albo jesteś dup***y”, dla wielu potomków PRL-owskich mundurowych familii bezpiecznie było i ujutno. Oczywiście – zgodnie z powyższa zasadą – wyłącznie ze względu na ich unikalne, dziennikarskie zdolności.

Spośród zjawisk kojarzonych z PRL-em, Okrągły Stół nie utrwalił tych, które wydawały się pozytywne, jak tania komunikacja miejska, system wczasów pracowniczych czy osiągnięcia w kinematografii, ale chore uwarunkowania i koneksje, które zaburzyły rozwój naszego kraju na całe dekady, utrwalił jak najbardziej.

 

Kwestia byłych współpracowników UB i SB

Jeżeli mowa o mediach, dokładnie od 1989 roku można było zaobserwować ciekawe zjawisko: przesunięcie zakresu tabu i autocenzury.

O ile, najogólniej mówiąc, w PRL temat represji komunistycznych oficjalnie nie był podejmowany, w szczególności w zakresie mogącym narazić na szwank przyjaźń polsko-sowiecką, np. sprawa zbrodni katyńskiej i innych sowieckich aktów bezprawia wobec ludności polskiej nie pojawiała się w mediach, o tyle po Okrągłym Stole nastąpiło wybiórcze odblokowanie przekazu – o Katyniu i innych represjach czasu II wojny mówiło się już otwarcie, podczas gdy okres powojenny wciąż był mętną wodą, strefą białych plam. Dotyczyło to zwłaszcza roli SB i innych służb mundurowych w ostatnich dekadach PRL i później, działalności ich tajnych współpracowników, ich wpływu na życie publiczne przed i po 1989 roku, w szczególności na działalność tzw. opozycji demokratycznej i transformację ustrojową.

Nie jest więc prawdą że całkiem znikła cenzura: pozostała autocenzura, presja środowiskowa, poprawność polityczna, cenzura obyczajowa. Pozostał swoisty system tabu oplatający historię najnowszą.

Temat współpracy konkretnych osób z bezpieką PRL okazał się niemożliwy do zamiecenia pod dywan. Nie ze względu na czyjeś obsesje, lecz zapotrzebowanie społeczne, dążenie do ujawnienia faktów, które miały / mają wpływ na naszą rzeczywistość. To temat trudny. Czy na czyjeś wieloletnie donosicielstwo można machnąć ręką? Nic się nie stało? Albo z innej flanki: czy każde niefortunne uwikłanie we współpracę uprawnia do postawienia skądinąd wartościowych ludzi pod pręgierzem?

Faktem jest, że pracujący dla UB i SB donosiciele sprzed 1989 roku to nie tylko ludzie, którzy – jak się mawia – „coś tam podpisali i nikomu krzywdy nie zrobili”, ale także osoby, które realnie ułatwiały bezpiece prześladowanie opozycjonistów i innych obywateli z różnych względów dla władz „niewygodnych”, co w konkretnych przypadkach kończyło się ich śmiercią, utratą zdrowia, wymuszoną emigracją, złamaniem kariery lub wyrzuceniem z pracy. Nic się nie stało?

Środowiska „okrągłostołowe” faworyzowały byłych donosicieli, chroniły ich, pielęgnowały, tępiły ideę lustracji, zajadle niszczyły tych, którzy próbowali mówić prawdę o TW. Rola byłego prezydenta Lecha Wałęsy w tych działaniach, łącznie z zajadłym niszczeniem ludzi mówiących prawdę – była wręcz wiodąca. Niektórzy zaczęli się głęboko zastanawiać z którą stroną historycznego sporu Wałęsa czuje się emocjonalnie związany, choć myślę, że wypowiadając się wielokrotnie z pogardą o kolegach z dawnej opozycji, za to z szacunkiem o Jaruzelskim, Wałęsa sam już na to pytanie odpowiedział.

Niechęć tych środowisk wobec samej idei lustracji nie poprawiła atmosfery w Polsce i nie rozwiązała niczyich problemów, jedynie przeciągnęła w czasie i skomplikowała i tak nieuchronny proces dochodzenia do prawdy. Złożonej. Fragmentarycznej. Jakiejkolwiek.

 

Patologie przekształceń własnościowych

O ile powszechną i dość trwałą pauperyzację przełomu lat 80 i 90 można jeszcze złożyć na karb uwarunkowań międzynarodowych, to decyzje uwłaszczeniowe w zakresie tego, co ustawy określały jako „majątek ogólnonarodowy”, obciążają konta polskich decydentów. Wiele z tych decyzji (spółki nomenklaturowe, dzika prywatyzacja) uderzało w nasze wspólne dobro, wiązało się z uszczupleniem dochodu Skarbu Państwa, likwidacją miejsc pracy, działało na korzyść obcego kapitału spekulacyjnego, różnych partyjnych geszefciarzy, krewnych i znajomych królika, ubeckich klanów i środowisk przestępczych. Do tego doszły nie rozliczone machloje i afery typu FOZZ, gdzie pełno było wokół poszkodowanych i zatroskanych ale praktycznie do dziś – nikogo winnego, a próba wyjaśnienia zdawała się narażać na niebezpieczeństwo. Kak mnogo nieciekawej hałastry musiał żywić polski pracownik i podatnik w III RP !

Wykonawcy (bo przecież nie autorzy) polskich liberalnych, neo- czy pseudo-liberalnych reform gospodarczych: Leszek Balcerowicz, Janusz Lewandowski, Jan Krzysztof Bielecki, popełniali ten sam błąd w myśleniu co środowiska tzw. korwinowskie, twierdząc i głosząc, że przy minimalnej interwencji państwa mityczny rynek zadziała prawidłowo i z korzyścią dla obywateli, jak gdyby państwo było wspólnym dobrem jedynie silnych podmiotów, potężnego obcego kapitału i części Polaków, którzy lepiej sobie radzą, a nie – wszystkich, nawet tych, za których czasem trzeba myśleć.

Warto czasem posłuchać wywiadów, w których profesor Balcerowicz obraża się na rzeczywistość i oburza na sam dźwięk słów: „kapitał spekulacyjny”, czy „umowy śmieciowe”. Można odnieść wrażenie, że trafniejszą diagnozę działania współczesnego „wolnego rynku” przedstawił niezamierzenie Sławomir Mrożek jednym ze swoich banalnych rysunków, gdzie wielki stwór mówi do małego: „Brakuje ci woli mocy!”.

Często niestety jest tak, że w miejscach gdzie, jak pamiętam, była kiedyś cukrownia, huta, zakłady chemiczne lub mięsne, jest teraz pustka lub ruiny, chociaż nie wszystko było dziadowskie i nierentowne. Sprywatyzowane i zlikwidowane cukrownie nie były „dziadowskie”, wykupione i zlikwidowane przez Siemensa zakłady elektroniczne „Elwro” we Wrocławiu, w swoim konkretnym czasie nie były „dziadowskie”, nie każda zlikwidowana kopalnia była „dziadowska”, a że tak wiele miejsc pracy poznikało, to gorzki plon prywatyzacji na dużą skalę, w której czegoś zabrakło – i raczej nie „woli mocy” małych podmiotów gospodarczych w starciu z dużymi, raczej działań polskich władz w zakresie obrony rodzimej gospodarki lub choćby twórczej refleksji nad setkami tysięcy pracowników pozostawionych niemal z dnia na dzień w nędzy i beznadziei. Nie upieram się, że władze kierowały się złą wolą. Mogła to być zwykła żałosna bezradność.

W niedawnym expose, premier Mateusz Morawiecki powołał się na słowa znanego ekonomisty Thomasa Piketty: „Jesteście krajem w posiadaniu zagranicy” oraz agencję Bloomberg: „Zachodni kapitał skolonizował Polskę i kraje centralne” (warto w tym miejscu przypomnieć, że jeszcze parę lat temu za podobne poglądy na temat efektów polskich „reform” i „prywatyzacji” był niszczony i szkalowany Andrzej Lepper!) i zapowiedział podjęcie działań naprawczych – tak w każdym razie to zabrzmiało. Biorąc pod uwagę stopień zawłaszczenia polskich banków, handlu i mediów przez obcy kapitał, działania naprawcze to nie kalwaria, lecz Himalaje do zdobycia, ale sama krytyka prowadzonej począwszy od czasów Okrągłego Stołu polityki gospodarczej, która uczyniła z Polski „eksploatowane peryferie”, to krok naprzód, przekłucie balona pychy i arogancji licznych poprzedników Morawieckiego.

