Gorące tematy: Powstanie Warszawskie Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
860 postów 7041 komentarzy

Talbot

Talbot - Całym sercem strzeżmy dziedzictwa Narodu

Zamrożona III Rzesza

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Amerykanie musieli nagle opuścić Antarktydę po kilkunastu dniach pobytu.

 

Była godz. 10:00 dnia 19 lutego 1947 r., okolice bieguna południowego. Samolot C-47, należący do US Air Force z adm. Richardem B. Byrd’em na pokładzie znajdował się na wysokość bez mała jednego kilometra nad ziemią. Nagle oczom załogi ukazał się niezwykły widok: Przelatujemy nad niewysokimi górami w kierunku północnym. Oprócz gór widzimy coś co wydaje się być doliną, przez którą przepływa niewielka rzeka. Nie powinno być zielonej doliny poniżej!

Coś jest zdecydowanie nie tak, jak być powinno. Powinien tu być przecież lód i śnieg! Po lewej stronie widzimy wielkie lasy rosnące na zboczach gór. Nasze przyrządy nawigacyjne oszalały, żyroskop oscyluje tam i z powrotem! – notował w diariuszu Byrd.

Chcąc lepiej zbadać niezwykłe miejsce, pilot zniża lot. Samolot znajduje się teraz na wysokości ok. pół kilometra nad doliną, która jest pokryta zielenią, bądź traw, bądź jakiegoś gatunku mchu. Światło wydaje się tu zupełnie inne. Nie widać w ogóle słońca. Robimy zwrot w lewo i nagle widzę w dole duże zwierzę. Wydaje się, że to jest słoń! Choć, nie. To raczej wygląda jak mamut! To naprawdę niesamowite, niewiarygodne, niemożliwe! A jednak to prawda! Zniżamy się jeszcze bardziej. Biorę lornetkę, aby się upewnić: tak, to mamut!. Admirał nakazał kontakt z bazą, ale radio przestało działać.

Samolot nadal krążył nad okolicą, gdzie panowała niezwykła jak na biegun południowy temperatura 23-24 stopnie Celsjusza. Mniej więcej półtorej godziny od odkrycia tego niezwykłego miejsca, pasażerowie samolotu ujrzeli… miasto. Narzędzia nawigacyjne, które przez chwilę działały poprawnie, znów odmówiły posłuszeństwa. Niespodziewanie po naszej lewej i prawej stronie pojawiły się dziwne obiekty latające. Są w kształcie dysku i wychodzi z nich coś na kształt promieni. Obiekty są na tyle blisko, że możemy zobaczyć na ich burtach symbole jakby w kształcie swastyk! To jest nieprawdopodobne! Gdzie my właściwie jesteśmy! Co się wokół nas dzieje!

Operacja High Jump

Przygotowania do wielkiej operacji wojskowej na Antarktydzie, zwanej Operacją High Jump („Wysoki Skok”), Stany Zjednoczone rozpoczęły w 1946 r. Uważa się, że miało to związek z informacjami, jakie wywiad amerykański otrzymał po przesłuchaniu członków załogi U-977, niemieckiego okrętu podwodnego, który został internowany w Argentynie w sierpniu 1945 r. i przekazany władzom amerykańskim. Przesłuchanie było niezwykle brutalne, ale informacje – rewelacyjne! Miały one potwierdzić istnienie na Antarktydzie zespołu baz hitlerowskich, rozlokowanych na wielu setkach kilometrów kwadratowych w dawnej Ziemi Królowej Maud, którą Niemcy przemianowali na Nową Szwabię (Neu Schwabenland).

Amerykanie High Jump potraktowali niezwykle poważnie. Wyprawę organizował i współdowodził nią znany i doświadczony polarnik admirał Richard Byrd. Człowiek ten w latach 1924, 1934 i 1939 wykonał kilka przelotów nad biegunem polarnym i strefami najzimniejszych obszarów ziemi. W listopadzie 1938 r. przybył na zaproszenie Niemców do Hamburga i pomagał rekrutować personel niemieckiej wyprawy na Antarktydę, która miała miejsce w latach 1938-1939.

Operacja została rozpoczęta 26 sierpnia 1946 i trwała do 1947. Zespół uderzeniowy Task Force opuścił bazy w USA dopiero 2 grudnia 1946 r. Dowódcą Task Force był admirał Richard H. Cruzen. Na pokładach znajdowało się ok. 4 tys. ludzi, w tym ok. 3,5 tys. oficerów, marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej, około 300 pracowników cywilnych i 25 naukowców. Główny sprzęt rozpoznawczy Amerykanów stanowiły samoloty C-47 Dakota z kamerami, aparatami fotograficznymi i holowanymi magnetometrami. Magnetometry z powodzeniem wykrywały U-booty na Atlantyku. Mogły też wykryć anomalie magnetyczne (metalowe instalacje lub pole elektromagnetyczne) pod skorupą lodu lub pod warstwą skał.

Oficjalnym celem High Jump było przeprowadzenie ćwiczenia personelu i sprzętu w strefie podbiegunowej, budowa baz, zwiększenie zasobu wiedzy o warunkach hydrograficznych, geograficznych, geologicznych, meteorologicznych i elektromagnetycznych badanych obszarów. Jednak celem najważniejszym i jednocześnie ściśle tajnym miało być zbadanie rozległych białych przestrzeni pod kątem obecności na nich baz III Rzeszy.

