Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
812 postów 6537 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

CIA kontra GRU: boje ekstrasensów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W latach 70 w CIA zaczęli pracować Ekstrasensi.

 

Udało im się nie tylko odtajnić dane na temat najnowszych radzieckich broni, ale też odkryć naszą rezydenturę na Zachodzie. Amerykanie byli pewni, że ZSRR nigdy nie będzie w stanie odpowiedzieć tym samym. Ale się rozczarowali. O tym jak powstawał tajny radziecki program „Wojen mózgowych”, opowiada specjalista wojskowy, doktor nauk technicznych i filozoficznych generał-lejtnant Aleksiej Sawin.

 

Historia wojen psi sięga II wojny światowej, kiedy to Niemcy przeprowadzili masowe eksperymenty na więźniach obozów koncentracyjnych. Celem tych eksperymentów było rozwiązanie trzech głównych zadań. Po pierwsze, osiągnięcie maksymalnej fizycznej zdolności organizmu w ekstremalnych warunkach. Po drugie, poszukiwanie eliksiru geniuszu, za pomocą którego każdy człowiek może zostać zmieniony w supermana. Po trzecie, rozwój psychotechniki mający wpływ na świadomość innych ludzi.

Po wojnie wszystkie opracowania, wraz z naukowcami zostały przewiezione do USA. W latach 50 i 70 nastąpił prawdziwy boom w eksperymentach dotyczących brutalnej kontroli świadomości. Odpowiedzialne za to były takie programy jak „Artyszok”, „Niebieski ptak”, „MK-Ultra”. W tych eksperymentach brały udział nie tylko ośrodki badawcze, ale nawet więzienia i szpitale.

Ale wtedy CIA postanowiła pójść inną drogą — wykorzystać ekstrasensów. Tak powstał program „Gwiezdne wrota”. Na całym świecie szukano ludzi ze zdolnościami ponadnormalnymi.

– Ile takich osób było zaangażowanych w program i jakie było ich główne zadanie?

– Jeśli mówimy o amerykańskich operatorach – około 50 osób. Na całym świecie, jak sądzę, było ich kilka tysięcy.

Głównym celem programu było zebranie informacji wywiadowczych o Związku Radzieckim. Mogli oni łatwo określić na mapie, gdzie i jaki obiekt jest budowany, jego charakterystykę techniczną, również nowego samolotu lub nowej strategicznej łodzi podwodnej. Drugie zadanie — kontrwywiad. Ujawnienie naszych agentów aby oczyścić swoje rządy. Mogli oni według listy podać charakterystykę każdego człowieka. I oczywiście kwestie związane z określeniem planów kierownictwa naszego kraju lub wojskowych — oni również stali na pierwszej linii i byli jednymi z podstawowych działań.

– Jakie są przykłady najbardziej udanych wyników, jakie udało im się osiągnąć?

– Ich wiodący ekstrasens — Joseph McMonagle rozrysował ze szczegółami nasz Semipałatyński poligon jądrowy, korzystając ze zdjęć satelitarnych i mapy topograficznej. Rozpisał w jakim korpusie jakie odbywają się prace, w jakim kierunku zmierzają badania, co tam schowano, gdzie jest tajna aparatura, gdzie dowództwo tego poligonu.

McMonigl został nazwany ich agentem 001 – głównym bojowym ekstrasensem. Nabył te zdolności w Wietnamie, gdy został poważnie ranny – odkrył zdolności po swojej śmierci klinicznej.

– Po prostu spojrzał na obraz topograficzny obszaru, dostroił się i otrzymał konkretne informacje co dokładnie jest w tych budynkach?

– Powstawały u niego obrazy, rozrysowywał je a potem już rozpisywał ich treść. W ten sam sposób rozrysował fakt budowy naszego nowego okrętu podwodnego, nawet wskazał czas jego wodowania. Amerykanie nie lenili się, umieścili swojego satelitę w tym miejscu i zarejestrowali fakt wodowania łodzi dokładnie w czasie wskazanym przez ekstrasensa. Opisał zarówno łódź, jak i charakterystykę układu napędowego, układ broni – jakie tam zostały zainstalowane pociski.

Teraz McMonigl jest na emeryturze, ale również wykonuje świetną robotę – szuka zaginionych osób głównie w Japonii i do tego bardzo skutecznie. Wówczas dla nas było to niezrozumiałe. Wszyscy szukali zdrajców, szpiegów w swoich strukturach. Ale okazało się, że jest zupełnie inaczej.

— Udało się panu poznać twórców programu „Gwiezdne wrota”. Jak to się stało?

– Po tym, jak specjaliści ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii otrzymali szereg imponujących praktycznych wyników, Gorbaczow zażądał aby dowiedzieć się co to za rodzaj tajnego programu i stworzyć coś równie efektywnego. Był rok 1989, popularne były wtedy hasła odprężenia i współpracy. Na tej fali zaprosiliśmy naszych amerykańskich kolegów do Moskwy. Inną rzeczą jest zbieranie informacji, a inną rozmowa z żywymi ludźmi. Ważne dla mnie było spojrzenie w oczy wrogom.

– Ale dlaczego zgodzili się przyjechać?

– Uważali nas zapewne za krótkowzrocznych i byli pewni, że znajdujemy się w epoce kamienia. To była wyraźna pogarda z ich strony i do tego nieskrywana. Dlatego powiedzieli wszystko o co zostali zapytani. Byli pewni, że nigdy ich nie dogonimy.

– Od czego zaczęła się odpowiedź na amerykański program „Gwiezdne wrota”?

– Pojechałem do Natalii Pietrowny Bechtierewej, ówczesnego szefa Leningradzkiego Instytutu Mózgu. Jak wiadomo jej dziadek – profesor Władimir Bechtierew – w latach dwudziestych interesował się problemem rozwoju ponadzdolności. Przyjaźnił się z trenerem Durowem – razem przeprowadzali eksperymenty na zwierzętach w dziedzinie transferu myśli na odległość. Natalia Bechtierewa interesowała się tym tematem.

Ona pierwsza powiedziała, że jeżeli pójdziemy drogą Amerykanów, szukając utalentowanych ludzi i stosując ich zdolności w zadaniach, będziemy pozostawać w tyle. Przede wszystkim chcieliśmy wykorzystać takich ludzi do rozwiązywania zadań wojskowych, zadań kontrwywiadowczych i administracji publicznej. Żeby dopuścić tych ludzi do tajnych dokumentów, potrzeba bardzo dużo czasu. A potem widać było, że ekstrasensi jednego dnia pracują dobrze, następnego gorzej. Niezbyt wysoka stabilność. W tym samym czasie Wandze wychodziło raz bardzo dobrze, a raz źle.