 

Kwestia polityki historycznej, edukacyjnej i informacyjnej w wydaniu tzw. lewicy laickiej

„Lewica” i „prawica”, to słowa używane dziś tak dowolnie i bezmyślnie, że stały się symbolami bez treści, których najlepiej unikać. „Lewica laicka” to jednak utarte od lat określenie uczestniczącej w rozmowach Okrągłego Stołu, dominującej natenczas po tzw. społecznej stronie formacji intelektualnej, która – nie bez przygód i turbulencji – środowiskowo uzależniła od siebie Wałęsę, a wraz z formalną zmianą systemu i zniesieniem cenzury ruszyła do szkół i mediów z intencją wytresowania Polaków bzdurami i manipulacjami, z których najbardziej rażące można zebrać w trzy grupy:

1) Krzewienie kompleksów, wmawianie „wad narodowych”, głoszenie wyższości innych krajów nad „zacofaną Polską”, klękanie przed oszczercami…

Wady są kwestią indywidualną. Przypisywanie ich zbiorowościom, np. narodom, samo w sobie jest nadużyciem, jednak po 1989 roku nastąpił wysyp samoumartwiających się intelektualistów przyjmujących za zadanie temperowanie polskiej dumy poprzez piętnowanie „wad narodowych” – takie to nowoczesne i europejskie się im wydawało. Nawet jeżeli główna fala tej narracji z biegiem czasu opadła, jeden jej element okazał się nieprzeciętnie żywotny: przedstawianie Polaków jako antysemickich lumpów, których rola (współudział, współodpowiedzialność?) w zagładzie Żydów jest co najmniej tematem otwartym. Warto dodać, że i tu nastąpiło przesunięcie zakresu tabu i autocenzury, nie tyle w czasie, co w przestrzeni: przed 1989 rokiem do tematu Związku Sowieckiego i jego szlachetnych obywateli media podchodziły jak do jeża, natomiast po Okrągłym Stole uprzywilejowane i chronione miejsce „jeża” zajęły USA i naród żydowski (w dowolnej kolejności).

W lipcu 1997 roku w Jedwabnem, prezydent Aleksander Kwaśniewski przepraszał w cudzym imieniu za nie swoją zbrodnię. Potem ruszył pochód biczowników: wyznanie „polskich win i wad” przez środowisko polityczne prezydenta, michnikowszczyznę, usłużne media, w końcu nawet naczelny Frondy Tomasz Terlikowski pisał jak mu okropnie wstyd z powodu zbrodni w Jedwabnem popełnionej 30 (słownie: trzydzieści) lat przed jego urodzeniem!

Przeciętnemu polskiemu obywatelowi zdecydowanie nie powinno być wstyd z powodu zbrodni w Jedwabnem ponieważ jej nie popełnił, a przeprosiny Kwaśniewskiego jako Prezydenta RP były niestosowne i dziwaczne także dlatego, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo wewnętrzne na terenach okupowanych ponosi okupant, w przypadku Jedwabnego roku 1941 – III Rzesza. Można mówić o odpowiedzialności indywidualnej osób narodowości polskiej, które, zgodnie z ustaleniami śledztwa IPN, brały udział w zbrodni, natomiast odpowiedzialność zbiorowa, nawet symboliczna, to jakieś wynaturzenie czasów polityki masowej, próba podeptania indywidualnego sumienia.

Dla porównania, kilkanaście dni przed zbrodnią w „Jedwabnem” miał miejsce straszny pogrom Żydów w rumuńskich Jassach, dokonany przez Rumunów, z inicjatywy władz Rumunii, z przyzwoleniem i zachętą stacjonujących tam sił niemieckich. Ponieważ obecna Rumunia jest kontynuacją Królestwa Rumunii, można mówić o symbolicznej odpowiedzialności politycznej jej władz jako następców polityków czasu wojny, faktycznie odpowiedzialnych za kolaborację z III Rzeszą i za to, co wtedy działo się w Rumunii, łącznie z dopuszczeniem do pogromów – „symbolicznej” bo to co łączy jedne i drugie władze, to tylko osobowość prawna państwa rumuńskiego, nie poglądy, cele ani sojusze.

Temat „polskiej współodpowiedzialności za Holocaust” (używanie takiego sformułowania tak jak to robią niektóre portale – bez cudzysłowu lub odpowiedniego komentarza jest niczym innym jak szkalowaniem) wrócił ostatnio jak burza w związku z ustawą o IPN. Niezależnie od dalszego ciągu tego serialu z udziałem Polski, Izraela i USA, walka o pamięć i przeciwko fałszywemu przekazowi historycznemu ma głęboki sens, nawet jeżeli będziemy dociekać narodowości wszystkich kolaborantów, szmalcowników i katów czasu II wojny i żaden naród nie wyjdzie z takiej konfrontacji bez skazy.

Innym przykładem krzewienia kompleksów było (jest) bezmyślne wzorowanie się na Europie Zachodniej przy jednoczesnym przedstawianiu Polski jako jej zacofanego, niedouczonego, gorszego junior-partnera. Taka postawa wyrządziła wiele szkód. Nasza część Europy nie jest Zachodem i Polska nie jest Zachodem – otwartym, bogatym, atlantyckim regionem, od stuleci rozwijającym handel dalekomorski, kolonializm, neokolonializm, ekspansję międzykontynentalną. Jesteśmy za to unikalną, kontynentalną strefą zgniotu, która różni się od tzw. Zachodu geograficznie, historycznie, etnicznie, kulturowo, językowo i gospodarczo, co w żadnym razie nie jest powodem do wstydu. Będziemy współpracować z kim się da ale nie staniemy się Francją, Niemcami czy Szwecją, ich lokajem, przystawką ani papugą.

Do dziś wśród dziennikarzy, pisarzy, aktorów, reżyserów można spotkać smutnych panów przeciwstawiających szeroki świat „zacofanej, nietolerancyjnej” Polsce. Ciekawe, że choć miliony Polaków faktycznie ruszyło w ostatnich latach w szeroki świat, smutni panowie wciąż tylko wypłakują się do Wisły.

W końcu podjęto próbę sprowadzenia tego rodzaju intelektualnych wynaturzeń do wspólnego mianownika, określając je jako „pedagogika wstydu” – określenie całkowicie umowne i komu się nie podoba, może mówić: „krzewienie kompleksów”, „przysposobienie do infamii”, „warsztaty sypania głów popiołem”, lub udawać, że temat nie istnieje, co nie powstrzyma uzasadnionej konsternacji wobec samego zjawiska.

2) Patologiczne uprzedzenia

W tytułach prasowych kierowanych latami przez Adama Michnika, Tomasza Lisa czy Ks. Bonieckiego można było z łatwością znaleźć potępienie hejtu antysemickiego w internecie, próżno było jednak szukać potępienia hejtu antykatolickiego, którym również sieć jest usiana. Tak działa nietolerancja, patologiczne uprzedzenia. Media Michnika, Lisa, Bonieckiego i podobne same były przyczyną i źródłem hejtu i nagonek na środowiska katolickie i strasznie naiwny byłby ten, kto by sądził, że nominalna „katolickość” Tygodnika Powszechnego ma w tym kontekście jakieś znaczenie.

Ostatnio te same media utyskują na „wzmagającą falę antysemityzmu”. Postawić przed nimi antysemitę, to jak postawić przed nimi lustro. Na bazie swoich uprzedzeń przez lata budowali nietolerancję, teraz dziwią się, że szambo wybiło kilka metrów dalej.

Uprzedzenia wpłynęły na debatę publiczną dewastująco. Całkowicie bezproduktywny jest dialog z rasistami, antysemitami czy fanami Michnika, którzy postrzegają rzeczywistość przez pryzmat chorych emocji: dla jednych godny pogardy jest „czarnuch” lub „Żyd”, dla innych „katolik”.