To była nie tyle wyprawa, ile inwazja na Antarktydę, w której wzięły udział siły marynarki wojennej USA – pisał Erich J. Choron w artykule How high can you jump?, wyraźnie nawiązującym do nazwy operacji. Flotylla oprócz lodołamacza „Northwind” składała się m.in. ze statku katapulty „Pine Island”, niszczyciela „Brownsen”, samolotu przewoźnika „Morze Filipińskie”, okrętu US „Sennet”, dwu statków pomocniczych „Yankee” i „Merrick”, dwu tankowców „Canisted” i „Capacan”, niszczyciela „Henderson” i statku lotniskowca „Currituck”. W sumie dysponowano 14 okrętami. Według Charona w ekspedycji mogły brać udział również siły brytyjsko-norweskie, radzieckie oraz australijskie i kanadyjskie. W swoich książkach, pisanych w 1970 r., Wilhelm Landig i ufolog Ernst Zündel twierdzili, że Operacja High Jump to dosłownie ostatnia bitwa drugiej wojny światowej.

27 stycznia 1947 r. Task Force dotarł do wybrzeży Nowej Szwabii, gdzie został podzielony na trzy zespoły. Wybudowano też bazę wypadową. Amerykanie zauważyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie zdołano nawiązać żadnego kontaktu radiowego. Podczas prób zbliżenia znikały w niewytłumaczalny sposób. Wysłane na ich poszukiwania małe łodzie podwodne nigdy nie powróciły. Grupa żołnierzy mających za zadanie spenetrowanie odcinka lądu, gdzie zauważono startujące UFO, także przepadła bez wieści. Odebrano tylko urwany w pół słowa meldunek o dziwnych tunelach w lodzie, po którym zapadła cisza.

Nowa Szwabia

Latem 1942 r. żołnierze Wehrmachtu, stacjonujący nieopodal zbombardowanego dworca w Połtawie na Ukrainie, zapewne z niemałym zdziwieniem obserwowali niecodziennie wyglądającą jednostkę wojskową, kierującą się w stronę czekającego na peronie pasażerskiego pociągu. Oddział składał się z młodych i pięknych kobiet, pomiędzy 17 a 24 rokiem życia. Wszystkie były wysokie i szczupłe, jasnowłose i niebieskookie. Błękitne mundury, doskonale leżące na zgrabnych sylwetkach, dopełniały całości. Każda z dziewcząt miała na głowie czapkę w stylu włoskim Garrison. Spódnice w A-fasonie, zakończone były tuż poniżej kolan lamówką. Na dopasowanych do idealnych figur kurtkach naszyte były emblematy SS. Wermachtowcy nie domyślali się, że patrzą właśnie na efekt ostatniej burzy mózgów w siedzibie Reichsführer-SS Heinricha Himmlera – Antarktische Siedlungnsfrauen, kobiet przeznaczonych do osiedlenia na Antarktydzie.

W Secret nazi polar expeditions (1978) i Hitler at the south pole (1979), Ernst Zündel twierdził, że Reichsführer-SS Heinrich Himmler założył kolonię SS na Antarktydzie o nazwie Nowa Szwabia (Neuschwabenland). Baza, znana też jako punkt 211, w końcu stała się obszarem o nazwie Antarktyda – Reich. W roku poprzedzającym rozpoczęcie drugiej wojny światowej z Niemiec wysłano wyprawę na Antarktydę na zwiad, mający na celu znalezienie odpowiedniego miejsca do wybudowania bazy wojskowej. To w organizowaniu tej wyprawy miał hitlerowcom pomagać Richard Byrd. Niemcy znaleźli takie miejsce na obszarze dawnej Ziemi Królowej Maud. Tam, w latach 1942-1943,w górach Muhlig-Hofmann została zbudowana przez robotników przymusowych – przewożonych na obszar Antarktydy drogą morską – Baza 211. Niewolnicy III Rzeszy wydrążyli w górskich skałach sieć dróg, placów, parceli pod zabudowę, tworząc głęboko w jaskiniach twierdzę nie do zdobycia. Znajdowały się tam gorące źródła wewnętrzne, bogate złoża rud żelaza, roślinność.

Jak na Niemców przystało, robota była wykonana terminowo, zgodnie z założeniami, rzetelnie, cudzymi rękami. Potrzeba było tylko ludzi do zasiedlenia. Bo przecież robotnicy przymusowi ludźmi nie byli, a jeżeli już to – podludźmi. A tu trzeba było ubermenschów. Panów i władców podziemnej krainy – nur für Deutsche.

W czasie wojny, zwłaszcza w drugiej jej części, niemieckie U-booty dokonywały częstych wycieczek na południowy Atlantyk oraz do portów Ameryki Południowej. Przywoziły one stamtąd na tereny Antarktydy potrzebne surowce i materiały. Niemcy ustawiali pływające boje meteorologiczne na wodach Antarktyki i budowali stacje pogodowe na wyspach położonych pomiędzy Antarktydą i krańcami Ameryki Południowej. Od 1942 r. dowództwo SS rozpoczęło akcję zasiedlania terenów Antarktydy. Proces rozpoczął się od Bazy 211. Dziesięć tysięcy kobiet w wieku od 17 do 24 lat, niebieskookich blondynek z rodzin ukraińskich folksdojczów, zostało włączonych do projektu wraz z 2,5 tys. żołnierzy Waffen SS służących w Rosji. Celem tego przedsięwzięcia było stworzenia kolonii i kontynuowanie rozwoju technologii Thule oraz Vril. Uważa się, że wysokie technologie, nad którymi pracowano od lat 30., ewakuowano do Bazy 211 tuż przed upadkiem Niemiec hitlerowskich. Operacją przeniesienia zespołów badawczych, laboratoriów, linii montażowych etc. dowodził generała SS Kammler, który był odpowiedzialny za większość programów niemieckich tajnych broni.