Postanowiono, że nie będziemy szukać środków psychologicznych, ale zrozumiemy naturę tych zjawisk. Bechtierewa dobrała bardzo silną ekipę naukowców – koło 200 ludzi z całego Związku Radzieckiego. Szukała tylko geniuszów. Byli to zarówno cybernetycy, matematycy, a także fizycy i psychologowie – ogólnie bardzo dobry zespół. Natalia Bechtieriewa powiedziała: jeśli zagłębimy się w naturę takich rzeczy, nie będzie żadnych niepowodzeń. Będziemy przysposabiać takich ludzi, którzy w naturze po prostu się nie występują. Idealnych.

Oczywiście, niezbyt na początku w to wierzyłem. Ale potem gdy przeczytałem literaturę zrozumiałem, że już zajmowano się tą sprawą. Ale żeby instytucja państwowa zajmowała się takim problemem, jeszcze czegoś takiego nie było. I uwierzyłem. I co dziwne, wbrew naszym oczekiwaniom, już po półtora roku poznaliśmy naturę tych fenomenalnych zdolności. Znaleźliśmy sposób, jak zrobić geniusza z człowieka o przeciętnych umiejętnościach.

– Okazuje się, że mózg każdego człowieka można ustawić na otrzymywanie żądanej informacji?

– Zgadza się. Zrobić strojenie. Najpierw trzeba zrównoważyć lewą i prawą półkulę. Gdy tylko zaczną zgodnie i harmonijnie działać, co generalnie nie jest dane nam przez naturę, w procesy automatycznie zaczyna włączać się podkora mózgu. I tutaj dokładna korekta, taka „mikrochirurgia” informacji o energii powoduje, że włącza się i cały – człowiek geniusz. Otrzymuje informacje o wysokiej wiarygodności i w szerokim zakresie.

– Okazuje się, że niektórzy ludzie – ci sami sławni ekstrasensi – rodzą się z właściwym dostrojeniem mózgu? Albo coś wydarzyło się w ich życiu – np. gwałtowna utrata wzroku jak u Wangi?

– Tak, ale nam to nie wystarczało. Bechtierewa wytłumaczyła, i wszyscy zgodziliśmy się z tym, że trzeba stworzyć idealne dostrojenie. To czego natura człowiekowi w zasadzie nie daje. Chociaż zgodnie z logiką rozwoju człowiek powinien osiągać taki idealny stan. Ale pogoń za komfortem, w tym za komfortem myślowym mocno przytępiło nasze postrzeganie. Sami sobie postawiliśmy bariery. Nasze społeczeństwo od dzieciństwa wpędza nas w takie ramy – tak nie można, za to zbiją, za to ukarzą. To właśnie te ograniczenia bezwarunkowo przeszkadzają w rozwoju mózgu.

– W jaki sposób odbywa się strojenie mózgu?

– Na początku postanowiliśmy aby nie stosować hipnozy do wchodzenia w odmienny stan świadomości, żadnych zastrzyków, tabletek ani ziół. Czy człowiek może oddziaływać na wodę? Może. Może oddziaływać na kwiatek – pozytywnie z nim rozmawiać. Idzie tu o czysto mentalne oddziaływanie na głowę. Rozmawiamy, biesiadujemy i w godzinę wszyscy już są dostrojeni. Rozmowę prowadzi się w taki sposób aby człowiek nie czuł dyskomfortu. Żeby siedział i spokojnie słuchał. Kiedy spokojnie słucha jest otwarty na wszystko. I tutaj w naszym Instytucie Medycyny Wojskowej taka metoda została oficjalnie utworzona. Stworzyliśmy katedrę szkolenia oficerów na bazie Moninskiej Lotniczej Akademii im. J. Gagarina, która pracowała od 1992 do 2012 roku. Szkolono tam oficerów -do sztabów, wywiadu, kontrwywiadu.

– Na czym polegała ich praca?

– Co jest szczególnie ważne dla oficera sztabowego w przygotowywaniu operacji? Wiedzieć co myśli wróg. Jakie ma plany, jaki układ sił i środków – samolotów, czołgów, samochodów. Znać kierunek uderzenia. Powinien czuć i rozumieć gdzie są zamaskowane obiekty, w które trzeba uderzyć lotnictwem, w które artylerią. Uczestniczyli w przesłuchaniach jeńców wojennych – kłamie lub nie, o czym myśli czego jeszcze nie wiemy. Oto co powinien umieć.

– Czy to znaczy, że ludzie przygotowani za pomocą waszych metod, dosłownie potrafili czytać w myślach?

– Praktycznie. Wielu z tych oficerów pracowało podczas operacji wojskowych w Czeczenii. Przede wszystkim musieliśmy określić składy wroga, kwaterę główną i samych bandytów.

– W 1994 roku ponownie spotkał się pan z twórcami programu „Gwiezdne wrota”. Jakie było pańskie drugie spotkanie?

– Byli zaszokowani. Zaczęliśmy od opisania przyczyn zabójstwa Kennedy’ego i wszystkich szczegółów tego dnia. Nie było dostępu do tych danych. Wywarło to na nich wrażenie. Potem zaczęli zadawać pytania, a nasi chłopcy odpowiadali. Na przykład takie pytanie: myślałem o pewnej osobie, podaj jej rysopis. Wiedzieli jakie pytania zadawać. Ale nasi poradzili sobie świetnie. Amerykanie byli po prostu zszokowani.

– Okazuje się, że prace, nad którymi spędzili kilka dziesięcioleci, wykonaliście w przeciągu dwóch lat?

– I nawet je przewyższyliśmy. Zrozumieliśmy, że są zdezorientowani. Od tego czasu zaczęli nas szanować, mamy z nimi kontakty. Nie powiem, że przyjacielskie, ale takie normalne ludzkie stosunki. Zaczęliśmy się z nimi komunikować, a kiedy wszyscy przeszli na emeryturę razem postanowiliśmy zaprosić ich do Moskwy. Mieli pomysł – umówmy się i napiszmy scenariusz filmu, zrobimy kasowy film fabularny w Hollywood. My zaproponowaliśmy – na początek napiszmy wspólnie książkę, zobaczymy czy coś z tego wyjdzie. W kwietniu zostanie opublikowane drugie bardziej szczegółowe wydanie naszej wspólnej książki „Psi-wojny: Rosja i Ameryka”.

– Powiedziałeś kiedyś, że twoi operatorzy byli w stanie udać się do istot z innych światów.

– Nie ustalaliśmy takiego zadania. To było tylko takie hobby – jako równoległy program. Mamy klucze dostępu do innych cywilizacji. Ale ta praca była dla nas z jednej strony interesująca, a z drugiej – drugorzędna.

– Czy ta cywilizacja, która weszła z wami w kontakt, jaka jest jej rola w życiu Ziemian? Ona kontroluje nas, obserwuje?