Przedstawiciele formacji „okrągłostołowych” dopiero od niedawna, widząc, że społeczeństwo jest bardziej skomplikowane niż się im zdawało i w coraz większym stopniu się od nich dystansuje, z nieśmiałością dochodzą do konkluzji (w mniejszym stopniu propagandyści pokroju Lisa ale analitycy typu Aleksandra Smolara jak najbardziej), że pomylili się w ocenie siły i liczebności środowisk konserwatywnych, narodowych, wyznaniowych, antyestablishmentowych. Jednak ich uprzedzenia wobec tych środowisk znów działają podobnie jak ślepy rasizm i antysemityzm – negatywne emocje biorą górę i sprawiają, że ludzie ci nie są zdolni do głębszej refleksji, bo gdyby ją podjęli, musieliby skonfrontować się z własną nędzą moralną i powiedzieć „przepraszam”.

3. Utrwalanie mitów historycznych.

Jak powstają mity historyczne? Na przykład tak, jak mit o ataku (atakach) polskiej kawalerii konnej przeciwko niemieckim czołgom we wrześniu 1939r. Pierwszym winnym rozpowszechnienia tej bzdury jest nazistowska propaganda: Niemcy przekazali zachodnim korespondentom wojennym informację, jakoby 1 września pod Krojantami doszło do szarży polskiej kawalerii na niemieckie jednostki zmechanizowane. Manipulacja miała na celu przedstawienie polskiej armii jako głupich szaleńców. W rzeczywistości miał miejsce atak na piechotę niemiecką, natomiast ukryte w lesie niemieckie transportery opancerzone odpowiedziały z zaskoczenia ogniem z karabinów. Szukając sensacji i dobrego tematu do publikacji, zachodni dziennikarze przekazali zmanipulowaną informację na ten temat „szerokiemu światu”, przy czym włoski korespondent Indro Montanelli jeszcze ją ubarwił. Po wojnie władze komunistyczne nie prostowały kłamstwa, świadomie dyskredytując przedwojenne władze sanacyjne jako nieodpowiedzialne, winne zacofania polskiej armii. W ten sposób Niemcy, zachodni korespondenci i władze PRL, każdy z zupełnie innych pobudek, przyczynili się do utrwalenia mitu, który pokutuje w świadomości do dziś.

Jakie mity utrwalano w III RP?

Mitem jest np. przekaz o „obaleniu komunizmu przez polską opozycję”, przedstawianie Polski jako „inicjatora przemian demokratycznych” w całej Europie Wschodniej, a więc i w Związku Sowieckim, sprowadzane czasem nawet do haseł o „obaleniu komuny przez Lecha Wałęsę”. Tego typu narrację podtrzymują nie tyle historycy, ile solidarnościowi „etosowcy” w rodzaju Andrzeja Celińskiego czy Henryka Wujca. Wydaje się, że przynajmniej niektórzy z nich rzeczywiście wierzyli /wierzą w swą niezwykłą historyczną, kolektywną moc sprawczą.

Z pewnością można mówić o znaczącym udziale polskiej opozycji w transformacji ustrojowej, ale przedstawianie opozycji jako siły sprawczej zmiany systemu jest nadużyciem: oznaczałoby to, że atomowe supermocarstwo ze stolicą w Moskwie przestraszyło się strajkujących stoczniowców, zwłaszcza jednego z wąsami i uległo im rozpadając się na kawałki. Przyczyny upadku komunizmu były przede wszystkim ekonomiczne: mając świadomość niewydolności systemu, jego zapóźnienia technologicznego, stojąc przed widmem ekonomicznej katastrofy i przegrywając wyścig zbrojeń ekipa Gorbaczowa sama inicjowała przemiany we własnym kraju, jak i w państwach satelitarnych. W niektórych z nich (Polska, Czechosłowacja) dla uwiarygodnienia procesu przebudowy dopuszczono do władzy opozycję, w innych (Rumunia, Bułgaria) opozycji nie było, więc nie było kogo dopuszczać (istnienie opozycji antykomunistycznej w Rumunii końca lat 80-tych także jest mitem).

Bez „Solidarności” komunizm też by upadł, choć w sposób mniej spektakularny i romantyczny. Polacy uwierzyli w potęgę dawnej opozycji bo potrzebowali pięknej legendy na osłodę siermiężnych lat, opozycjoniści – podkreślenia własnych zasług (sukces ma wielu ojców), a zachodni politycy – pasa transmisyjnego w postaci legendarnych opozycjonistów jako partnerów do wyściskania, dialogu i przedstawienia swych oczekiwań względem „młodej demokracji”.

Istnieje wreszcie, rzecz jasna mit Okrągłego Stołu – budujących, służących zgodzie narodowej porozumień ponad podziałami. W rzeczywistości mało które wydarzenie w historii Polski w takim stopniu przyczyniło się do wykopania rowów oddzielających „swoich” od „pozostałych”.

 

Leśna konspira w Magdalence

Zgodnie ze Słownikiem języka polskiego PWN, spisek to „tajne porozumienie grupy osób dla osiągnięcia jakiegoś celu”. Czy w latach 1988-89 w ośrodku konferencyjnym MSW w Magdalence miało miejsce porozumienie grupy osób dla osiągnięcia jakiegoś celu? Zgodnie z wiedzą historyczną – tak. Czy treść rozmów była tajna? Zgodnie z wiedzą historyczną rozmowy miały charakter poufny. Polskiemu społeczeństwu przypisano jedynie rolę niedoinformowanego obserwatora owoców leśnej konspiry – porozumień lewicy „mundurowej” z lewicą „styropianową”. Były to rozmowy o nas bez nas.

To prawda, że część ustaleń z Magdalenki przybierała formę oficjalnych i jawnych porozumień, jednak poufność rozmów gwarantowała, że informacje i sytuacje niewygodne dla uczestników rozmów nie ujrzą światła dziennego. To jest „konspira”.

Optymiści mogliby sądzić, że aby polskie społeczeństwo uniknęło niepotrzebnych napięć, aby było bardziej organiczne i solidarne wystarczyło w 1989 roku rozmawiać z ludźmi zamiast kryć się przed nimi w lesie, w tajnym ośrodku MSW. Ale to miraż. Po pierwsze – pod koniec lat 80-tych Polska była nadal satelitą Moskwy, gdzie jawność była fikcją, a gospodarze imprezy – posłusznymi wykonawcami ogólnikowych sowieckich instrukcji przewidujących dopuszczenie do władzy „umiarkowanej opozycji”. Po drugie – chowanie się przed opinią publiczną w lesie jest dość naturalne w sytuacji, gdy część planów i zamierzeń stron rozmów zwiastuje hańbę i żenadę.

W jakim stopniu uczestnicy rozmów w Magdalence mogli „otworzyć się” przed opinią publiczną? Czy Kiszczak miał ogłosić na konferencji prasowej, że zamierza puścić z dymem część dokumentacji MSW przy milczącej akceptacji drugiej strony? Czy rozmówcy mieli oficjalnie przyznać, że żadnym wyjaśnieniem kwestii zabójstw politycznych czasu schyłkowego PRL-u nie są zainteresowani, a zaangażowani w prześladowanie opozycji funkcjonariusze bezpieki uzyskają w tzw. wolnej Polsce szczególne przywileje? Czy mieli ujawnić raporty i analizy działającego w latach 1986-89 niejawnego tzw. zespołu trzech, w składzie: Stanisław Ciosek – sekretarz KC, Jerzy Urban – rzecznik rządu, Władysław Pożoga – zastępca szefa MSW, w których mowa o postępującej utracie przez władze zaufania społecznego oraz planach działań obliczonych na rozbicie i ośmieszenie opozycji? Czy mieli oficjalnie przyznać, że jednym ze sposobów na utrzymanie wpływów „ferajny” ma być uwłaszczenie na majątku państwowym, czyli zwykłe złodziejstwo?

Okrągły Stół nie był żadnym „przełomem” ani „dialogiem”. Był podjętym z inspiracji władz Związku Sowieckiego przedsięwzięciem odrzucanych przez społeczeństwo władz późnego PRL, mającym na celu ocalenie ile tylko możliwe z dotychczasowego, korzystnego dla nich systemu wpływów i uwarunkowań, z instrumentalnym wykorzystaniem części zdziesiątkowanej, zdezorientowanej i inwigilowanej opozycji.

Wreszcie – skąd się właściwie biorą nietrafne słowa „porozumienie” i „dialog” na określenie komunikacji dwóch stron, z których jedna jest uzbrojona po zęby, a jej siła idzie przed prawem? Czy warto podtrzymywać okruchy mitu?

Zastanówmy się.