Kolonizacja Antarktydy przebiegała przez kolejne lata, co najmniej do klęski III Rzeszy. Stąd po wojnie Amerykanie nie mogli się doliczyć co najmniej 54 U-bootów i 6 tys. naukowców i techników, zwłaszcza z Oddziału Technicznego SS. Nie zgadzała się też liczba obywateli Niemiec – nie potrafiono wytłumaczyć „ubytku” około 250 tys. Niemców, jak też ok. 40 tys. robotników przymusowych. W końcu oficjalnie uznano ich za zaginionych. Niemniej Waszyngton cały czas podejrzewał, że uciekli oni do Ameryki Południowej i do Bazy 211. Rewelacje „wydobyte” od przesłuchiwanej załogi U-997 potwierdzały to, co do tej pory wydawało się wysoce prawdopodobne.

Wyprawa do wnętrza Ziemi

Admirał Rychard Byrd próbował manewrować sterami, ale one nie reagowały: Zostaliśmy przechwyceni przez jakąś niewidzialną siłę! W radiu pokładowym odezwał się w języku angielskim z lekkim akcentem nordyckim lub niemieckim głos osoby, która powitała admirała na naszym terytorium. Kilka minut później samolot admirała wylądował: Kilku mężczyzn zbliża się pieszo w kierunku naszego samolotu. Są to wysocy blondyni. W oddali widać duże miasto połyskujące i pulsujące kolorami tęczy o najprzeróżniejszych odcieniach. Nie wiem, co się stanie teraz, ale nie widzę, aby ci, którzy się do nas zbliżają, byli uzbrojeni. Słyszę teraz głos zwracający się do mnie po imieniu z nakazem, abym otworzył drzwi wejściowe do samolotu. Co zrobiłem. Czyżby admirał, szukając w początkach 1947 r. antarktycznej III Rzeszy, znalazł słynne „Tęczowe Miasto”, o którym głośno było już od dość dawna? A może odnalazł i jedno, i drugie?

Admirał wraz z radiooperatorem zostali poproszeni o opuszczenie samolotu. Stamtąd skierowali się do kwatery, w której kazano zostać radiooperatorowi, a admirała poproszono o udanie się na audiencję do Mastera (Mistrza): Stanąłem przed drzwiami, na których był napis, którego nie mogłem odczytać. Wielkie drzwi otworzyły się bezszelestnie i wówczas to, co ujrzałem, było najpiękniejszym widokiem w moim życiu. […] Jest to zbyt piękne i cudowne, aby móc to opisać. Zbyt idealne i fascynujące – ekscytował się admirał, było, nie było żołnierz, a więc człowiek twardo stąpający po ziemi. Nie sądzę, aby w słowniku rodzaju ludzkiego znalazły się słowa, które oddałyby w dokładny i rzetelny sposób to, co ujrzałem. W komnacie, której widok dostarczył amerykańskiemu admirałowi niewypowiedzianych rozkoszy estetycznych, znajdował się wspomniany Master; to jego „ciepły i melodyjny” głos przerwał „w serdeczny sposób” uniesienia gościa: Zapraszam do naszego terytorium.

Mężczyzna miał delikatne rysy twarzy, na której jednak widać było ślady zostawione przez upływający czas. Poinformował on admirała, który znany jest na powierzchni Ziemi ze swego szlachetnego charakteru, że oto znajduje się w Arianni, świecie we wnętrzu Ziemi. Mieszkańców tego świata, który w swym rozwoju cywilizacyjnym wyprzedza ludzi z powierzchni o tysiące lat, zaniepokoił fakt, że ludzkość nauczyła się manipulować przy energii, która nie jest dla niej – energii atomowej. Zniszczenia w Hieroszimie i Nagasaki udowodniły to aż zbyt dosadnie. Admirał został wezwany po to, aby przekazać ludziom, że świat wysokiej cywilizacji istnieje i przekazuje ostrzeżenie światu, który przekroczył już punkt krytyczny, rządzony przez ludzi, którzy woleliby zniszczyć świat niż zrezygnować z posiadanej mocy. Podziemianie wysłali już raz swoje samoloty „Flugelrads” w 1945 r., aby ostrzec ludzi, ale „zostały one ostrzelane”. Master wieszczył, że przyjdzie czas wielkiego upadku ludzkości; nadejdą „nowe wieki ciemne”, ale część ludzi uratuje się, a Podziemianie pomogą im ożywić rasę i kulturę. Admirał miał tę wiadomość przekazać Światu Naziemnemu. Po zakończeniu audiencji został ponownie odprowadzony nad Ziemię przez obcych pilotów, którzy mieli pożegnać się z nim słowami: Zostawiamy tu pana, Admirale, pańska aparatura już działa. Auf wiedersehen!

Przyczajony Lewiatan

Admirał Byrd w trakcie całej operacji miał stracić około 100 żołnierzy. Amerykanie musieli nagle opuścić Antarktydę po kilkunastu dniach pobytu. Los zaginionych w wodzie i na lądzie marynarzy do dzisiaj nie jest znany. Mówiono i pisano o czterech straconych samolotach i wielu zabitych oraz zaginionych ludziach.

Po powrocie do Stanów Zjednoczonych kierownictwo wyprawy zostało poddane przesłuchaniom. Admirał Byrd zanotował: 11 marca 1947 r. wziąłem udział w spotkaniu w Pentagonie. Poinformowałem o swym odkryciu oraz przekazałem wiadomość od Mastera. Wszystko było rejestrowane. Całość relacji przekazano prezydentowi. Przetrzymano mnie kilka godzin (dokładnie: sześć godzin i trzydzieści dziewięć minut). Byłem badany przez funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa oraz zespół medyczny. To była męka! Otrzymałem rozkaz całkowitego milczenia na temat wydarzeń z 19 lutego 1947 r. Ponieważ jestem żołnierzem, więc muszę słuchać rozkazów. Wyniki śledztwa zostały oznaczone jako ściśle tajne. Admirał Byrd został uznany za psychicznie chorego.