– Zadaniem ich jest monitoring. Nie wtrącają się, ale monitorują sytuację. Zbierają informacje. Naszym zadaniem było, ja tak to widziałem, nawiązanie kontaktu informacyjnego, aby opowiedzieli coś o swojej etyce, cywilizacji. Jak idzie z wychowaniem, wykształceniem, administracją publiczną. Coś o technologiach.

– Czy to jest cywilizacja człekopodobna?

– Ogólnie rzecz biorąc są to w zasadzie transformery, mogą przyjmować dowolną formę, postać. Ci operatorzy, którzy z nimi rozmawiali mówili, że są podobni do nas, a z drugiej strony jakby nie my. Po oczach można było zauważyć, że to nie my. Prawie całkowity brak emocji, chociaż bardzo życzliwie prowadzili rozmowy z uśmiechem, ale emocje były nieobecne. Pokazaliśmy im, że nie są tak fizyczni jak my.

Nie próbowaliśmy rozwijać tego kierunku. Obawialiśmy się, że dotrze to do naszych władz i zmuszą wszystkich do rzucenia tego czym się zajmujemy i zajęcia się tylko obcymi. Zachcą się z nimi skontaktować, itp … I jak oni na tę sprawę wszyscy spojrzą?

Jedna sprawa, że ustąpiliby pod wpływem próśb naszych operatorów i weszli w kontakt, ale jak dalej by się to potoczyło nikt nie wiedział. Do tego spoczywała na mnie odpowiedzialność za psi-programy, nie mogłem o tym zapominać.

– Dzisiaj psi-wojny przeniosły się na poziom informacyjny. Wydaje się, że współcześni „magowie” koncentrują się na wpływie na duże masy ludzi – starają się zmusić ich do myślenia w pożądanym kierunku?

– Szukają sposobów wpływania poprzez kanały informacyjne – telewizja, Internet, radio. Ponieważ ludzki mózg jest na to podatny. I jeżeli dobrać określone kody można spowodować oddziaływanie. Ale uważam, że zajmie to dużo czasu zanim dotrą do tych kodów.

W rzeczywistości powinna to być bardzo wysoce intelektualna rzecz, która zmusiłaby nas do myślenia inaczej. Puki co osiągnięcie tego za pomocą jakiegoś urządzenia nie da się osiągnąć. Tak, można wprowadzić człowieka w stan niezrównoważony. Ale musi być jeszcze jedna osoba, która przedstawi odpowiednią sugestię.

– Nawet na przykładach „pomarańczowych” rewolucji widać, że przy całej sile oddziaływania innej strony wyniki nie zawsze są przewidywalne.

– Całkowicie zgadzam się – toporne metody. Wywołują jakąś ostrą reakcję. Ale tak aby intelektualnie, subtelnie, tak żeby nie było zauważalne, na razie ani u nas ani u nich to nie wychodzi.

– Czy wszystkie te straszne opowieści o tym, że nas programują lub zombirują za pomocą kanałów informacyjnych to fantastyka?

– Tutaj nie wolno nam zapominać, że każdy człowiek w chwili narodzin związany jest ze światem poza ciałem. W codziennym życiu istoty te nazywane są aniołami stróżami. Przywiązane one są do każdego z nas. I pomijając je, po prostu na nas takie oddziaływanie — nie wychodzi. Trzeba najpierw się z nimi umówić aby pozwoliły na przekodowanie człowieka. A jak z nimi się rozmówić, gdy na razie nawet Amerykanie nie posiadają takiej technologii.

– A co z opowieściami o straszydłach, jaki wpływ na człowieka mają nowoczesne gadżety?

– To nie są straszydła. Jednoznacznie. Jeżeli dać sygnał i wzmocnić jego moc, co można zrobić w prosty sposób, zadziała to na mózg. Przy czym destrukcyjnie. Bez żadnego kodowania – po prostu mózg ulegnie zniszczeniu. Ludzki mózg jest bardzo delikatny. Po 30 latach neurony zaczynają obumierać. A jeśli włączysz jeszcze coś takiego, to nie trzeba pić wódki ani zażywać narkotyków. Jednorazowa komenda z satelity po prostu zabije mózg. On się stopi. Procesy informacyjne w mózgu zostają zabite i można spowodować w ten sposób cokolwiek – zarówno raka jak i chorobę krwi.

– Czy człowiek w ogóle może się obronić, jest to realne?

— Nie będę owijał. Powinien być systemem bezpieczeństwa w obszarze takiego oddziaływania. Należy przyjąć uchwałę o certyfikacji takich funduszy o kontroli bezpieczeństwa ich pracy. Konieczna jest profilaktyka, aby człowiek po dłuższym czasie był sprawdzany – wykonany encefalogram mózgu. Człowiek powinien znać zasady samokontroli – to jest jak umycie rąk przed jedzeniem. Przynajmniej zredukować powinno się to do niezbędnego minimum, kontaktu przez telefon.

– Możliwe jest wyśledzenie, czy jakiś satelita ma niepożądane oddziaływanie?

– W zasadzie jest to możliwe. Chociaż koszty byłyby ogromne. Ale współczesne technologie pozwalają wyśledzić taki impuls śmierci. Technicznie problem został rozwiązany. Łatwiej jest stworzyć państwowy system ochrony dla wszystkich ludzi niż dla konkretnej osoby.

Obecnie ludzie są bezbronni. Można wbudować specjalny chip do telefonu. Będzie zamaskowany pod jakimś szczegółem. Przyjdzie komenda z satelity i wszyscy otrzymamy potężne negatywne oddziaływanie.

Według moich informacji trwają prace nad ochroną. Moje kontakty ze specjalistami w dziedzinie radiotechniki pozwalają wyciągnąć wniosek, że ludzie zajmują się już tym problemem.

– Wspomniał pan, że zgodnie z metodologią, prace są prowadzone nie tylko z dorosłymi, ale także z dziećmi.

– Ta metoda pozwala we wczesnym dzieciństwie ujawnić niezwykłe zdolności dzieci. Trzeba ich nauczyć super pamięci, aby mózg działał prawidłowo. A po dwóch lub trzech latach nauczania dziecko naprawdę staje się geniuszem i wszystko u niego będzie przychodzić szybciej. A co najważniejsze, będzie miał wewnętrzne przeświadczenie – mogę zrobić wszystko. Pojawia się poczucie bezgraniczności swoich możliwości, zrozumienie, że można dokonać rzeczy niemożliwych.

W następnym roku w Monino zostanie otwarty pierwszy kadecki korpus Prezydencki, dekret już podpisano. Chcemy stworzyć tam taki program – aby rozwinąć harmonijne, utalentowane i wszechstronne osobowości. Nie tylko dla sił zbrojnych, ale również dla cywilnych sfer działalności.