 

Miłosz Szuba

 

Źródło:  MYŚL  KONSERWATYWNA, 24 marca 2018.

 

   , 2018.03.29.

KOMENTARZE

  • Wypędzeni z partii, rządu, bezpieki… (1)
    http://46bah7dkfu-flywheel.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2016/05/Dziennik-Polski-29-marca-1968-Moshe-Dajan-600x360.png

    Od kilku tygodni trwa wściekła, oszczercza nagonka na Polskę Izraela i światowej diaspory żydowskiej. Nie ma podłości, której by nam nie zarzucano. Nagonkę tę wspierają politycy opozycji antypolskiej – Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej.

    http://46bah7dkfu-flywheel.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2018/03/Michnik-Stefan-zbrodniarz-komunistyczny-ofiara-antysemityzmu.jpg

    Sędzia wojskowy kpt. Stefan Michnik. tel. +46 31 380 23 93, +46 70 871 58 22
    Zbrodniarz komunistyczny – ofiara polskiego antysemityzmu. Przyrodni brat Adama Michnika. Był sędzią między innymi w procesach: majora Zefiryna Machalicy (wyrok śmierci, wykonany, o wykonaniu wyroku nie poinformowano rodziny, pośmiertnie rehabilitowany); pułkownika Maksymiliana Chojeckiego (wyrok śmierci, nie wykonany); por. Andrzeja Czaykowskiego, w egzekucji którego uczestniczył; mjr. Jerzego Lewandowskiego (niewykonany wyrok śmierci); płk. Stanisława Weckiego (13 lat więzienia, zmarł torturowany, pośmiertnie zrehabilitowany, mjr. Karola Sęka (wyrok śmierci, stracony w 1952 r.). W 1969 r. wyjechał do Szwecji. (pl.wikipedia.org)

    Pretekstem do tej kampanii stała się nowelizacja ustawy o IPN-ie. Jak wskazywałem w poprzednich dwóch „Kalejdoskopach”, reakcja władz polskich na ten atak ma charakter lękliwy, reaktywny, deklarujący chęć „dialogu”, tłumaczenia istoty ustawy, itp.

    Jeden premier Morawiecki wykazał odwagę i w czasie konferencji prasowej w Monachium powiedział prawdę, co oczywiście spotkało się z kolejną falą ataków. Pobyt grupy polskiego zespołu ds. dialogu historyczno-prawnego w Izraelu, mimo zapewnień jej uczestników chyba niewiele przyniósł, bo przecież ani Izraelowi, ani światowym organizacjom żydowskim nie zależy na żadnym dialogu, ale na złamaniu Polski i ściągnięcia z naszego kraju haraczu w wysokości 65 mld USD (niektóre organizacje żydowskie podniosły tę kwotę już do 300 mld USD!).

    Co oczywiste, taki wydatek spowodowałby ruinę Państwa Polskiego. Ale przecież można przekazać majątek w naturze i byłby on zarządzany przez Żydów. Powstałaby wtedy nowa klasa – „szlachta jerozolimska”. A kto ma kapitał, ten ma władzę. Polacy staliby się wówczas obywatelami już nie drugiej, ale trzeciej kategorii. Ale to dopiero początek nagonki. Za chwilę mamy 50 rocznicę tzw. wydarzeń marcowych i wtedy nastąpi huraganowa, zmasowana agresja na Polskę i Polaków. Zamiast uprzedzić ten atak, okazuje się, że

    znowu zamierzamy przeprosić,

    czego dowodem projekt uchwały Senatu wniesiony przez prof. Jana Żaryna. „Władze komunistyczne w 1968 r., uruchamiając antysemickie wiece nie reprezentowały woli Narodu, a jedynie Moskwy; jednak komunistami byli także Polacy, za których wypada przeprosić wyrzucone wówczas rodziny polskie pochodzenia żydowskiego, przepraszamy — czytamy w projekcie senatora PiS.

    Przypomina on zdjęcie z desek Teatru Narodowego „Dziadów” Adama Mickiewicza, czemu sprzeciw wobec „cenzorskich posunięć władz oraz kłamliwej propagandy wyrazili przede wszystkim młodzi Polacy, głównie – ale nie tylko – studenci”. Wskazuje, że protest ten objął całą Polskę, a jego symbolem stał się wiec 8 marca 1968 r. na Uniwersytecie Warszawskim w obronie studentów wyrzuconych z uczelni, brutalnie spacyfikowany przez oddziały milicji i ORMO.

    W projekcie podkreślono, że protest młodzieży zbiegł się z czystkami w aparacie partii i administracji dokonywanymi przez grupę komunistów polskich, a skierowanymi od 1967 r. przeciwko osobom pochodzenia żydowskiego. „W wyniku nagonki antyżydowskiej, dla której wygodnym pretekstem stało się opowiedzenie się ZSRS po stronie arabskiej w wojnie z Izraelem, władze wyrzuciły z kraju w ciągu kolejnych lat blisko 20 tysięcy Polaków pochodzenia żydowskiego …” Prof. Żaryn zaznacza też: „Wyjeżdżający z kraju zarzucali jednak antysemityzm nie narzuconym Polsce w wyniku jałtańskiej zmowy rządom komunistycznym, ale Polakom, współtworząc czarną legendę o Narodzie”.

    Ofiary represji antyżydowskich w partii – kontynuuje Żaryn – zostały wsparte przez znaczną część środowisk inteligencji polskiej, kontestującej ekipę Gomułki za tzw. „odejście od Października ’56” oraz za dławienie kultury i wolności wypowiedzi”. Według Żaryna „w pamięci Polaków Marzec ‘68 należy do kanonu polskich miesięcy budujących naszą drogę ku niepodległości” .

    Autor proponuje, by Senat upamiętnił polską młodzież, która … domagała się prawa do wolności oraz tą uchwałą oddał sprawiedliwość „tym, którzy wstawili się za ówczesną młodzieżą”, a szczególnie posłowi Jerzemu Zawieyskiemu z koła „Znak” oraz Stefanowi Kisielewskiemu i Pawłowi Jasienicy. „Zostali oni poddani wówczas brutalnej nagonce prasowej, bez prawa do obrony” — pisze Żaryn.

    Proponuje też, by Senat „w sposób szczególny przypomniał i docenił postawę hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego z prymasem kardynałem Stefanem Wyszyńskim i kardynałem Karolem Wojtyłą na czele”.

    Dalej autor utrzymuje, że „ówczesne władze komunistyczne, uruchamiając antysemickie wiece i przymuszając Polaków do brania w nich udziału, a także wprowadzając w przestrzeń publiczną patologiczne nastroje antyżydowskie, nie reprezentowały woli Narodu, a jedynie Moskwy i jej interesy wewnątrz-komunistyczne oraz międzynarodowe”.

    A kończy następująco: „Musimy jednak przyznać, że komunistami byli także Polacy, za których dziś wypada nam przeprosić, zarówno wyrzucone wówczas rodziny polskie pochodzenia żydowskiego, jak i ich potomków żyjących obecnie często w nieświadomości, komu zawdzięczają swój los. Przepraszamy!”.

    Pomijając ogólniki oraz z gruntu tendencyjną i współgrającą z narracją żydowską prezentację wydarzeń marcowych, szczególnie razi propozycja przeproszenia, czemu sprzeciwia się nawet część kolegów autora z PiS.

    Kolejne rocznice Marca ’68 stanowią dla diaspory żydowskiej oraz polityków i publicystów w Izraelu zawsze okazję do oszczerczych zarzutów wobec naszego kraju oraz Polaków. Przypomnijmy tylko

    niektóre oszczerstwa żydowskie.

    Np. na łamach „Jerusalem Post” Daniel Schatz, utrzymuje, że Żydzi wtedy stali się obiektem fizycznej przemocy, byli pozbawiani obywatelstwa, zmuszani do emigracji, więzieni, bici, poddawani torturom (!). Cytuje wspomnienia Leo Kantora z Opola, który skarży się, że nie przedłużono mu umowy o pracę. Odrzucił on ofertę zatrudnienia na uczelni, bo była w innym mieście. Udał się do Szwecji i stamtąd nieprzerwanie biadolił o „pieprzonych polskich antysemitach”. Ale publicysta przystępuje do rzeczy: „w 2000 r. Aleksander Kwaśniewski w imieniu Polaków przeprosił za te czyny, a 8 lat później potępił je Lech Kaczyński, ale w Polsce ciągle nie ma politycznej woli przyznania się do odpowiedzialności wobec ofiar etnicznych czystek.