Jednak już trzy lata później, na rozkaz prezydenta Eisenhowera, całkowicie wyzdrowiał i w roli dowódcy wziął udział w kolejnej wyprawie na Antarktydę w ramach Operacji Deep Freeze (Siarczysty Mróz). W 1950 r. Komitet Połączonych Szefów Sztabów wydał rozkazy dotyczące kolejnej wyprawy wojennej na Antarktydę. Przygotowania do wyprawy opóźniła wojna w Korei i dopiero w 1954 r. doszła ona do skutku. Na temat Operacji Deep Freeze niewiele wiadomo. Amerykanie nie kryli, że chcą użyć broni jądrowej na Antarktydzie, co spotkało się z protestem Chile, Nowej Zelandii i Argentyny. Wyprawa zakończyła się w 1957 r. W tym samym roku umarł główny bohater obu operacji, adm. Rychard Byrd. Mówi się, że Byrd mógł zginąć podczas Operacji Deep Freeze.

Ale to jeszcze nie koniec historii. Podczas gdy Amerykanie penetrowali śnieżną pustynię Antarktydy, 8 stycznia 1956 r. kilku Chilijczyków, uczestników naukowej wyprawy badawczej, obserwowało przez kilka godzin latające na niebie obiekty w kształcie dysków i cygar. Działo się to na obszarze Morza Weddela, okalającego Ziemię Królowej Maud. Natomiast dwa lata później z Republiki Południowej Afryki dostrzeżono dwa wybuchy jądrowe nad powierzchnią obszaru Nowej Szwabii. Czyżby miało to oznaczać, że kolonia Neuschwabenland przetrwała nie tylko koniec drugiej wojny, ale również dwie operacje wojskowe z 1947 i 1954-1957? Czy istnieje do dziś?

Według Ernsta Zündela opinia na temat ostatecznego losu Nowej Szwabii wydaje się być podzielona. Niektórzy twierdzą, że Niemcy zrezygnowali z Antarktydy i w 1960 r. przenieśli się w Andy. Inna grupa uważa, że nadal istnieje Antarktyda-Reich, która stała się „cywilizacją pod lodem”. Miejsce to zamieszkuje około 3 mln osób pochodzenia niemieckiego i ukraińskiego. To ma być gdzieś w górach Mühlig-Hofmann, w sąsiedztwie ruin Kadath, miasta założonego przez osadników z zaginionego kontynentu Atlantydy. W 2003 r. Konstantin Ivanenko napisał, że obecnie na Antarktydzie żyje dwumilionowa populacja hitlerowców. Wielu z nich przeszło operację plastyczną, aby poruszać się z większą łatwością po Ameryce Południowej i przeprowadzać wszelkiego rodzaju transakcje gospodarcze, ważne dla funkcjonowania Nowej Szwabii. Wspomniany badacz rzeczy niezwykłych stwierdził też, że pod powierzchnią Antarktydy istnieje jedno z najpotężniejszych militarnie państw na świecie. Zdolne do kilkukrotnego zniszczenia USA, z powodu bardzo dużej ilości ładunków nuklearnych, jakie są w jego dyspozycji. Jednocześnie państwo to jest zabezpieczone przed atakami odwetowymi z powodu grubej na dwie mile tarczy osłonowej z lodu i skał. Przyczajony wśród lodów i skał Lewiatan zdaje się wyczekiwać na swój czas.

Autor – Robert Kościelny

---

KOMENTARZE

  • Autor
    Czy istnieje podziemny świat? Parę lat temu ktoś publikował w Internecie pamiętnik admirała Byrda. Ten przedstawiony przez niego świat był piękny. Tylko czy istniał naprawdę? A może istniał, a admirał go ubarwił?
    Wiele osób pisze o tajemniczych planach jakiś nowych technologii, które stworzyli naukowcy III Rzeszy. Dla mnie dwie sprawy są dziwne. Pierwsza to: dlaczego nie użyto tej cudownej broni w czasie wojny? A druga, że nie ma dokumentacji na ten temat. Nie można zniszczyć absolutnie wszystkiego, ani zakazać ludziom absolutnego milczenia na ten temat przez wiele lat. No chyba, że istniała taka baza na Antarktydzie i tam wywieziono wszystko czyli ludzi, sprzęt, dokumentację itp.
  • @leoparda 15:02:01
    Jeno pytanie.
    Po co??? mieli wywozic takie technologie, skoro mogli je uzyc przeciwko Aliantom????
    Stara prawda glosi...jesli zawracaja ci glowe...uwazaj na swoja dupe:-)))))
  • Noo..
    jak to mówił Stanisław Paluch- "..ruda na myszach to trzyma..."
  • @RomanKa 17:23:30
    Po co?

