Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
751 postów 6178 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Gardelegen

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Cały świat mówi o Jedwabnem, a nad tą zbrodnią panuje zmowa milczenia. Jak w stodole w Gardelegen zginęło 1016 osób, w większości Polacy

 

Znana jest natomiast liczba więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, kilku narodowości, w przeważającej większości Polaków – bo ich ekshumowano – spalonych przez Niemców w ostatnich chwilach wojny, 13 kwietnia 1945 r., w stodole w Gardelegen pod Magdeburgiem, w Niemczech. Liczba ta wynosi 1016 osób.

 

W wymienionym dniu, w przeddzień wejścia wojsk amerykańskich, Niemcy z obozu koncentracyjnego w Mauthausen i z okolicznych mniejszych obozów zebrali ponad tysiąc więźniów. Zgromadzili ich w Gardelegen, w stodole wysłanej słomą, gdy już nad okolicą przelatywały amerykańskie samoloty. Stodołę otaczał tłum uzbrojonych Niemców: esesmanów, żołnierzy Reichswehry, młodzieży z Hitlerjugend, cywilów. Drzwi do stodoły pozamykano, na zewnątrz słychać było głosy, rozmowy, śmiechy, tupot nóg. Stodołę podpalono. Uwięzieni w niej szmatami, kocami stłumili chwilowo ogień. Niemcy skierowali wówczas w kierunku stodoły ogień karabinowy, wrzucali granaty, wzniecające płomienie. Uwięzieni początkowo sądzili, że to alianckie samoloty bombardują stodołę. Rozległy się jęki, krzyki, wołania: Mordują! Wewnątrz stodoły była krew, miazga trupów. Siedem osób wydobyło się z morza ognia, poszerzając rękami i nożami szpary w cementowych ścianach stodoły. Przedostali się z płonącej stodoły, spod masy trupów, na zewnątrz. Pomogła noc. Trzech zostało zabitych, reszta się uratowała – wszyscy Polacy. Pozostali spłonęli w stodole.

Żołnierze 102. amerykańskiej Infantry Division, która wkroczyła nad ranem do Gardelegen (wśród nich także Amerykanie polskiego pochodzenia), zobaczyli sczerniały od ognia i dymu beton stodoły, z rozwalonymi drzwiami, a za nimi, osłupiali z przerażenia, dostrzegli stosy nadpalonych trupów. W obliczu niesłychanej zbrodni, przejęci zgrozą, rozstrzelali z miejsca 22 esesmanów znajdujących się w pobliżu, mimo że jeden, prosząc o litość, całował ich buty.

W Gardelegen Amerykanie natychmiast przystąpili do grzebania ciał pomordowanych w stodole więźniów. Pod stosem trupów znaleźli dających oznaki życia siedmiu Polaków, trzech Rosjan i straszliwie popalonego Francuza. Buldożerami amerykańscy żołnierze pogłębili pobliską fosę. Zrobili w niej miejsce na grzebanie zabitych, w większości Polaków. Do grzebania częściowo spalonych ponad tysiąca zwłok Amerykanie zmobilizowali Niemców, mieszkańców Gardelegen i okolicznych miejscowości. Część z nich przed kilkudziesięciu godzinami asystowała bądź brała udział w mordowaniu zapędzonych do stodoły Polaków i więźniów innych narodowości.

W niecodziennym, swoistym pochodzie szli teraz ku fosie elegancko ubrani, schludni, ogoleni, szacowni mężczyźni, mieszkańcy Gardelegen, by pochować w dole niedopalone strzępy ludzkie. Żonom tych mężczyzn nakazali Amerykanie wydać wszystkie prześcieradła. I szli tak z prześcieradłami, porządnie złożonymi na rękach, błyszczącymi bielą, do miejsca pomordowania więźniów. Kiedy dotarli do stodoły, Amerykanie kazali im całować resztki ludzkie, których nie strawił w stodole ogień. Następnie polecili Niemcom, mieszkańcom Gardelegen, owijać nadwęglone zwłoki w przyniesione z ich domów prześcieradła i nieść je w stronę fosy. Tam przekazywali oni owinięte ciała swoim współrodakom, układającym je w dole. Czynili to, tytułując siebie wzajemnie, z całą powagą: Herr Doctor, Herr Ingenieur, Herr Geheimrat.

W dwu turach przenieśli Niemcy ofiary z miejsca zbrodni do miejsca pochowania. W pierwszej turze przeniesiono 574 popalone ciała, w drugiej – 442. Łącznie mieszkańcy Gardelegen na rozkaz Amerykanów przenieśli spod stodoły do dołów grzebalnych, ucałowawszy uprzednio i zawinąwszy w prześcieradła, 1016 ciał pomordowanych – przeważnie Polaków.