    I ogłasza apel. „Polska nie wypracowała sposobu rozwiązania zasadniczej kwestii odszkodowań dla tych, których pozbawiono mienia. Nie postawiła też w stan oskarżenia żadnego ze sprawców. Warszawa musi uchwalić odpowiednie ustawy przewidujące pełne odszkodowanie i zwrot skradzionego mienia. Sprawa jest nagląca. Czas najwyższy wyrównać wszystkie krzywdy i stawić czoła upiorom przeszłości …”

    Według Szymona Wiesenthala liczba uratowanych Żydów polskich jest zdecydowanie znikoma w porównaniu z liczbą Żydów, którzy mogli uciec z obozów lub gett. Gdyż ci, którym udało się zbiec, byli schwytani przez polską ludność i przekazywani Niemcom. Stawka za głowę Żyda wynosiła 100 złotych i litr wódki. Polacy zawsze chętnie pili wódkę. Tak pisał człowiek uratowany przez Polaków, przyjmowany w Polsce z honorami, odznaczony przez Wałęsę krzyżem Polonia Restituta. Podobnie fetowany był Jan Tomasz Gross.

    Nathaniel Popper w „The Jewish Daily Forward”, gazecie żydowskiej wydawanej w Nowym Jorku, nawołuje Żydów i Niemców, by połączyli siły przeciw Polsce, by zjednoczyła ich restytucja mienia Tekst nosi znamienny tytuł: „Bitwa roszczeniowa rozszerza się na polski front”. Czytamy tam, że wspólna walka Żydów i etnicznych Niemców stwarza nową sytuację w historii roszczeń tych, którzy „przeżyli Holocaust”. Cóż, gdy chodzi o pieniądze, Żydzi nie mają żadnych skrupułów i gotowi są na najbardziej plugawą kolaborację, nawet ze swoimi katami.

    Przypomnijmy też pozew jedenastu Żydów złożony w nowojorskim sądzie przeciwko RP. Piszą oni, że polityka obowiązująca w Polsce przez ostatnie 54 lata sprowadzała się do wygnania, co do jednego, Żydów z Polski, poprzez czystki etniczne i rasowe, przemoc i szantaż, w tym tortury i morderstwa. Ci, którzy przeżyli Holocaust, byli mordowani, bici, gwałceni, terroryzowani, torturowani, plądrowani i zmuszani do emigracji, bez prawa do odzyskania bądź zarządzania posiadanymi nieruchomościami. Polski rząd zezwalał na te ohydne czyny, aż Żydzi poddali się z wyczerpania i opuścili Polskę, pozostawiając w niej swoje mienie.

    Czy trzeba dodawać, iż Ambasada RP nie zareagowała na tę ohydę?

    Żądania odszkodowań, połączone z pogróżkami nie ustają.

    Na portalu Światowego Kongresu Żydów zamieszczono apel nowojorskiego prawnika Menachema Rosensafta, wzywający Amerykanów żydowskiego pochodzenia do bojkotu Polski. Prezes organizacji opatruje go komentarzem: „Doceniam okazywaną przez polski rząd przyjaźń Izraelowi, ale liczę, że usiądzie do stołu, rozpocznie rokowania i wypłaci ofiarom Holocaustu i ich spadkobiercom odpowiednie odszkodowanie”. Tak, to Polska ma płacić za zbrodnie niemieckie. I płaci, na razie częściowo. Rząd PO-PSL wprowadził ustawę, w myśl której ci, którzy urodzili się w Polsce i są ofiarami niemieckich lub sowieckich represji lub urodzili się po wojnie w rodzinie, która została zmuszona do opuszczenia Polski, otrzymują miesięczną rentę.

    Zupełnie niedawno „Jerusalem Post” powołując się na bliżej niezidentyfikowany amerykański dokument, pisał: „Antysemityzm w armii gen, Władysława Andersa osiągnął taki poziom, że żydowscy żołnierze czuli się przymuszeni do opuszczenia jej szeregów i przyłączenia się do innych siła alianckich”. Nawet nie opublikowano fotografii tego dokumentu, nie podano także do jakich to „innych sił alianckich” dołączyli ci Żydzi. A prawda jest taka, że po prostu zdezerterowali w Palestynie. Zanim przejdziemy do rzeczywistego opisu wydarzeń marcowych, należy

    sięgnąć do historii,

    gdyż marzec ’68 stanowi jeden z elementów walki toczonej od zarania na polskiej (choć nie tylko) lewicy: między nurtem kosmopolitycznym (internacjonalistycznym) – zdominowanym przez Żydów, a nurtem patriotycznym, któremu przewodzili ludzie myślący i działający zgodnie z – tak czy inaczej przez nich rozumianym – interesem narodowym.

    Pierwsze starcie nastąpiło między Zygmuntem Berlingiem a mafijną organizacją żydowską – Centralnym Biurem Komunistów Polskich z Alfredem Lampem i Jakubem Bermanem na czele. Lampe tak skomentował pomysł Stalina utworzenia I Dywizji: „A na ch.. nam to potrzebne. My mamy Armię Czerwoną i to nam wystarczy”. Skoro Stalin postawił na swoim, CBKP i ZPP zadbały, by opanować I Armię. Na sześciu kolejnych szefów Głównego Zarządu Politycznego WP tylko jeden był Polakiem.

    Kadrę kierowniczą aparatu politycznego, Informacji, Prokuratury i sądownictwa, II Zarządu Sztabu Generalnego też opanowali Żydzi. Np. na 30 politruków w drugiej dywizji 27 było Żydami. “Swoimi” obsadzano prawie wszystkie stanowiska pełnomocników ZPP, czym kierowała Julia Brystygierowa, osławiona „Luna”, późniejsza dyrektor V Departamentu MBP. Na tym tle toczyła się dramatyczna i tragiczna walkę dowódcy I Dywizji gen. Berlinga, który chciał uczciwego sojuszu ze Związkiem Sowieckim, ale nie rozumiał, że Stalin wykonawcami swych planów wasalizacji Polski uczynił ludzi z CBKP. Z zimnym rozmysłem wybrał Żydów do roli narzędzi swej polityki wobec Polski. Żydzi – i to nie tylko czołówka CBKP – gorliwie, z ogromnym zaangażowaniem przyjęli wyznaczoną im przez Kreml rolę pacyfikatorów i nadzorców Polaków.

    Drugim etapem była próba podporządkowania GL/AL, właściwie nieudana, wraz z próbą zamordowania Mieczysława Moczara na wniosek funkcjonariusza CBKP – Leona Kasmana (późniejszego wieloletniego naczelnego “Trybuny Ludu”(!)

    Trzeci etap to opanowanie aparatu PPR, UB, wojska, wywiadu, kierowniczych stanowisk w poszczególnych resortach. Po tym nastąpił etap czwarty – walka z „odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym”. Polegała ona na wykańczaniu czołówki “krajowców” z PPR i GL/AL. Rozprawę tę uzasadniali stalinowską tezą o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę budowy socjalizmu. Z jednym wyjątkiem: Otóż nieludzkie prawa „zaostrzającej się walki klasowej” nie obejmowały obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Nie ścigano nawet tych Żydów, którzy współpracowali z Niemcami w dziele eksterminacji swoich rodaków, nawet policjantów żydowskich, nawet żydowskich gestapowców Gancwajcha. Najbardziej złowrogą, krwawą rolę odegrali Żydzi w bezpiece. Jej żelazną gwardię stanowili Kujbyszewiacy.

    Do lipca 1944 roku przeszkolono w Kujbyszewie około 200 przyszłych funkcjonariuszy organów BP. Trzon tej gwardii stanowili Żydzi. A organizujący UB Roman Romkowski zadbał o „właściwy” skład narodowościowy bezpieki. Realizacja czwartego etapu oznaczała oczyszczenie aparatu władzy z resztek Polaków, mających choćby najskromniejsze poczucie narodowej tożsamości, zwycięstwo żydowskich aspiracji i dążeń w Polsce, a wraz z upadkiem Gomułki i ludzi z jego układu padła ostatnia w Polsce linia oporu przeciw sowietyzacji Polski, przeciw zniewoleniu.