    Bo alianci mieli taką przewagę "masową", że nawet Arka by im nie pomogła....
  • Musisz to wiedzieć!(odc.140) Szok! Titanic nigdy nie utonął?
    https://www.youtube.com/watch?v=ZTy7hpj26Gc
  • Nowa Szwabia
    //Wspomniany badacz rzeczy niezwykłych stwierdził też, że pod powierzchnią Antarktydy istnieje jedno z najpotężniejszych militarnie państw na świecie. Zdolne do kilkukrotnego zniszczenia USA//

    kuźwa, nie trzeba kilkukrotnie... niech zniszczy raz a porządnie i wszyscy odetchną:))
  • @laurentp 20:15:44
    Wierzysz w to co piszesz????
    Masowa przewaga...a amerykanska expedycja uciekala w poplochu????
    12 latajacych spodkow moglo zmiesc Anglie i wszystkie lotniska....a Niemcy puszczali prykajace V2.....
    Czytal pan opowiesc " CO ksiadz Piklowski widzial w Piekle?????
  • Zombie Stalina
    W czasie II Wojny Światowej na terenie Zachodniej Syberii, w pobliżu niewielkiej osady Inia, istniał ponoć bardzo tajemniczy instytut naukowy podporządkowany bezpośrednio Kremlowi, gdzie przeprowadzano najdziwniejsze z możliwych eksperymenty związane z… ożywianiem ludzkich zwłok. Historia tego makabrycznego procederu jest dopiero odkrywana, choć twierdzi się, że instytut korzystał nie tylko ze zdobyczy współczesnej nauki, ale także tradycyjnej wiedzy ludowych nekromantów…

    W latach 1942-1944 ściśle tajny instytut naukowy zlokalizowany na Zachodniej Syberii prowadził pod bezpośrednim nadzorem Kremla zaawansowane eksperymenty dotyczące ożywiania zwłok - także ludzkich. Wyznaczeni do prowadzenia tych doświadczeń naukowcy wykorzystywali zarówno najnowsze osiągnięcia nauki, oparte w znacznej mierze na pracach znanego fizjologa rosyjskiego Iwana Pawłowa, jak i tajemnicze obrzędy szamańskie, oficjalnie zwalczane w Związku Sowieckim jako zabobony.

    Uciekanie się do rytuałów magicznych przez władze bolszewickie, które obsesyjnie propagowały ateizm oraz dopuszczały wyłącznie światopogląd materialistyczny, na pozór może wydać się zaskakujące, w rzeczywistości jednak sporo prominentnych członków partii komunistycznej wierzyło w moce nadprzyrodzone, a nawet usiłowało zaskarbić sobie ich przychylność. Karol Marks w młodości bardzo interesował się satanizmem; nieprzypadkowa jest również data święta proletariackiego, przypadającego nazajutrz po wsławionej sabatami nocy Walpurgii - dokładnie pół roku dzieli pierwszy dzień maja od Święta Zmarłych.

    Warto też wspomnieć, że w drugim dziesięcioleciu XX. wieku sowieckie służby specjalne organizowały ekspedycje do Tybetu w poszukiwaniu tajemniczej krainy Szambali. Zdaniem niektórych badaczy w paranoicznym umyśle Stalina mocno utkwił wizerunek Szatana zapamiętany ze szkoły cerkiewnej oraz poczwarne oblicza starogruzińskich demonów. Wreszcie szczególny podtekst mistyczny miały też nieustające przez dziesięciolecia pielgrzymki tłumów zwykłych obywateli sowieckich, w tym także nowożeńców, do mumii Lenina umieszczonej w newralgicznym punkcie bolszewickiego państwa.

    Tajemniczy instytut, skupiający wybitnych naukowców ściągniętych ze wszystkich krańców ZSRR, ulokowano w głuchym zakątku syberyjskiego Ałtaju, w pobliżu niedużej osady Inia. Wybór tego miejsca był nieprzypadkowy, gdyż ów region Syberii uważany jest z różnych powodów za miejsce niezwykłe. Wiedzieli o tym ezoterycy dawnych epok, bowiem wzmianki o niezwykłych właściwościach ałtajskich gór znajdują się w pismach mędrców tybetańskich, chińskich i indyjskich. W pierwszych latach władzy komunistycznej w Rosji podczas swojej syberyjskiej ekspedycji badał te zagadkowe emanacje znany filozof i artysta Nikołaj Roerich, któremu nieobce były także arkana wiedzy tajemnej.

    Właśnie w wysokogórskich stepach Ałtaju rozmaite ludy, które zamieszkiwały tę krainę lub tylko tędy wędrowały – Scytowie, Sarmaci, Hunowie, Turcy i wiele innych nacji, w tym także tych, których imiona zapadły już w niepamięć - chętnie grzebały swoich wybitnych zmarłych. Wierzono powszechnie, że martwi pochowani w tej ziemi kiedyś powstaną z mogił i powrócą do świata żywych. W ciągu tysiącleci wzniesiono na Ałtaju mnóstwo mniej lub więcej okazałych kurhanów, we wnętrzu których, poza zwłokami, umieszczono wiele wartościowych przedmiotów, często wykonanych ze złota. W takich grobowcach składano ciała szamanów, wodzów i magów, zabezpieczając je przed rozkładem balsamami oraz innymi technikami mumifikacji. Co pewien czas archeolodzy dokonują sensacyjnych odkryć w tej części Syberii – w 1993 roku na Ałtaju odnaleziono wspaniale zachowaną mumię Scytyjki liczącą dwa i pół tysiąca lat, którą nazwano Lodową Lady lub Ałtajską Księżniczką. Znalezisku temu towarzyszyły wielce osobliwe zjawiska, trudne do ogarnięcia przez umysły ściśle racjonalne.
    Śledztwo przeprowadzone niedawno przez dziennikarzy z Barnaułu ujawniło, że instytut w Inii zorganizowano już kilka miesięcy po wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej. Pieczę nad jego działalnością powierzono wysokiemu funkcjonariuszowi partii komunistycznej Kaganowiczowi, szwagrowi Stalina, noszącemu – nomen omen – imię Łazarz. Idea doświadczeń prowadzonych w Inii była właściwie swoistą alegorią społeczeństwa komunistycznego: chodziło o stworzenie żywego automatu, całkowicie poddanego woli stwórców. Człowiek myślący w państwie proletariatu należał do elementów niepewnych, zawodnych. Bezmyślny żywy trup, wykonujący bez wahania powierzone mu zadanie, stanowił szczyt marzeń sowieckich socjotechników.