źródło

źródło2

 

https://treborok.wordpress.com/cia-kontra-gru-boje-ekstrasensow/?preview=true

KOMENTARZE

  • Dla większości to "Teorie spiskowe"
    "Odpowiedzialne za to były takie programy jak „Artyszok”, „Niebieski ptak”, „MK-Ultra”. W tych eksperymentach brały udział nie tylko ośrodki badawcze, ale nawet więzienia i szpitale."
    Następcą "MK-Ultra" był projekt "Monarch", ofiary liczone w setkach tysięcy.
    https://ukrytawladza.wordpress.com/2012/03/29/korzenie-i-techniki-kontroli-umyslu-monarch/
  • Przepowiednia zaczyna się spełniać?
    https://www.koniec-swiata.org/wp-content/uploads/2018/03/proroctwa-koniec-%C5%9Bwiata-590x393.jpg


    Proroctwo o końcu świata ma nowe potwierdzenia.
    Od momentu, gdy w 2016 roku pojawiła się wiadomość o utracie łączności z chińską stacją kosmiczną „Tiangong-1”, eksperci próbują obliczyć dokładną datę jej upadku na Ziemię.

    W tej chwili wszyscy eksperci zgadzają się, że stanie się to wiosną 2018 roku. Pierwotnie jako miejsce upadku wskazywano Europę. Data zmieniała się od 17 marca do 21 kwietnia. Dzisiaj terminy zostały zredukowane do 24 marca-19 kwietnia. Przewidywanym miejscem upadku jest stan Michigan w USA.

    https://www.koniec-swiata.org/wp-content/uploads/2018/03/Chi%C5%84ska-stacja-kosmiczna-Tiangyong-1-spada-swobodnie-na-Ziemi.jpg

    Chińska stacja kosmiczna Tiangyong 1 spada swobodnie na Ziemi

    Amerykańska organizacja badawcza Aerospace Corporation również wymieniła ten stan jako region o największym prawdopodobieństwie upadku „Tiangong-1”, donoszą rosyjskie media.

    Strona internetowa Satflare, która śledzi w 3D w Internecie ponad piętnaście tysięcy satelitów, poinformowała, że ​​stacja spadnie w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Wszyscy eksperci zgadzają się, że kolizja stacji z Ziemią nastąpi w Stanach Zjednoczonych.

    https://www.koniec-swiata.org/wp-content/uploads/2018/03/Chi%C5%84ska-stacja-kosmiczna-Tiangyong-1-spada-swobodnie-na-Ziemi-1.jpg

    Tiangyong 1
    Proroctwo Indian Hopi

    Właśnie wtedy przypomniano o proroctwie Indian Hopi o pojawieniu się Błękitnego Kachina, który też przyniesie ze sobą koniec świata.

    Koniec świata: zgodnie z proroctwem, apokalipsa ludzkości nastąpi po dziewięciu znakach, z których ostatni przewiduje pojawienie się „mieszkań w niebiosach”. Jedno z nich spadnie na naszą planetę z okropnym hukiem.

    Warto zaznaczyć, że „Tiangong” w tłumaczeniu z chińskiego oznacza nie tyle mieszkanie, co „niebiański pałac”. I spadnie w dość niebezpiecznym miejscu — na szerokości kaldery Yellowstone, gdzie sejsmolodzy odnotowują teraz bezprecedensową aktywność magmy, która wróży najsilniejsze trzęsienie ziemi. Trudno wyobrazić sobie konsekwencje, kiedy 8,5 tony z prędkością kosmiczną wpadnie do kaldery.

    Koniec świata: Indianie Hopi przewidują, że po upadku „niebiańskiej siedziby zatrzęsie się cała Ziemia”, będzie dużo dymu i ognia. Rozpocznie się wielka wojna, która będzie ostatnią dla ludzkości.
    źródło: pl.sputniknews.com

    https://www.koniec-swiata.org/koniec-swiata-proroctwo-przepowiednia-zaczyna-sie-spelniac/
  • Pracowalem kiedys z takim ekstrasensem.Nazywal sie Stanley Geras.
    Przodkowie przyjechali do USA gdzies z Huculszczyzny.Twierdzil , ze jest z krolewskiego rodu cyganskiego. Nie chodzil na studia a byl najlepszym inzynierem (mechanikiem, elektrykiem, elektronikiem) jakiego znalem. Pamiec fotograficzna, przeczytal cos raz i pamietal co na kazdej stronie jest, nawet czytajac techniczne ksiazki, katalogi, potrafil wykrywac gdzie sa bledy drukarskie. Projektowalismy maszyny specjalne, tzn takie, ktorych nikt przedtem nie projektowal, nie bylo na czym bazowac, nie bylo punktu zaczepienia czy odniesienia.Przyklady: maszyna do produkcji pieluch jednorazowych, maszyna do produkcji pierwszych dyskow komputerowych (floppy disc), maszyna do produkcji kaset z tuszem do drukarek komputerowych, maszyna do produkcjii przyrzadu do czyszczenia zebow ultradzwiekami, maszyna do szycia skrzydel samolotow z wlokna weglowego ( teraz stosuje sie klejenie zamiast szycia) i wiele innych.
    Nie moglem wyjsc z podziwu obserwujac tego goscia i podejrzewalem go, ze jest jasnowidzem. Jego przepowiednie doprowadzaly do szalu wlasciciela firmy, przelozonych. W firmie pracowalo ok 50 inzynierow, kazdy co innego projektowal a on przechodzac spojrzal na rysunek i mowil: "w tym miejscu ten mechanizm padnie" co sprawdzalo sie w 100% jak maszyne zbudowano. W koncu zwolniono go z pracy podajac za przyczyne " brak zdolnosci do pracy w zespole, krytykanctwo".Juz nie ma tej firmy bo on byl jej filarem. Jesli chodzi o polityke, wydarzenia swiatowe to gosc tak samo potrafial przewidywac trendy, przyszle wydarzenia. Pamietam dzien 911. Jednym tchem gosc powiedzial kto to zrobil i jak to zrobil. Byl bardzo wierzacy. Zmarl przedwczesnie na raka, nie nacieszyl sie emerytura.
  • Niedzielne wybory w Rosji wygral Wladimir Putin.
    Zapamiętajcie, kto pierwszy podał to info

    8-))))))))))
  • @staszek kieliszek 18:59:54
    Śmierć amerykańskiego Partnerstwa Transpacyficznego...Donald Trump, nowy prezydent USA, nie potrzebował wiele czasu, żeby podjąć strategiczną decyzję. Pierwszego dnia swojej pracy, po zaprzysiężeniu i weekendzie, jednym podpisem anulował amerykański udział w porozumieniu handlowym zwanym Partnerstwem Transpacyficznym. Ta umowa miała być jednym z dwóch wielkich handlowych filarów amerykańskiej strategii w świecie. Miała stanowić wielką zaporę przeciw dalszej handlowej i politycznej ekspansji Chin w rejonie Azji Wschodniej i Pacyfiku. Podpisane 4 lutego 2016 roku w Auckland, w Nowej Zelandii, porozumienie nie przetrwało roku.
    Całość pod linkiem.