    Przechodząc do zmian w 1956 .r, trzeba obalić funkcjonujący do dziś stereotyp jakoby tzw. Natolińczycy (frakcja polska) stanowili twierdzę stalinizmu, a tzw. Puławianie (frakcja żydowska) byli zwolennikami odnowy i demokratyzacji. Było wręcz odwrotnie. To właśnie Natolińczycy chcieli pełnej rehabilitacji Gomułki i jego ludzi, a przede wszystkim personalnego rozliczenia winnych zbrodni w latach stalinizmu. Stanowiło to śmiertelne zagrożenie dla Puławian, wywodzących się przede wszystkim z CBKP, którzy chcieli ograniczyć “odnowę” do ogólnikowego potępienia „okresu błędów i wypaczeń”, wiedząc, że personalne rozliczenia dotkną głównie ich obóz.

    W ich rękach znajdowały się jednak media, które wykorzystali, by Natolińczyków przedstawić jako stalinowców, a siebie jako obrońców demokracji i suwerenności. Posiadali też wpływy w kręgach intelektualnych. Gdy Zenon Nowak zaatakował na VII plenum KC szczególne uprzywilejowanie mniejszości żydowskiej w aparacie władzy, Puławianie przystąpili do kontrataku. Wyciągnęli wówczas straszak “antysemityzmu”. Zwyciężyli na osławionym VIII plenum KC PZPR w 1956 r., wprowadzając swoich ludzi do Biura Politycznego. (Gomułka wprowadził tylko jednego swojego człowieka – Ignacego Logę-Sowińskiego.)

    W ten sposób nowy I sekretarz partii okazał miłosierdzie swoim śmiertelnym wrogom i sprawcom potwornych zbrodni.

    Osłaniając Puławian, nie dopuszczając do ich zdemaskowania, powstrzymując działanie sprawiedliwości i w końcu zawierając z nimi układ, stworzył Gomułka warunki do awantury marcowej 1968 r.

    Idąc po raz drugi, po stalinowskiej przerwie, swoją drogą do socjalizmu w tym samym towarzystwie co w latach czterdziestych, doszedł do tragicznego finału grudnia 1970 r.

    Natolińczycy przegrali z Puławianami, ale na scenie politycznej pojawił się na początku lat 60. nowy ruch, którego określeniami zamiennymi były: Partyzanci, moczarowcy, narodowi komuniści, nurt patriotyczno-socjalistyczny. Ruch ten obejmował coraz szersze kręgi: PZPR, kombatantów z AK i AL, ludowców, wojsko. Przyciągnęli też część środowisk intelektualnych, będących dotąd domeną środowisk żydowskich. Do nich dołączali młodzi aktywiści partii.

    Szczególnego znaczenia zaczął nabierać, kiedy Moczar został szefem MSW w 1964 r. Podjęli wówczas ofensywę tak merytoryczną (np. walka o pełną rehabilitację AK i walka ze szkołą szyderców w twórczości) oraz personalną – z otoczenia Gomułki usunęli większość Puławian. Powoli Puławianie zaczęli tracić stanowiska na rzecz Partyzantów. Po raz pierwszy w historii PRL rozpoczęła się repolonizacja życia publicznego.

    Wbrew obecnej propagandzie Partyzanci byli postrzegani przez Kreml jako „antyradzieccy nacjonaliści”, a szczególnie ich przywódca. Gdy Roman Zambrowski na posiedzeniu politbiura zaatakował Moczara i jego ludzi za tworzenie „prawicowej frakcji” w PZPR, zapłacił za to funkcją w politbiurze, jako że Gomułka doskonale pamiętał tę retorykę z czasów rozprawy z „odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym”. Puławianie rozpoczęli wojnę z Gomułką, a Partyzanci stali się jego zapleczem.

    Ale … zarówno Partyzanci jak i Puławianie nie mieli żadnego programu naprawy i reform. Ta kompletna bezprogramowość obydwu stron konfliktu ujawniła się dopiero w chwili wybuchu otwartej wojny. Klęska Puławian w 1968 r. nie oznaczała zwycięstwa Partyzantów. Gomułka, wierny swojej samobójczej taktyce balansowania między frakcją żydowsko-kosmopolityczną a patriotyczną, znowu uchronił, jak w latach 40. i 1956 r., tych pierwszych od totalnej klęski.

    Awans Moczara na sekretarza KC stał się początkiem klęski jego osobiście i jego formacji. Po Grudniu 1970 Gierek i Jaroszewicz – nienawidzący i bojący się Moczara – odsunęli od władzy przywódcę Partyzantów (w niewyjaśnionych do końca okolicznościach). Stało się to początkiem rozpadu tej formacji.

    Upadek Gomułki, a wkrótce potem także Moczara, doprowadził do szybkiego rozpadu ruchu Partyzantów. To zaś stworzyło warunki do odrodzenia lobby postpuławsko-postkomandosowskiego. W Polsce Gomułki i Moczara byłoby to niemożliwe. W Polsce Gierka i Jaroszewicza stało się realne. W Polsce Jaruzelskiego, Rakowskiego, Kiszczaka … dokonało się pojednanie spadkobierców Bermana, Minca, Zambrowskiego…



    Przeczytaj Część 2.



    Zbigniew Lipiński
    3 marca 2018 r.
    Myśl Polska, nr 11-12 (11-18.03.2018)
    http://mysl-polska.pl/

    Wypędzeni z partii, rządu, bezpieki… (2)
    http://www.polishclub.org/2018/03/28/wypedzeni-partii-rzadu-bezpieki-2/
  • Dziś mamy kontynuację tego geszeftu
    https://wpolityce.pl/swiat/388197-w-czerwcu-moze-dojsc-do-wizyty-polskiego-rzadu-w-izraelu-polska-strona-chce-zorganizowac-polsko-izraelskie-forum-gospodarcze
  • Okrągły stół – największa manipulacja w historii
    Zarobili głównie komuniści a Polacy stracili 30 lat

    https://wzzw.files.wordpress.com/2014/05/okragly_stol_damazy_kwiatkowski_pap600.jpeg

    28 lat temu rozpoczęły się oficjalnie obrady tzw. Okrągłego Stołu. To dość długo przygotowywana operacja przez służby specjalne PRL, działające pod nadzorem swoich sowieckich zwierzchników.

    Okrągły Stół był operacją wpisująca się w politykę kosmetycznych zmian mających na celu ratowanie systemu, które wasalnym państwom zaaplikował szef sowieckiej kompartii Gorbaczow.

    Komuniści do tej operacji przygotowywali się dość długo, przesz cały czas czyszcząc podziemną Solidarność z autentycznych działaczy. Kiedy w lutym 1989 r. rozpoczęły się rozmowy ze stroną społeczno-solidarnościową, ta w ogromnej większości była reprezentowana przez agentów SB, na czele z Lechem Wałęsą lub składała się z ludzi poprzednio „spacyfikowanych” przez system.

    Okrągły Stół miał za zadanie formalnie podzielenie się polityczną władzą, przy zachowaniu ogromnych majątków przez komunistów, które oni zagrabili społeczeństwu. Z tego powodu po drugiej stronie siedziało tak ludzi na których organizator Okrągłego Stołu gen. Kiszczak miał teczki (potocznie miał haki).

    Poniżej przedstawiamy opinie znanych polityków o tym wydarzeniu.

    Stanisław Michalkiewicz – publicysta: Z tego między innymi powodu uważam, że Okrągły Stół był mistyfikacją, zaaranżowaną przez komunistyczne tajne służby przy pomocy swoich konfidentów oraz tak zwanych pożytecznych idiotów – żeby zakamuflować w ten sposób umowę między razwiedką a tak zwaną „lewicą laicką” – czyli stalinowcami, którzy w różnych okresach i z różnych powodów wystąpili przeciwko partii – umowę o podział władzy nad narodem polskim. Stworzono wprawdzie pozory, iż dzięki tej umowie naród odzyskał polityczna suwerenność, ale te pozory zostały odrzucone 4 czerwca 1992 roku, kiedy to próba ujawnienia komunistycznej agentury w strukturach państwa została błyskawicznie storpedowana przez obydwie strony umowy okrągłego stołu.