    Ale komu w ZSRR potrzebne były zombie? Zbieżność okresu działalności placówki pod Inią z tragiczną dla ZSRR sytuacją na froncie sugeruje, że w grę wchodził być może zamiar wykorzystania żywych trupów w boju. Właściwie i tak w szeregach Armii Czerwonej walczyli żołnierze, których można określić mianem zombie – byli oni po prostu mięsem armatnim, bowiem w państwie mieniącym się ojczyzną proletariuszy nie liczono się z ludzkim życiem, byle tylko osiągnąć wyznaczony cel. Słynne karne bataliony składały się ze słabo uzbrojonych, często bosych, pozornie amnestionowanych łagierników, których funkcjonariusze NKWD pędzili pod bronią na pierwszą linię, kierując ich wprost na uzbrojone po zęby wojska pancerne przeciwnika. Wobec tych zwyrodniałych praktyk nie dziwi profanowanie przez popleczników totalitarnego reżymu ludzkich zwłok i zamiar posłużenia się nimi do określonych celów. Dla dyktatora z Kremla człowiek nie znaczył nic, był tylko elementem wielkiej maszyny, która miała pracować jak najwydajniej. W prowadzącej wycieńczającą wojnę Trzeciej Rzeszy nakazywano zbieranie różnych surowców wtórnych, szmat, kości oraz innych odpadów. W Związku Sowieckim postanowiono zagospodarować nawet to, co pozostaje z człowieka, kiedy wyda on ostatnie tchnienie.

    Zapewne władze sowieckie miały nadzieję, że wskrzeszeni zmarli będą w stanie wykonywać pewne proste czynności (do jakich zostaną zaprogramowani), choćby przez krótki okres czasu, taki na przykład, jaki potrzebny jest, aby z wiązką granatów podpełznąć pod nieprzyjacielski czołg. Do tego rodzaju eksperymentów, nie tylko zresztą w ZSRR, wykorzystywano również psy, małpy, delfiny, orki oraz inne stworzenia.

    Tajny instytut w Ini znajdował się u zbiegu wielkich ałtajskich rzek, Katuni i Bii. Otaczał go wysoki parkan, poprzedzony dwoma rzędami drutów kolczastych, wzdłuż których gęsto rozstawiono warty. Specjalne patrole nieustannie przeczesywały okolicę, aby zapobiec wtargnięciu jakichkolwiek intruzów do strzeżonej zony. Miejsce to przypominało łagier, którym zresztą w pewnym stopniu było: instytut funkcjonował jako tak zwana „szaraszka”, czyli specjalne, stosunkowo komfortowe więzienie, w jakim przymusowo zatrudnieni byli specjaliści wyselekcjonowani z rozmaitych obozów.
    Makabryczny materiał doświadczalny zapewniały liczne łagry rozmieszczone na Ałtaju, należące do wielkiego kompleksu karnych kolonii Sibłagu. W instytucie dokonywano złożonych zabiegów, między innymi wszczepiania głów martwych ludzi żywym zwierzętom, prawdopodobnie również przeprowadzano lobotomię i inne operacje neurochirurgiczne na żyjących więźniach. Naukowcy z Ini rozporządzali świetnie wyposażonym laboratorium i nowoczesnymi salami operacyjnymi.

    O rezultatach, jakie osiągnęli uczeni z tajemniczego instytutu, a także o szczegółach pracy tego ośrodka badawczego i przeprowadzanych tam doświadczeniach wiadomo bardzo mało. W każdym razie zapewne brak zadowalających postępów związanych z ożywianiem zmarłych w połączeniu z sukcesami odnoszonymi na froncie przez Armię Czerwoną sprawił, że podjęto decyzję o zaprzestaniu tego rodzaju badań, a przynajmniej skreślono je z listy przedsięwzięć priorytetowych. Ośrodek pod Inią zlikwidowano; nie jest jednak rzeczą całkowicie pewną, czy rozwiązano pracujący w nim zespół. Niewykluczone, iż w ograniczonym zakresie kontynuował on eksperymenty w innym, ściśle utajnionym miejscu. Starzy mieszkańcy Ini, a także pobliskich wiosek – Kupczegenu, Jałamanu i Jodro - wspominają, że w latach czterdziestych ubiegłego stulecia w okolicy grasowały jakieś „potwory”, które niejednemu myśliwemu lub pasterzowi napędziły wiele strachu. Pytani o wygląd tych istot oraz ich dalsze losy, tubylcy wzdragają się przed podawaniem jakichkolwiek detali.

    http://infra.org.pl/historia-/zagadki-dziejow/1060-zombie-stalina
  • @trybeus 22:26:31
    Rosja czy USA
    USA czy Rosja
    a moze ten trzeci 8-)))

    https://pbs.twimg.com/media/Cq5ZYO1W8AEZf6P.jpg
  • @Talbot 22:13:00
    To dość stara teoria, teraz odgrzewana przez tego Rosjanina. Już wcześniej została obalona przez Boba Ballarda – odkrywcę wraku "Titanica".
  • @RomanKa 17:23:30
    "Admirał dowiedział się o tym, że Jankesi w trakcie tajnej operacji „Kod Antarktydy” nawiązali i kontakt z Bazą 211. Naziści przekazali im nowe technologie w zamian za azyl. Richard Byrd próbował powiedzieć o tym dziennikarzom, ale umieszczono go w „psychuszce”, skąd już nie wyszedł. Najwidoczniej Departament Stanu i CIA nie chcieli ujawniać tajemnic operacji „Kod Antarktydy”.