    http://czasnahistorie.pl/wojciech-tomaszewski/smierc-amerykanskiego-partnerstwa-transpacyficznego/
  • @staszek kieliszek 18:59:54
    WAT o tajnych broniach kontroli umysłu

    https://youtu.be/7EPibxU9NcA
  • @staszek kieliszek 18:59:54
    Psychotroniczne bronie w ZSRR.
    Rozwój broni psychotronicznych. Psychotronika to nauka o mechanizmach informacyjnych związków, regulacji i kontroli psychiki, energii i fizjologii człowieka. Psychotronika bazuje na twierdzeniu, że podstawy koncepcji, rozwoju i psychofizjologicznego kształtowania organizmu człowieka leżą w informacyjnych procesach – kosmicznych, planetarnych, wszech-organicznych, komórkowych, molekularnych, bioplazmowych, biograwitacyjnych, kwantowych, próżni.

    W 1921 roku został utworzony przez Czeka oddział specjalny do zdalnego oddziaływania na obiekty biologiczne. Opracowania tej spec-sekcji zmieniające swoją nazwę od WCZK do FSB, położyły podwaliny pod metody NLPi, technologii psychotropowych i psychotronicznych. Prace te spowodowały poważne zaniepokojenie grupy rosyjskich naukowców: Pawłowa, Wiernadskiego, Czyżewskiego, Każynskiego i dr kandydat nauk technicznych W.Slepucha potwierdzając, że w początkach rozwoju technik „psi” poddana wpływom w naszym kraju była córka F. Dzierżyńskiego Margarita Telce oraz „docent” D. Luni. Podstawowe środki psychotropowe stosowane były na bazie naturalnych i syntetycznych narkotyków. Ale nawet wtedy zauważono, że efekt deformacji psychiki jest znacznie przyspieszony, jeżeli przedmiot badania znajduje się pod wpływem pola o wysokiej częstotliwości. Całość pod linkiem.


    https://treborok.wordpress.com/psychotroniczne-bronie-w-zsrr/
  • @staszek kieliszek 18:59:54
    WFB: Amerykańskie satelity są bezbronne wobec ataków Rosji lub Chin. Global Positioning System (GPS) zapewnia pracę zarówno precyzyjnej broni, jak i systemów nawigacyjnych w samochodach, a według urzędników amerykańskich jest bezbronny wobec rosyjskich i chińskich pocisków i laserów, pisze dziennikarz "The Washington Free Beacon" Bill Gertz. Występując w Kongresie, minister lotnictwa wojskowego USA Heather Wilson powiedziała, że jej resort pracuje nad stworzeniem odpornych na uszkodzenia satelitów, które obecnie mogą być zniszczone na wiele sposobów: od zakłóceń z Ziemi i cyberataków do bezpośredniego trafienia przez broń antysatelitarną. Taki atak może odbyć się zarówno w Rosji, jak i w Chinach, które już przeprowadziły podobne testy w 2007 roku. Kiedy Wilson mówiła o zagrożeniach w kosmosie, szef sztabu Sił Powietrznych USA David Goldfein przedstawił umotywowany wniosek o dofinansowanie tych działań w wysokości 156,3 mld dolarów w 2019 roku. Według ministra, z powodu zagrożeń dla systemów GPS amerykańskich Sił Powietrznych, należy jak najszybciej zastąpić 30 orbitujących satelitów bardziej odpornymi obiektami. Satelity te zapewniają nawigację dla różnych bezpłatnych dla użytkowników systemów od zamówienia taksówki po obsługę bankomatu. Z kolei, aby chronić lotnictwo, rozwija się obecnie lasery i podobne systemy, które mają "wolność od ataku i wolność ataku". Aby osiągnąć dominację w kosmosie, departament USA rozszerza swoją działalność naukową i eksperymentalną. Główne zagrożenia, według urzędników, pochodzą teraz z Rosji i Chin, które opracowują broń antysatelitarną. Ekspert Robert Koehler powiedział, że trzeba przygotować się nie na odosobnioną wojnę w kosmosie, jak wielu sobie to wyobraża, ale na to, że sektor kosmiczny będzie zaangażowany w konflikt wraz z ziemią, powietrzem, wodą i systemami cybernetycznymi. Według niego Chiny i Rosja już tworzą broń kosmiczną przeciwko Stanom Zjednoczonym. Chiny potrzebują jej, aby Stany Zjednoczone nie mogły prowadzić operacji wojskowych w pobliżu ich granic, a Moskwa próbuje w ten sposób dominować nad państwami w swoim regionie. Zapobiec pracy satelitów może, na przykład, laser, zarówno naziemny, jak i kosmiczny, który może doprowadzić do przegrzania krytycznych systemów satelitarnych. Ponadto satelity mogą zostać trafione rakietą. A najgorsze byłoby, jeśli wróg za pomocą cyberataków mógłby uzyskać kontrolę nad kierowaniem obiektem. Przede wszystkim, jak twierdzą eksperci, należy upewnić się, że atak na satelitę można będzie szybko odróżnić od uszkodzeń spowodowanych wybuchami na Słońcu lub zderzeniem ze śmieciami kosmicznymi. Inny ekspert, były zastępca szefa Pentagonu ds. polityki kosmicznej Doug Loverro przyznał, że Stany Zjednoczone są teraz słabo przygotowane do wojny w kosmosie. Rosja i Chiny, jak powiedział, mogą atakować dowolne amerykańskich satelity, a Stany Zjednoczone nie mogą nawet się temu oprzeć, pisze "The Washington Free Beacon".

    Ps..Biedni wojacy amerykańscy nie trafią ręką do tyłka, by się podetrzeć, bez GPS. Wystarczy jeszcze wyłączyć amerykanom, satelity telekomunikacyjne, a przez USA przejdzie fala samobójstw. Wychodzi na to, że USA można zniszczyć niewielkim kosztem.
  • medrca oko I szkielko to nie wszystko
    Z opisu zdolnosci ekstrasensow wynika,ze ich zdolnosci wielu z nich sa wynikiem tego iz sa to media spirytystyczne.
  • @Herkules 10:50:07
    //sa to media spirytystyczne//
    Ohoho... A cóż to!? Piwo, wóda itp.? O narko była mowa ale to bez spirytu.
    Coś poczytają...
    https://treborok.wordpress.com/telepatia-jest-eksperymentalnie-potwierdzona/?preview=true
    ...to może pogadają. Jak nie to trochu spirytu spróbować, by język rozmlaskać nieco.
  • @Franek Ganek 11:26:30
    Teleportacja ponoć także. Eksperyment Filadelfijski - Tajemnicza poświata i znikające statki. Eksperyment Filadelfia (Projekt Tęcza, względnie Eksperyment Filadelfijski) – nazwa tajnego eksperymentu naukowego, przeprowadzonego przez Marynarkę Wojenną Stanów Zjednoczonych. Eksperyment był przeprowadzony 28 października 1943 roku na amerykańskim okręcie USS Eldridge, stacjonującym w Bazie Sił Morskich USA w porcie Filadelfia i zakończył się tragedią. Większość współczesnych opisów tych wydarzeń opiera się na relacjach Alfreda Bielka, który był ich naocznym świadka. Jako innych świadków zdarzenia cytowano m.in. marynarzy z innego okrętu (USS Andrew Furuseth), który miał wówczas stacjonować obok USS Eldridge.