    Kornel Morawiecki – marszałek senior Sejmu: Okrągły Stół zaprzepaścił wielką ideę solidarności. Wepchnął Polskę w nomenklaturę, nieprawy kapitalizm. Przyniósł niewymierne straty moralne i słabnięcie polskiej tożsamości.

    Jan Olszewski – b.premier (wypowiedź o wyborach 4 czerwca będących następstwem okrągłego stołu): Trudno to traktować jako święto wolności. Raczej święto żałoby po wolności.

    Janusz Korwin-Mikke: Okrągły Stół był przekazaniem władzy agentom generała Kiszczaka.

    Antoni Macierewicz – minister obrony narodowej: Okrągły Stół został ułożony w Moskwie według koncepcji gorbaczowowskiej przemian europejskich.

    Krzysztof Wyszkowski – działacz Solidarności: Okrągły Stół był teatrem odgrywanym na użytek publiczny.

    Andrzej Gwiazda: – b. wiceprzewodniczący Solidarności : Okrągły Stół był kapitulacją. Kapitulacją w imieniu całej opozycji stanu wojennego. Proszę też pamiętać, że Okrągły Stół był tylko w Polsce – nie był budowany w żadnym innym kraju, a jednak tam też komunizm skończył się, upadł. Można w związku z tym porównać wyniki. Otóż Polska ucierpiała na likwidacji komunizmu znacznie mocniej niż inne kraje, gdzie okrągłych stołów nie było – z tego można by wyciągnąć prosty wniosek, że przyczyną katastrofy polskiej transformacji był właśnie Okrągły Stół, a nie co innego.

    Wojciech Tomaszewski • wolnosc24.pl
    fot. PAP

    Odtajnione szyfrogramy komunistów z 1989r.
    z Wałęsą się dogadaliśmy; Solidarność będzie popierać socjalizm;
    będziemy sterować obradami Okrągłego Stołu

    https://i1.wp.com/wolnosc24.pl/wp-content/uploads/2017/02/szyfrogram_wolnosc24pl.jpg

    Dzisiaj mija 28 lat od rozpoczęcia obrad tzw. Okrągłego Stołu. Z odtajnionych szyfrogramów MSZ z roku 1989 wyłania się obraz pełnej współpracy z okrągłostołową opozycją. Solidarność zapewniała, że będzie popierać socjalizm a Wałęsa i Michnik potakiwali gen. Kiszczakowi.

    Z ujawnionych szyfrogramów wynika, że komuniści bardzo dobrze przygotowali i zaplanowali całą okrągłosotołową operację. Opozycja była wyselekcjonowana i spolegliwa wobec władzy. Wałęsa nie sprawiał Kiszczakowi żadnych problemów. Był uznawany za siłę, która będzie działać po myśli PZPR. Dawał się przekonać do wszystkich propozycji Kiszczaka.

    https://i2.wp.com/wolnosc24.pl/wp-content/uploads/2017/02/szyfrogram0_wolnosc24pl.jpg

    Przedstawiciele Solidarności, którzy zostali zaproszenie do flirtu z władzą, zapewnili PZPRowców, że nie ma odwrotu od socjalizmu.
  • WPS
    "Okrągły Stół nie był żadnym „przełomem” ani „dialogiem”. Był podjętym z inspiracji władz Związku Sowieckiego przedsięwzięciem odrzucanych przez społeczeństwo władz późnego PRL, mającym na celu ocalenie ile tylko możliwe z dotychczasowego, korzystnego dla nich systemu wpływów i uwarunkowań, z instrumentalnym wykorzystaniem części zdziesiątkowanej, zdezorientowanej i inwigilowanej opozycji."

    Autor i Talbot... nie da się tego czytać, na jakim etapie wy jesteście :)))
  • @stanislav 11:51:56
    Hehehe... oni piszą historię od nowa wg scenariuszy z Hollywood.
    Prawda nie ma znaczenia liczy się polityczna potrzeba , polityczny interes.

    Dla nich z Niemcami walczył tylko Anders i przeklęci bandyci... i za to komuniści się mścili na przeklętych bandytach.. bo przecież komuniści popierali Hitlera.

    Taką mniej więcej historię piszą. To Talmudyczna interpretacja historii.
    Dokładnie to samo jest z katastrofą Smoleńską.
    Tak samo jest dzisiaj ze Skripalem otrutym jakimś świństwem.
    To dokładnie to samo przywiązanie do prawdy, do zasad logiki, do prawa międzynarodowego...

    Taka sama talmudyczna logika sugeruje silne talmudyczne sterowanie w każdym z tych przypadków.
    To nie zbieg okoliczności, to logika rodem z Talmudu.
  • @Talbot 11:08:06
    "Przedstawiciele Solidarności, którzy zostali zaproszenie do flirtu z władzą, zapewnili PZPRowców, że nie ma odwrotu od socjalizmu."
    Jacy "Przedstawiciele Solidarności" ?
    To była żydokomuna dogadana z USraelem, by dokonać rozkradzenia tego co było stworzone przez PRL.
    Plan Balcerowicza/Sachsa, to był plan rabunku Polski, realizowany do 2016 roku. Po wyborach w 2015 roku zastąpiono go planem POLIN, wg Manifestu
    Ruchu Odrodzenia Żydowskiego w Polsce z 2011 roku:

    http://culture.pl/pl/artykul/manifest-ruchu-odrodzenia-zydowskiego-w-polsce
  • @35stan 12:34:42
    To solidaruchy miały podwójne władze ?
    To kurde kto w końcu wybierał władze solidaruchów w tym "demokratycznym" ruchu ?
    Sami się wybrali ?
    Kto masowo sabotował Polską gospodarkę ? Komuchy czy Solidaruchy.
    Kto zmusił Władze PRL do ustąpienia ? Komuchy czy 10 lat nieustannych strajków aż do zagłodzenia narodu czyli samych siebie.

    To solidaruchy (większość to prości pożyteczni idioci spod ambony sterowani przez KK z JPII na czele) wymusili na Jaruzelskim oddanie władzy ..
    Jaruzelski już miał do wyboru albo strzelać i siła stłumić solidaruchów albo się poddać. Bo cofać już nie miał się dokąd. Dalsza zwłoka oznaczała wojnę domową. Raz 13 grudnia Jaruzelski uchronił już Polskę przed takim scenariuszem. Solidaruchy już zmawiały się do rozwiązań siłowych.

    To solidaruchy doprowadziły do największej grabieży Polski w całej historii tego kraju. Kto głosował na Bolka i jego ekipę w tym na Kaczyńskich ?
    Komuniści czy solidaruchy ? (pożyteczni idioci głosowali jak widać i nie byli to tzw komuniści czyli lewica).

    Prawdy nie da się zakłamać talmudyczną interpretacją historii.
  • @Oscar 14:27:34
    "To kurde kto w końcu wybierał władze solidaruchów w tym "demokratycznym" ruchu? Sami się wybrali?"

    Pytasz dyskutując o Okrągłym Stole.
    Wałęsa stworzył przy pomocy Kiszczaka t.zw. Drugą Solidarność. To była zbieranina agentów, oportunistów i karierowiczów z jednym naiwniakiem. Nie byli oni wybrani w demokratycznych wyborach z pośród pierwszej, prawdziwej Solidarności, rozbitej już przez komunistyczny aparat władzy.

    I tacy właśnie ludzie reprezentowali nas, jako strona społeczna.

    Jeżeli nie znasz odpowiedzi na swoje pytania to się nie kompromituj i nie zabieraj głosu.
  • Po komentarzach Ich poznacie...
    https://img8.dmty.pl//uploads/201509/1443043381_dfmcpa_600.jpg
  • "Prawdziwe nazwisko syjonisty-Gorbaczowa to Garber"
    http://fabrykamemow.pl/uimages/services/fabrykamemow/i18n/pl_PL/201705/1494925402_by_anonymous_500.jpg


    Nowy podręcznik do historii państwa i
    prawa przeznaczony dla rosyjskich szkół milicyjnych stwierdza, że
    za śmiercią Józefa Stalina i rozpadem Związku Radzieckiego stoją
    "syjoniści" - informuje dziennik "Wriemia Nowostiej".

    "To syjoniści fizycznie usunęli Stalina" w 1953 roku napisał autor podręcznika 80-letni Wasilij Drożżin, wykładowca uczelni MSW w Petersburgu.