    Podejrzewam, że wielu mieszkańców podziemnego miasta umarło ze starości. Pozostali tam jedynie nieliczni członkowie HJ, którzy przybyli tutaj na wezwanie Führera, ale i oni w końcu opuścili Antarktydę niszcząc wszystko, co tam się znajdowało. Na tym miejscu znajduje się obecnie niemiecka antarktyczna stacja badawcza Neumeier-3 (niemiecka stacja antarktyczna położona na 70°37’ S - 008°22’ W, załoga letnia 22 osoby, załoga zimowa 9 osób – przyp. tłum.). Osób postronnych tam nie wpuszczają. Tak więc tajemnica Bazy będzie jednak odkryta…

    http://wszechocean.blogspot.com/2013/03/kod-antarktydy.html
  • @Katana 23:23:53
    https://i.ytimg.com/vi/xOhOkKIl1js/hqdefault.jpg

    http://www.xdpedia.com/upload/images/nic_mi_sie_w_zyciu_nie_uklada_2013-11-14_18-58-09_middle.jpg
  • @leoparda 23:02:38
    To bardzo dobra robota, jaka pan zrobil..dociekajac zrodel .
    Ze cos jest na rzeczy swiadczy wyprawa Byrda, jej rozmiar i klapa..ze stratami na tyle powaznymi ,ze powinnien sie tym zajac Kongress.
    Moglo tez nastapic przejecie bazy i jej ewakuacja stad potrzeba takiej floty i tylu ludzi....bo w opisy fantastyki o poteznym miescie zbudowanym pod ziemia w ciagu 10 lat to nie wierze.
    TO jest najprawdopodobnie takie zawracanie glowy... Druga sprawa to to, ze skoro specjalnie przygotowaywano material rozplodowy....najwyzszej jakosci- jak mogli wymrzec????Takie zawracanei glowy zeby nam zrobic kolo piora jest zawsze keidy wladza czuje sie neipewnie:-))) i straszy.
    Niech pan sobie wypbrazi ze z Ziemi organizujemy wyprawe na planete Kurdupia , gdzie zyje dosc prymitywna rasa Kurduplanow, na poziomie zbieractwa....i nasi astronauci smaruja im przyrodzonka terpentyyna..... dla smichu:-)))))
  • @RomanKa 23:39:10
    To Pani
  • @Katana 23:21:35
    Szukali tej krainy i nie znaleźli. Były jakieś wyprawy w ten rejon. Nie pamiętam jaki dygnitarz tym się bardzo zajmował. A taką swoją krainkę mieli niedaleko, w górach niedaleko kwatery Hitlera (Berghof). Przynajmniej Hitler podobno wierzył w moc tej góry i oglądał ją przez słynne okno w Berghofie.
    http://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/hLWktkpTURBXy9hZjkzZjcyMmU5NWI5OTBmZmU2ZGQxNDhkOGM0OWI3NC5qcGeSlQMAUc0DhM0B-pMFzQMgzQHC

    http://podroze.onet.pl/ciekawe/untersberg-obsesja-hitlera/y9qjm
  • @Katana 23:04:03
    Historia "Titanica" jest już legendą. Dlatego można dzięki niej zyskać popularność i nie jest ważne jakie są fakty.
  • @RomanKa 23:39:10
    "17 grudnia 1938 ekspedycja wyruszyła z Hamburga w kierunku Antarktydy. Na pokładzie frachtowca Schwabenland znajdowało się 57 osób, w tym 24 członków załogi. W styczniu 1939 statek przybił do części Antarktydy, która już od 1938 uznawana była przez Norwegię za jej terytorium (Ziemia Królowej Maud). Dwa samoloty Dornier Wal nazwane Passat i Boreas wykonały łącznie piętnaście lotów nad terenem mającym wynosić ok. 600 000 km² (według niektórych źródeł – o połowę mniejszym), robiąc ponad 11 000 fotografii lotniczych.

    Dla potwierdzenia niemieckiego roszczenia wobec tego terenu, nazwanego Nową Szwabią, rozmieszczono trzy flagi III Rzeszy wzdłuż wybrzeża, trzynaście następnych zrzucono z powietrza w głębi lądu. Badacze, podróżując wzdłuż linii brzegowej odnotowywali istnienie wzniesień i innych elementów krajobrazu, stworzono także tymczasową bazę. Z powietrza odkryto gorące źródło i miejsce wegetacji roślin nazwane Oazą Schirmachera (od 1989 roku znajduje się tam indyjska stacja badawcza Maitri). Nazwa oazy pochodziła od nazwiska pilota, odkrywcy słodkowodnych jezior na tym terenie.
    W lutym 1939 roku wyprawa została zakończona, Schwabenland powrócił do Niemiec." (Wiki)

    "Oaza Schirmachera – czwarta pod względem wielkości na Antarktydzie powierzchnia nie pokryta lądolodem.

    Jej powierzchnia wynosi około 35 km² w tym okresowo zamarzające jeziora. Roślinność w Oazie Schirmachera jest dość uboga, głównie porosty, a nad jeziorami i strumieniami – mchy.

    Oaza została odkryta w 1939 roku przez ekspedycję niemiecką dowodzoną przez Alfreda Ritschera. Od 1961 roku znajduje się tam rosyjska (pierwotnie radziecka) stacja polarna Nowołazariewskaja, a 1989 roku indyjska stacja badawcza Maitri. Do 1996 roku znajdowała się tam także wschodnioniemiecka (później niemiecka) stacja Georg Forster."
    (Wiki)

    Racja, że taką klapą wyprawy Byrda powinien zając się Kongres. Skoro tego nie zrobiono to może coś było na rzeczy.
    Też mi się nie wydaje, aby była tam podziemna kraina, choć być może odkryto jakieś jaskinie, gdzie można było bytować i urządzić bazę.