    Foto: Eksperyment Filadelfijski, zdjęcie z filmu o tym tytule.

    http://www.himavanti.org/public/resources/images/Philadelphia%20Experiment.jpg

    Tajny Eksperyment Filadelfia i teleportacja USS Eldridge - Zrozumieć niewyjaśnione. Super tajny eksperyment przeprowadzony przez marynarkę USA w latach trzydziestych polegający na zamaskowaniu okrętu USS Eldridge. Czyżby technologia Stealth jest sercem tajemniczego doświadczenia ?

    https://www.youtube.com/watch?v=O0lqmLLmROg

    Według aktualnego stanu wiedzy, eksperyment miał dowieść istnienia i zbadać właściwości tak zwanego jednobiegunowego pola magnetycznego. Teorię pod nazwą "Jednolita teoria pola" stanowiącą podstawy eksperymentu próbował opracować Albert Einstein w latach 1925-1927, a także inni fizycy. Według relacji świadków okręt, na którego pokładzie wygenerowano jednobiegunowe pole magnetyczne, po kilku minutach działania tego pola otoczony został szarą lub szaro-zielonkawą mgłą, a następnie stał się całkowicie niewidoczny, czemu towarzyszył oślepiający błysk światła. Wskutek eksperymentu, któremu w niektórych relacjach dodatkowo towarzyszyła teleportacja jednostki, znaczna część załogi rzekomo poniosła śmierć, zaginęła lub zapadła na choroby umysłowe. Eksperyment jest kanwą wielu filmów fantastycznych z portalami do podróży na inne planety we Wszechświecie oraz przechodzeniem do nadprzestrzeni. W połowie października 1943 roku Marynarka Wojenna USA przeprowadziła serię eksperymentów na morzu oraz w stoczni w Filadelfii oraz w Nortflok Newport News w stanie Wirginia. O eksperymencie tym pisano w książkach jednak źródła informacji nie ten temat pozostają utajnione lub poufne z uwagi na tajemnicę wojskową, której złamanie grozi w USA karą śmierci ściganą dożywotnio. Niektórzy świadkowie już zmarli, co nie dziwi, gdyż minęło 60 lat, inni, którzy powinni wiedzieć coś na ten temat milczą z uwagi na tajemnicę wojskową. Eksperyment ten miał na celu uczynić potężny okręt marynarki USA niewidocznym. Do tego celu chciano zastosować specjalne generatory elektromagnetyczne. Okręt stał w doku i za pomocą prądu stałego i zmiennego wytworzono wokół niego silne pole magnetyczne. Wyniki były niesamowite. Niestety dla załogi było to tragiczne przeżycie. Najpierw pojawiło się przymglone zielone światłopodobne do zielonkawej czy szarawo-zielonkawej mgły, o której opowiadają ludzie ocalali z katastrofy w Trójkącie Bermudzkim. Wkrótce wypełniła ona cały okręt i jednostka wraz z załogą zaczęła rozpływać się w powietrzu, widać było jedynie linię zanurzenia. W tym samym czasie niszczyciel pojawił się i znikł w Norfolk w stanie Wirginia. Mogło to być rezultatem przebiegu doświadczenia i wiązać się z efektem przesunięcia w czasie. Były członek załogi doniósł, że próba na morzu zakończyła się sukcesem. Otrzymano pole niewidoczności w kształcie obrotowej elipsy na sto metrów z każdej strony statku. Gdy moc pola zwiększono zaczęli znikać ludzie na pokładzie. Żeby sprowadzić ich z powrotem używano techniki nakładania rąk. Dwa razy kiedy wynoszono go na ląd, kompas okrętu stanął w ogniu, co miało to tragiczne skutki dla niosących. Połowa marynarzy tamtego okrętu momentalnie zwariowała, niektórzy trzymani są do dzisiaj w specjalnych zakładach, gdzie otrzymują pomoc jeśli czują, że unoszą się w powietrzu, jak to nazywają wiszą w powietrzu i tkwią w nim. Człowiek, który znalazł się w takim stanie nie może poruszać się o własnych siłach, jest jakby w stanie nieważkości. Jeśli w takiej chwili nie podbiegnie do niego kolega znajdujący się z nim w polu i nie dotknie go, to wtedy zamarza czy sztywnieje. Kiedy jakiś człowiek zamarza, oznacza się jego pozycję i wyłącza pole magnetyczne. Wszyscy poza zamrożonymi mogą się znów poruszać. Potem członek załogi o najkrótszym stażu musi iść w to miejsce, gdzie jest zamrożony i odszukać jego twarz, lub kawałek odsłoniętej skóry. Rozmrożenie trwa czasem godzinę, kilka godzin, a nawet sześć miesięcy. Do tej pory pozostało niewielu członków załogi biorących udział w eksperymencie. Większość oszalała jeden, po prostu zniknął przez ścianę swojej kwatery na oczach żony i dziecka. Ci, którzy pozostali przy zdrowych zmysłach, oświadczyli, że przenieśli się w przyszłość do roku 1983. Silny wir magnetyczny, pole jednobiegunowe, otwiera coś jak wrota do innego świata lub do innych światów. Ludzie zamieszani w „Projekt Montauk” byli zastraszani, nieposłusznych zaś eliminowano. Jeden z fizyków jądrowych wyjaśnił, na czym polegała specyfika eksperymentu filadelfijskiego. Gdy w 1905 roku Einstein opracował teorię pola niestatecznego, stwierdzono, że po upływie pewnego czasu zmienia ono strukturę cząsteczek. Gdyby cząsteczki, z których zbudowany jest człowiek, oddaliły się od siebie, stalibyśmy się tak rozrzedzeni, że nie widzielibyśmy przed sobą żywych postaci. Z praktycznego punktu widzenia nie byłoby nikogo. To samo stałoby się z całą planetą, jeśli by poddać ją takiemu wirowi magnetycznemu. Badania prowadzone przy okazji tego eksperymentu mogły więc doprowadzić do upadku ludzkiej rasy, gdyby pole miało większy zasięg. Ryzyko dla marynarzy było ogromne, a potencjalne korzyści nie byłyby w stanie powetować strat poniesionych w trakcie projektu. Po eksperymencie wielu członków załogi poddano wielomiesięcznej opiece w specjalnych naukowych ośrodkach badawczych. Część z nich wykazywała zdolności parapsychiczne, stawała się spontanicznie niewidzialna lub potrafiła pojawiać się w różnych miejscach jednocześnie. Niektórzy zapadali na dziwny stan tkwienia w bezruchu podobny do katalepsji. Byli oni w istocie zamrożeni, a proces odmrażania trwał od kilku godzin do kilku miesięcy!