Po pewnym czasie Amerykanie polecili Niemcom zbudować w Gardelegen, dla ofiar ich mordu, odrębny cmentarz. Przeniesiono tam ekshumowane ciała. Na cmentarzu tym stanęło 1016 krzyży. Spaleni, różnych narodowości, byli chrześcijanami. Tylko 4 krzyże opatrzone są imieniem i nazwiskiem. Na 301 widnieją wyłącznie numery obozowe. Reszta, 711 krzyży, to krzyże nie tylko bezimienne, ale nawet bez numeru obozowego, nadanego przez Niemców.

Jeden dzień dzielił ich wszystkich od wyzwolenia z niemieckiej niewoli. Dnia tego nie doczekali. Opis ich gehenny i męczeńskiej śmierci w stodole w Gardelegen przedstawił, o wiele szerzej, już przed ponad trzydziestu laty, Melchior Wańkowicz*. Wykorzystał on relacje przekazane mu przez uratowanych z masakry w Gardelegen Polaków. Poszukiwał ich nawet w Ameryce. Dotarł także do materiałów archiwalnych, ustnych relacji niemieckich i amerykańskich. W swoich publikacjach zamieścił zdjęcia resztek stodoły w Gardelegen, w której Niemcy spalili 1016 więźniów z okolicznych obozów. W jednej z książek Wańkowicz prezentuje również zdjęcie okolicznościowej tablicy w Gardelegen, informującej w języku angielskim i niemieckim o dokonanej tam zbrodni.

 

Publikacje M. Wańkowicza zawierają zaledwie część dokumentacji dotyczącej spalenia przez Niemców w Gardelegen ponad tysiąca zniewolonych przez nich ludzi. Wańkowicz stwierdza: „Mam dokumenty, zeznania”. Pisarz już nie żyje. Dokumenty te i zeznania być może znajdują się w posiadaniu rodziny… Nie zostały dotąd udostępnione badaczom. Zawierać mogą niewątpliwie znaczące szczegóły dotyczące zbrodni ludobójstwa dokonanej przez Niemców w Gardelegen, a niewykluczone, że i w innych miejscach.

Instytut Pamięci Narodowej powinien jak najszybciej zainteresować się zbrodnią dokonaną w Gardelegen, w większości na Polakach. Idąc w ślad za spuścizną dokumentacyjną M. Wańkowicza, IPN musi dotrzeć do archiwaliów niemieckich i dokumentacji amerykańskiej oraz rychło zdobyć relacje ocalonych od masakry w Gardelegen Polaków, o ile oni jeszcze żyją. IPN nie może poprzestawać wyłącznie na badaniach okoliczności spalenia przez Niemców kilkuset Żydów w Jedwabnem. Ma obowiązek wyjaśnienia również okoliczności spalenia przez Niemców jeszcze większej liczby Polaków w stodole w Gardelegen, k. Magdeburga w Niemczech.

Postawiono tam 1016 krzyży. Niemych krzyży. Czy jeszcze tam stoją? Obowiązkiem IPN względem narodu polskiego jest sprawdzić to i sprawę zbrodni w Gardelegen dogłębnie wyjaśnić.

Ryszard Bender, tekst ukazał się w tygodniku Niedziela/ fot. Wikipedia

 https://niezlomni.com/caly-swiat-mowi-o-jedwabnem-a-nad-ta-zbrodnia-panuje-zmowa-milczenia-jak-w-stodole-w-gardelegen-zginelo-1016-osob-w-wiekszosci-polacy-foto-18/