    Podręcznik zatytułowany "Historia ojczystego państwa i prawa. 1985-1991" przedstawia również rozpad ZSRR, jako "działanie syjonistów" i stwierdza, że prawdziwe nazwisko "syjonisty" Michaiła Gorbaczowa to "Garber".

    Praca "tłumaczy przyszłym milicjantom, kto jest odpowiedzialny za wszystkie niepowodzenia kraju - napisała gazeta. - Książki ultranacjonalistów nie są niestety rzadkie (...). Co jest najbardziej zaskakujące to fakt, w jaki sposób taka książka mogła ukazać się na uczelni w Petersburgu, która kształci rosyjskich milicjantów".

    Książka ukazała się w nakładzie tysiąca egzemplarzy.

    W 2007 roku podręcznik historii najnowszej, napisany przez Aleksandra Filippowa dla rosyjskich szkół, wywołał oburzenie wykładowców i historyków, którzy oskarżali pracę o "rewizję roli Stalina" i "usprawiedliwianie represji".

    https://wiadomosci.wp.pl/prawdziwe-nazwisko-syjonisty-gorbaczowa-to-garber-6032751791969409a

    Michaił Gorbaczow: możliwy nowy związek w granicach ZSRR
    - Związek Radziecki z oczywistych względów nie może zostać przywrócony. Jednak można stworzyć nowy Związek. W dawnych granicach ZSRR i z tymi samymi członkami na zasadzie dobrowolności. Sądzę, że nowy Związek jest możliwy - powiedział Michaił Gorbaczow w rozmowie z agencją TASS.

    https://wiadomosci.wp.pl/michail-gorbaczow-mozliwy-nowy-zwiazek-w-granicach-zsrr-6068726697951873a

    Do działania Paliaki!
  • @Casey 15:14:22
    Kto pyta nie błądzi... zdawanie pytań jest niedopuszczalne ?
    To bardzo "specjalny" rodzaj "..demokracji"

    Twoje rozumowanie jest równie naiwne jak majaki Macierewicza w sprawie Smoleńska albo majaki angielskiej premier w sprawie zatrucia ruskiego agenta... i wiele innych przykładów po stronie tzw zachodu...talmudycznego zachodu o talmudycznej "logice".
  • @Oscar 15:45:09
    Przyjmując za dobrą monetę wasze tłumaczenia (wbrew logice)
    to trzeba powiedzieć że dalej szkodzicie Narodowi Polskiemu.
    Dzielicie i skłócacie ten naród a naród podzielony i skłócony jest słaby i niezdolny do obrony np przed globalną mafią żydowską.

    Można się zastanawiać czy to dalej głupota czy jednak świadoma działalność ? tak czy siak szkodliwość taka sama.

    Gnoicie mądrzejsza część Narodu Polskiego tę część która budowała PRL
    w sensie gospodarczym (naukowcy, inżynierowie, technicy.. ateiści...)
    To większość Narodu .. do kościoła biega góra 30% narodu...

    Jesteście tak podobni moralnie do tego "sędziego lustracyjnego" który znęcał się nad Oleksym by nie dopuścić go do rządzenia.
    Ostatnio ten "sędzia" wypowiadał się na temat odbierania emerytur mundurowym... porzygałem się z głębi serca.

    Historycznie jesteście czarną plamą na historii Polski.
    To kim jesteście zależy tylko od tego co robicie... więc nie miejcie żalu do innych że tacy jesteście.

    Miałem nadzieję że PIS pokaże klasę... a pokazuje "czarne podniebienie".
    (klasa to pojednanie narodowe ponad podziałami, czarne podniebienie to wręcz przeciwnie)
  • @Oscar 16:11:02
    Z.Wrzodak zadał Autorowi notki (przy jakimś wcześniejszym poście) pytanie: czy przypadkiem nie nazywa się Lejb Fogelman (szkolny kolega Kczyńskich, brał udział a największych prywatyzacjach - czytaj: złodziejstwach -? - polskiego majątku).
  • @Talbot 15:15:49
    http://i65.tinypic.com/28iayyb.jpg
  • @Rzeczpospolita 19:42:22
    Kiedyś uważałem Wrzodaka za jednego z ekstremistów solidarności.
    Taki prawicowy odpowiednik Albina Siwaka (lewica)
    Obaj operowali mocnym, dosadnym językiem.

    Siwaka zawsze lubiłem mówił bezkompromisowo prawdę.
    Dzisiaj polubiłem Wrzodaka.
    To co dzisiaj pisze jest zbieżne z tym co ja widzę i pewnie co widzi Siwak.
    To bardzo dobrze że poglądy lewicy i prawicy się zaczynają zbiegać w punkcie niepodległości Polski (raczej jej utraty) i polityki prowadzonej przez rządzących po 89r.

    To prowadzi to jakiejś formy porozumienia ponad podziałami.
    A w przyszłości może i do zasypywania tych podziałów, do zabliźniania ran a nie do ich brutalnego zaogniania jak czyni to PIS (polityka gloryfikacji bandytów przeklętych, odbieranie emerytur mundurowych za pracę w PRLu, niszczenie pomników, skrajne i bezczelne wręcz zakłamywanie historii).

    Jest kilka wytłumaczeń takiej polityki...
    Które jest prawdziwe ... odpowiedź przyniesie wiatr...
  • Bohater Wałęsa
    Jak byłam na studiach to na naukach politycznych w 1980roku pan dr -nie podam nazwiska, bo może jest teraz profesorem i sobie tego nie życzy, opowiadał nam o koncepcjach podziału m.in. Europy. Były to takie czasy, że co rusz zaglądał, czy za drzwiami nikt nie stoi. Były to ciekawe wykłady. Wałęsa jako współpracownik został wykreowany na bohatera narodowego
    Pomysł likwidacji komuny w tej części Europy wcale nie zrodził się w Polsce,
    tutaj siedzą tylko kukły i zasrańce, które nie mają wpływu na nic. Dlatego nigdy nie zapisałam się do partii ani do Solidarności.
  • @Oscar 08:44:05
    Dla uzupełnienia obrazu trochę wyciągów z google nt Siwaka.
    https://www.google.pl/search?source=hp&ei=ciu_WpnqEqPi6ATLorTwBw&q=komunista+PZPR+Siwak&oq=komunista+PZPR+Siwak&gs_l=psy-ab.3...722.15974.0.16308.24.16.1.0.0.0.1332.1332.7-1.1.0....0...1.1.64.psy-ab..22.2.1602...0.0.ZC44nWTFBhU

    Warto poczytać co Siwak opowiada o sobie o swojej historii a tym samym o historii PRLu .. co mówił po pojawieniu się Solidarności..

    Warto to wszystko zestawić z tym co dzisiaj wiemy.
    Warto też zastanowić się dlaczego Siwaka tak bardzo nienawidzili w Solidarności..czemu go tak atakowali..

    Siwak to taki "Lepper" czasów PRLu... mimo to nikt go nie "zlikwidował" a Leppera tak..
    To taka różnica między PRL em a "demokracją" po żydowsku.
  • @Oscar 13:29:12
    a tutaj wywiad z Siwakiem
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/08/wywiad-bez-znieczulenia-z-albinem-siwakiem-o-powojennej-historii-i-aktualnej-sytuacji-polski/

    Warto posłuchać...i zestawić to co mówi z tym co widzimy...
    i z tym co nam mainstreamowe media wmawiają.
  • @Oscar 13:40:19
    Ciekawy fragment od 1:07 nt Stefana Bratkowskiego z KC.
    Teraz wiadomo czemu S.Bratkowski miał takie dobre notowania w mediach po 89r mimo że komunista i to z KC.

    Warto poczytać sobie o nim np w Wikipedii.
  • @Oscar 17:19:16
    Tutaj ciekawy artykuł rozszyfrowujący who is who w "Polskiej demokracji.
    https://wolna-polska.pl/wiadomosci/piekne-opracowanie-postaci-kod-2016-12

    I jak tu nie zgadzać się z Siwakiem ?

    I pomyśleć że mój bliski kolega prawie przyjaciel z czasów studiów
    (dawne czasy) po latach spędzonych w USA czy Kanadzie, po powrocie do Polski, niedawno się deklarował jako aktywista KODu i niemal ortodoksyjny neoliberał.
    Inny kolega z młodości bywał blisko z Lechem Smoleńskim.

    Mnie nie wciągnęło...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

ULUBIENI AUTORZY