    Tajemnica zielonej poświaty.
    Od połowy października 1943 roku Marynarka Wojenna USA przeprowadziła serię eksperymentów na morzu oraz w stoczni w Filadelfii oraz w Nortfolk Newport News w stanie Wirginia. Amerykańska Marynarka Wojenna oficjalnie nigdy nie przyznała się do przeprowadzenia takiego eksperymentu. Wszelkie wieści zostały pochłonięte przez cenzurę. Wtajemniczeni jednak twierdzą, że odbył się nie tylko jeden eksperyment ale cała ich seria i to niewielkie przecieki z różnych eksperymentów dają obraz całości. Większość współczesnych opisów tych wydarzeń opiera się na relacjach Alfreda Bielka, który podaje się za ich naocznego świadka. 28 Październik 1943 rok - eksperyment "Filadelfia", zwany też eksperymentem "Tęcza". Okręt, którego użyto do doświadczeń był zbudowany na krótko przed jego wodowaniem czyli 25 czerwca 1943 roku. Wyporność 1520 ton, niszczyciel eskortujący USS "Eldridge". Przeznaczenie: ochrona konwojów europejskich niszczonych na Atlantyku przez niemieckie Uboty. Organizator projektu: Urząd Badań Marynarki Wojennej USA (ONR). Prawdopodobni główni uczestnicy eksperymentu to wybitni fizycy: Thomas Townsend Brown, Nikola tesla, John von Neumann i Albert Einstein, który opublikował już teorię względności i utrzymywał w niej, że światło może się zaginać w silnym polu grawitacyjnym. pracował on już wówczas nad teorią pola, która wyjaśniłaby zachowanie energii elektromagnetycznej i grawitacyjnej. Archiwa personalne armii amerykańskiej w St. Louis zawierają dokumenty jasno stwierdzające, że Albert Einstein zatrudniony był dorywczo w Departamencie Marynarki Wojennej jako "pracownik kontraktowy Służb Specjalnych", czyli konsultant naukowy Biura Uzbrojenia. Naukowiec pracował dla US Navy od 31 maja 1943 roku do 30 czerwca 1946 roku.

    Cel eksperymentu.
    Celem jego było zastosowanie einsteinowskiej jednolitej teorii pola poprzez wypróbowanie działania pola magnetycznego na okręt wojenny USS "Eldridge" D-173; a także, na załogę przebywającą na jego pokładzie. W początkach II wojny światowej marynarka wojenna Niemiec używała podwodnych min magnetycznych i torped, przyciąganych przez pole magnetyczne generowane przez duże metalowe okręty. Miny były przyciągane przez kadłuby statków alianckich, wybuchały w ich pobliżu i zatapiały je. Alianci znaleźli sposób na wroga bowiem nauczyli się oszukiwać te urządzenia dzięki technice tak zwanej: "demagnetyzacji". A wyglądało to mniej więcej tak: wokół kadłubów zaczęto montować dużą cewkę elektryczną, przez którą przepływał prąd "nie w fazie" z magnetycznym rezonansem okrętu.
    Jednak skutkiem ubocznym tej techniki było to, że gdy okręty przemieszczały się w ziemskim polu magnetycznym; które różni się nieco w różnych miejscach harmoniczny rezonans statku zmieniał się gdy ten przepływał z jednego miejsca na inne. Z tego tez powodu rezonans w cewkach demagnetyzacyjnych musiał być na bieżąco monitorowany oraz dostosowywany w taki sposób żeby mieć całkowitą pewność iż okręt pozostaje "magnetycznie niewidzialny" dla min i torped; każdy nawet najdrobniejszy błąd w wartości rezonansu pozostawił by jakiś ślad i wówczas statek stałby się "widzialny".

    Narodziny pomysłu eksperymentu "Filadelfia".

    Nowa koncepcja polegała na tym, żeby używając nie jednej cewki, a trzech cewek wokół każdej osi okrętu, zestrojonych ze sobą tak by znajdowały się nawzajem "w fazie", stworzyć rotacyjne pole elektromagnetyczne, które zaginałoby sygnały radaru. Sygnały te owijałyby się wokół statku, nie wracając do niemieckich zestawów radarowych, wskutek tego niemieccy operatorzy nie dostrzegli by amerykańskich jednostek.

    Przebieg eksperymentu.

    Istnieje kilka wersji wydarzeń przebiegu eksperymentu "Filadelfijskiego", a wersje te to w zasadzie przecieki z wielu kolejnych prób powtórzenia eksperymentu. Jedna z nich mówi o tym, że gdy włączono cewki i uruchomiono pole elektromagnetyczne, w powietrzu momentalnie pojawiło się głośne elektrostatyczne "buczenie" a cały statek spowiła tajemnicza "zielona mgła". Fakt ten pomoże wyjaśnić to co zaszło potem, ponieważ taką mgłę można uznać za zwykłą jonizację normalnego powietrza atmosferycznego w silnym polu magnetycznym. Bowiem takie zjawisko ma również miejsce w Ameryce na Środkowym Zachodzie podczas trąby powietrznej lub silnej burzy pojawia się wtedy specyficzny zielony kolor zjonizowanej atmosfery. Podczas tego eksperymentu gdy zielona mgła się uniosła statek nie tylko był niewidoczny dla operatorów amerykańskich ale także był niewidoczny gołym okiem. Jedna z wersji wydarzeń wspomina o widocznych jedynie zarysach kadłuba. Natomiast w innej wersji okręt znikł by pojawić się kilkaset kilometrów dalej w obłoku "zielonej mgły" tuż przed brytyjskim lotniskowcem, którego kapitan odnotował ten fakt w dzienniku pokładowym. Widziano go podobno też w Bazie Sił Morskich w Norfolk około 375 mil na północ. Cywile i amerykańscy żołnierze będący wówczas na molo zobaczyli nagle pojawiający się z znikąd okręt. Każda wersja przecieku informacji pochodzi z innego kolejnego eksperymentu Filadelfijskiego, gdzie było centrum dowodzenia tymi badaniami. Według relacji świadków tego wydarzenia pole magnetyczne rozciągało się na długość około 100 metrów z każdej strony statku i miało widoczny kształt elipsoidy. Osoby znajdujące się na pokładzie sprawiały wrażenie jakby "chodziły w powietrzu". A gdy pole zaczęto zwiększać dostrzeżono jedynie zarys kadłuba, który w krótkim czasie stał się coraz bardziej przezroczysty, aż w końcu znikł z pola widzenia obserwatorów, pozostał tylko na wodzie wgłębiony ślad po kadłubie. Prawie w każdej z relacji z eksperymentów powtarza się to, iż członkowie załogi znajdujący się na pokładzie statku odczuwali przytłaczające ciśnienie elektrostatyczne, zjawisko bardzo podobne do tego, które odnotował podczas swoich doświadczeń z impulsami prądu stałego wielkiej częstotliwości Nikola Tesla.