KOMENTARZE

  • @
    SS-Untersturmführer Erhart Brauny,
    https://dorzeczy.pl/_thumb/53/56/7bad1f5c42706321462dbd9fef51.jpeg
    proces oprawcow
    https://www.buchenwald.de/fileadmin/_migrated/pics/die_nachkriegszeit.jpg
    http://idamclient.ushmm.org/PUBLICIMAGES/IDAM_USHMM/Image.aspx?qfactor=2&width=800&height=800&crop=0&size=1&type=asset&id=1040956
  • @Husky 21:14:04
    "Polowaliśmy na zebry". Wojna zbliżała się do końca, III Rzesza myślała o kapitulacji, a zwykli Niemcy rozpoczęli polowanie na więźniów obozów…Wojna wkrótce miała się zakończyć. Jednak niemiecka machina śmierci dalej pracowała na pełnych obrotach. W dniach 8–11 kwietnia 1945 doszło do masakry dokonanej przez strażników SS oraz niemiecką ludność cywilną w Celle. Tylko nieliczni oprawcy zostali osądzeni po wojnie, a do tego wszyscy skazani zostali uniewinnieni na początku lat 50. To nie jedyny przypadek polowań zwykłych Niemców na przedstawicieli "gorszych ras"…Niezwykle plastyczny opis zbrodni, które pokazują, że tzw. zwykli Niemcy też mordowali więźniów, daje książka "Marsze śmierci. Ostatni etap nazistowskiego ludobójstwa" autorstwa Daniela Blatmana. Historyk wymienia m.in. Gardelegen, gdzie Amerykanie po wkroczeniu znaleźli setki zmasakrowanych ciał. Byli to ludzie zabrani z różnych obozów, a wszyscy zostali zamordowani przez cywilów wspominał Blatman. Jeden z młodych Niemców tak opisywał zbrodnię: Urządzaliśmy sobie prawdziwe polowania, a strzelaliśmy do zebr, czyli do więźniów. Pojęcie zebry pochodziło od pasiaków, które nosili więźniowie. Cytowany w książce George P. Lynch ze 102. dywizji piechoty wspominał w książce: Panowała opinia, że to gestapo mordowało, że tylko naziści byli odpowiedzialni za zbrodnie, ale mordowali, i to ma masową skalę, cywile. Z kolei w Palmnicken niedaleko Königsbergu (obecnie Królewiec) ludność cywilna zamordowała na bałtyckich plażach trzy tysiące więźniów z obozu w Stutthofie. Do dziś przerażeniem napełnia przypadek Celle, gdzie Niemcy podjęli decyzję o ewakuacji obozu KL Neuengamme do Bergen-Belsen. Jednym z więźniów, który ruszył w marsz, był Polak Telesfor Świerszcz, który nie dotarł na miejsce. Jego ciało z roztrzaskaną czaszką odnaleziono w Celle, gdzie zginął w wyniku polowania urządzonego przez lokalną ludność, podburzoną przez SS-manów. Do Bergen-Belsen nie dotarło ponad 3000 innych więźniów. Jak doszło do dramatu? Pociąg towarowy, w którym przetrzymywano więźniów, zatrzymany został w Celle w sąsiedztwie pociągu z amunicją. W wyniku nalotu amunicja eksplodowała, większość wagonów przewożących więźniów została zniszczona i część więźniów zginęła, a część zbiegła pod ogniem SS do miasta albo na zachód w kierunku lasu Neustadt. Po zakończeniu nalotu mieszkańcy miasta wspólnie z SS, Gestapo oraz strażą pożarną rozpoczęli obławę na więźniów. Więźniowie, którzy przeżyli nalot i ucieczkę, zostali ujęci w okolicach lasu Neustadt. Około 30 osób zostało rozstrzelanych na miejscu, większość pozostałych poprowadzono w marszu śmierci do obozu w Bergen-Belsen, natomiast część uwięziono w koszarach wojskowych. Spośród około 4000 więźniów przebywających w Celle 8 kwietnia, tylko 487 dotarło 10 kwietnia do Bergen-Belsen na pięć dni przed wyzwoleniem obozu przez wojska brytyjskie i kanadyjskie; reszta zmarła z wycieńczenia lub została zamordowana po drodze. Jak to się stało, że mieszkańcy Celle zmasakrowali więźniów zaledwie trzy dni przed pojawieniem się w mieście pierwszych oddziałów brytyjskiej armii? pytał retorycznie Bernhard Strebel w książce “Celle April 1945 revisited”. Blatman twierdzi, że to efekt nazistowskiej ideologii bo zwykli Niemcy mieli wierzyć, iż są rasą panów i mają prawo tak postępować z więźniami. W austriackim Mühlviertel, gdzie miejscowa ludność urządziła masakrę 400 uciekinierów z Mauthausen, dwie rodziny udzieliły pomocy więźniom. W Celle tacy ludzie się nie znaleźli. W lokalnej prasie w Celle pojawiły się nawet przed laty artykuły negujące masakrę. Burmistrzem był wtedy były esesman wspominał Reinhard Rohde. Kary były również charakterystyczne. W grudniu 1947 roku za udział w masakrze skazano siedmiu sprawców. Wyrok? Od 15 do 20 lat więzienia. Jednak w październiku wypuszczono ich za "dobre sprawowanie"…

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

ULUBIENI AUTORZY