    Przytoczyłam cytat z tamtej strony. Zgadzam się, że mieszkańcy tamtej bazy nie wymarli. Według mnie przenieśli się do Argentyny.
  • @Katana 00:59:40
    Ja wolałabym, aby Szambala pozostała Szambalą. Jednak jak obserwuję to obecnie liczy się mieć, mieć, mieć i pokazać się. Oczywiście za wszelką cenę. Mnie się to nie podoba :(((
  • @Katana 01:02:41
    Bo władza to narkotyk i jak narkotyk uzależnia.
  • @Katana 01:19:13
    Dziękuję za link, pooglądam jutro. Też słyszałam, że jest pelno dziwnych tuneli na ziemi. Czy warto tracić czas i energię? Jeśli kogoś interesuje ten temat to warto. Każda tajemnica jest pociągająca, a nuż można ją odkryć. I dlatego wielu ludzi tak robi.
    Teraz mi przyszło na myśl, że może ten admiral wcale nie kłamał. Jeśli istnieją światy równoległe…
  • @leoparda 01:01:19
    TO ma rece i nogi...
    Czy zetknela sie pani..ze sprawa Ojca Crespi?
  • Talbot,
    przestań pieprzyć!
  • @Katana 01:54:26
    Oj tam, oj tam.
    Husky, mohery & Company usuwają komentarze sobie niewygodne, z którymi nie są w stanie podjąć jakiejkolwiek dyskusji. Mnie Husky uraczył po usunięciu moich komentarzy, komplementem "stalinowiec". Hi, hi, stalinowcowi dokuczyć, nazywając go stalinowcem....ja bym nazwał stalinowca choćby "czarna dupa" czy "karzeł reakcji":)
  • Tuz po wojnie gdy USA bylo wykrwawione z ludzi i kasy, flota wojennych
    okretow jest wyslana na Anktartyde...Zastanawiajace.Jest film dokumentalny o tym:The secret land.
  • @Katana 02:55:14
    Ucz sie angielskiego i ogladaj film do konca.To jest niesamowity film.Mieli Amerykanie juz wtedy georadar i wykryli, ze na Antarktydzie sa gory z wegla.Tak, jest to film propagandowy z 1947 roku ale ilosc sprzetu, poswiecenie, koszty tej wyprawy sa zastanawiajace.Czego naprawde szukali?
  • @Katana 02:55:14
    I jeszcze jedno katana.To jest kulturalny portal.Jak kogos obrazisz to cie wykopia.Chcesz ludzi obrazac, idz na Onet.
  • @Katana 10:05:02
    Czegos sie nacpal czlowieku?O co Ci chodzi?Uspokuj sie.
  • @Katana 10:07:54
    Uspokuj sie bo Ci zylka w mozgu peknie.
  • Taa.
    Przewieźli U-botami 40 tysięcy niewolników i 240 tys. rasowych Niemców-ukrainki przez pół świata w warunkach całkowitego panowania na Atlantyku brytyjskiej i amerykańskiej (później) floty.
    Przewieźli też materiały i sprzęt.

    Podobne pierdoły ośmieszają ten portal.
    Jak ktoś nie wierzy, to niech sobie zwiedzi jakiś okręt podwodny, a najlepiej u-bota.

    Śmiech na sali.

    A i jeszcze ten niemiecki oddział, który widział "ukrainki" w gustownych mundurach SS.
    Oczywiście wszyscy w nim wiedzieli o tym, że dziewuchy wyjeżdżają na Antarktydę, do tajnej bazy.

    To już nei jest nawet kabaret, to robienie z czytelnika idioty.
  • @staszek kieliszek 06:02:01
    ta katana myśli że jest bardzo religijna i oświecona - dlatego może być chamowata

    dałby jemu Ole Nydhal - jakby go dopadł
  • @Katana 15:22:39
    公案
  • @Katana 01:37:55
    Nie lubię manipulacji. A teraz manipulacja jest w modzie, ba nawet co niektorzy się tym chwalą. Smieszne to i straszne. Nie czytałam tego postu wcześniej. Wydaje mi się, że usuwanie komentarza powinno być zasadne, a jak niszczy wątek to autor powinien się w swoim komentarzu odnieść do tego dlaczego go usuwa. Wtedy jest to jasne dla czytelnika.
  • @Katana 01:54:26
    Mogę powiedzieć, że ja nie napisałabym takiego komentarza. Nie używam takich dosadnych słów.
  • @RomanKa 01:59:10
    Po raz pierwszy usłyszałam o ojcu Crespi i sobie o nim czytam
    http://infra.org.pl/historia-/zakazana-archeologia/1158-tajemnicza-kolekcja-o-crespiego
  • @AlexSailor 11:53:30
    A czemu to ma być kabaret? Też śmiano się z Schliemana, że jest fantastą. A jak odkrył Troję to już nim być przestał.

    Wydaje mi się, że wpis, który pobudza jest cenny. Ja na przykład dzięki niemu poznaję mapy Piri Reis.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Piri_Reis
    http://innemedium.pl/wideo/mapa-piri-reisa-dowodem-istnienie-starozytnej-zapomnianej-wiedzy

    Dowiedziałam się o takiej postaci wynalazcy jaką jest Wiktor Schauberger.
    http://www.konstrukcjeinzynierskie.pl/2014/122-zyczenie-redakcji/wybor-redakcji-2014/1328-wiktor-schauberger-genialny-lesniczy?showall=1

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

ULUBIENI AUTORZY