    Kończyny a przede wszystkim stopy kilku członków załogi zostały uwięzione w przegrodach oraz innych powierzchniach statku. Pozostali stracili kończyny, natomiast niektórzy z nich, w jakiś dziwny sposób zostali wtopieni w beton będący pokrywą statku. Tkwiąc swoim ciałem wewnątrz zimnego, twardego metalu byli nie do odratowania. Części ich ciał dosłownie stopiły się z metalem. Nielicznym skrócono męczarnie.

    Cytat obserwatora: [załoga, która zmieniła swoje początkowe pozycje, znalazła się w niebezpieczeństwie po wyłączeniu pola. Pole zdolne dosłownie zagiąć światło, wystarczająco silnie by uczynić niewidzialnym cały okręt, może być postrzegane w inny sposób, ponieważ równie dobrze mogło ono być dość silne, by wysłać obiekt do innej przestrzeni, "nie będącej w fazie" z naszą. Jeśli ktoś poruszył się podczas powrotu do naszej rzeczywistości, został faktycznie stopiony z przegrodą okrętu].

    Ponoć marynarze z innych okrętów widzieli go w jednym przypadku potem kilkanaście mil dalej, dryfujący swobodnie na pełnym morzu. Jednak po około dwudziestu minutach statek "uwidocznił się oczom innych", lecz uszkodzenie jego było przerażające. Po powrocie "USS Eldridge", większość marynarzy nie była zdrowa na umyśle. Zapadli oni na nieuleczalną i ciężką schizofrenię, podobnie w wypadku kolejnych powtórzeń eksperymentu. John von Neumann powrócił do badań fazy projektowania by zrozumieć dlaczego eksperyment zakończył się tak nieoczekiwanym sukcesem, a zarazem tak wielką porażką, pomimo wielkiego nakładu energii i pracy ludzi.

    Cytat kapitana X: [Czterej członkowie załogi, którzy zmienili swoje wcześniejsze pozycje, utkwili w stalowym pokładzie. Dopóki pole działało, wszystko było w porządku. Kiedy pole zanikło, ich wcześniejsze "więzienia czasowe przepadły, kiedy mężczyźni zmienili pozycje i ponownie zmaterializowali się w naszym wymiarze (…) w nieco innym miejscu lub pechowo zmaterializowali się dokładnie tam, gdzie był pokład więc molekuły stali dosłownie wymieszały się z molekułami ich ciał(..).].
    Teoriom tym stanowczo zaprzeczono, tak większość członków załogi oraz przedstawiciele rządu. Według tych relacji, "USS Eldridge" brał udział w badaniach naukowych, ponoć nie miały one wcale charakteru w jaki opisywano eksperyment "Filadelfijski". Przyznano natomiast, że badano możliwości wykorzystania pól magnetycznych do stworzenia osłony przeciwtorpedowej wokół okrętu. Amerykańska Marynarka Wojenna oficjalnie nigdy nie przyznała się do przeprowadzenia takiego eksperymentu. Wszelkie wieści zostały pochłonięte przez cenzurę. Zachowała się jedynie krótka notka w jednej z gazet filadelfijskich i zeznania pojedynczych świadków. Teorie jednolitego pola Einstein ukończył on w 1925-1927 roku, ale potem ją odwołał, prawdopodobnie nie kierował się względami matematycznymi lecz humanitarnymi. Dziś tłumaczy się to w ten sposób, że teoria ta jest niekompletna. Dr Bertrand Russell prywatnie przyznał, że została ona ukończona, jednak człowiek jeszcze do niej nie dorósł. Pozostaje pytanie na ile ów eksperyment czy ich seria jest fikcją a na ile prawdą? Poza tym jeśli miał w nim również uczestniczyć Nikola Tesla (ur. 10 lipca 1856 roku w Smiljanie, zm. 7 stycznia 1943 r. w Nowym Jorku) to jakimś cudem nie zgadzają się daty eksperymentu z datą jego śmierci, chociaż to daty z przecieków mogą być niedokładne z uwagi na wiele powtórzeń eksperymentu. Sytuacja wyżej przedstawiona jeśli w ogóle miała miejsce to z punktu widzenia fizyki wskazywane relacje zaistniały w przestrzeni magnetycznej i materialnej. Pole magnetyczne, które w efekcie zakłóciło charakter fizyczny przestrzeni materialnej musiało rozwiązać i ponownie związać molekuły, chociaż możliwe są inne, relatywistyczne wyjaśnienia. Kwestię straszliwego wpływu ubocznego "Eksperymentu" na zdrowie i psychikę ludzi w nim uczestniczących tłumaczą dość dobrze badania psychofizjologów. Badacze są zdania, że działanie pola elektromagnetycznego wpływa na pracę ludzkiego mózgu, zachowanie się oraz stan psychiczny i fizyczny, co może doprowadzić do stanów epileptycznych i imaginacyjnych. Dr Michael Persinger z laboratorium psychofizjologii kanadyjskiego uniwersytetu Laurentian uważa, że dłuższa obecność w silnym polu magnetycznym o bardzo niskiej częstotliwości może powodować amnezję, stan szoku, okresową ślepotę, ślady na powierzchni skóry przypominające oparzenia, a także kłopoty ze snem, koszmary senne oraz zaburzenia hormonalne. Psycholog Susan Korbel z Harper College w stanie Illinois podejrzewa, że długotrwałe działanie pola elektromagnetycznego na organizm ludzki może spowodować nawet zmianę struktury genetycznej.

    Artykuł opracowała Śri Vimalah Devi

    Bibliografia:
    1.The Giza Death Star, Joseph p. Farrell, wersja polska przekład Krzysztof Kurek D. W. Amber, 2005.

    2.Kapitan X The Philadelphia Chronicles the Strange Case of Alfred Bielek and Dr.M.K. Jessup Abelard Publication, Wilmington, Delaware 1994.

    3. Źródła internetowe.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY